Żyd Süss. Film, który doprowadził do pogromów i antyżydowskich zamieszek

Joseph Goebbels nie szczędził funduszy na przygotowywany z rozmachem obraz Veita Harlana.  Efekt był rzeczywiście imponujący – Żyd Süss to historia kompletna, którą ogląda się zdumiewająco dobrze. Możliwe, że film ten trafiłby nawet do kanonu światowej kinematografii, gdyby nie cel w jakim został stworzony…


Michelangelo Antonioni – z tym nazwiskiem z pewnością spotkał się każdy filmoznawca i miłośnik kina. Włoski reżyser, jeden z najwybitniejszych twórców kina autorskiego, prekursor nowych rozwiązań fabularnych. W młodości postawił jednak na złego konia – 18 sierpnia 1940 r. Antonioni był jednym z największych pochlebców na premierze niemieckiego filmu “Żyd Süss”. Czyżby przyszły mistrz uległ sztuczkom, którymi twórcy zamierzali mamić odbiorców?

Obraz niemieckiego reżysera Veita Harlana znacznie odbiegał od wielu innych dzieł ówczesnej niemieckiej kinematografii. Choć był to film propagandowy, wykorzystywał metodę, którą dziś nazwalibyśmy działaniem podprogowym. Tutaj Żyd nie jest brzydki i odpychający, lecz przybiera różne pozy. Gdy trzeba umie się wtopić w tłum i nawet udawać, że chce się asymilować. Wszystko po to, aby uśpić czujność otoczenia i zaatakować w sprzyjającym momencie. Nawiązanie do ideologii nazistowskiej nasuwało się samo. Sam tytuł również wkomponował się w pogląd o dwulicowej naturze Żyda. Süss znaczy bowiem tyle co “słodki”. 

Żyd Süss: film “oparty na faktach”

Tym, co miało wzmacniać siłę przekazu była pojawiająca się na początku filmu adnotacja. Dowiadujemy się z niej, że nie mamy do czynienia z fikcją stworzoną przez scenarzystów, lecz historią opartą na faktach. Chociaż może wydać się to zaskakujące, w tym przypadku działający na zlecenie Goebbelsa artyści nie kłamali.

Propagandowa agitka Harlana opierała się na autentycznym życiorysie XVIII-wiecznego kupca żydowskiego Josepha Süßa Oppenheimera. Tak samo jak jego filmowy odpowiednik został on ściągnięty na dwór wirtemberski (do Stuttgartu), aby – wykorzystując swoją wiedzę z zakresu finansów – pomóc księciu w pokonaniu zadłużenia. Rosnące wpływy Oppenheimera przysporzyły mu wielu wrogów i doprowadził ostatecznie do jego zguby. Książę Karol Aleksander oskarżył go o działanie na szkodę jego dworu i skazał na śmierć przez powieszenie. Wątek ten niemal w całości pokrywa się z przekazem filmowym. Scenarzyści dodali jednak jeden nikczemny epizod z udziałem Süssa – gwałt na młodej katoliczce. 

Jednocześnie Harlan nie opierał się wyłącznie na skromnych przekazach historycznych. Jego dzieło czerpało przede wszystkim z powieści i jej filmowej adaptacji, które – co najbardziej intryguje – miały zupełnie odwrotny przekaz. Powieść Liona Feuchtwangera z 1925 r.oraz jej brytyjska ekranizacja w reżyserii Lothara Mendesa z 1934 r. przedstawiały Süssa jako ofiarę uprzedzeń i religijnych prześladowań. Były to zatem dzieła zdecydowanie krytykujące antysemityzm. 

Uderzenie w narodowe wartości

W III Rzeszy – tak samo jak w innych państwach – przywiązywano dużą wagę do kultywowania pamięci o narodowych bohaterach. Jeśli jakaś postać historyczna cieszyła się wtedy szczególną estymą w niemieckim społeczeństwie, to był nią z pewnością Marcin Luter. Propagandyści podkreślali podobieństwo między nim a Adolfem Hitlerem. Zwracano uwagę, że obaj byli przeciwnikami Żydów odrzucającymi międzynarodowy dyktat: tak jak Luter postawił się papieżowi, tak Fuhrer sprzeciwił się ładowi wersalskiemu. A wszystko to w imię “wyższych” wartości i narodowego interesu. 


Żyd


Nic więc dziwnego, że pewne dialogi w filmie Żyd Süss musiały wywołać oburzenie u dumnej niemieckiej publiki. Jeden z radców stara się przekonać księcia do złych zamiarów żydowskiego kupca, mówiąc:

“Jeśli Wasza Wysokość nie chce działać w zgodzie z konstytucją, powinien posłuchać przynajmniej rady Marcina Lutra. A on powiada: >>Wiedzcie to wierni chrześcijanie, że po Diable nie macie większego przeciwnika niż Żyd. Najlepiej byłoby, gdyby ktoś spalił ich szkoły i synagogi, odebrał modlitewniki i teksty talmudyczne, zakazał im pożyczania pieniędzy<<“.

Ale książę jest głuchy na te sugestie. Odpowiada więc: “Twój Luter nic dla mnie nie znaczy!”. Tymczasem słowa radcy okazują się mieć potwierdzenie w rzeczywistości. Podczas rozmowy z rabinem Żyd Süss mówi bowiem:

“Bogu nie powinno przeszkadzać, jeśli zamienimy Wirtembergię w Ziemię Obiecaną Izraela. To jest już bliskie, wystarczy jedynie wziąć! Już widzę mleko i miód płynące dla ludu Izraela. Czy nie mogę odważyć się na przekroczenie Jordanu z pomocą Bożą?”.

Zło wcielone

Rabin nie zgadza się jednak ze swoim rozmówcą. Jego słowa mogą być odebrane jako przepełnione wielką mądrością, jednak w tym przypadku twórcy chcieli ukazać negatywną cechę typową dla ortodoksyjnych Żydów – niechęć do asymilacji z “gojami”. Ale ostateczni i tak chodzi o to samo- ograbianie innych narodów z ich pieniędzy…

Mój synu Józefie, Pan widzi cię, jak wybijasz się w pychę i chodzisz dumny jak paw. Ciężkie jest tchnienie Pana, kiedy Żydzi zapominają, kim są. (…) Pan chce widzieć swój lud w popiele, rozproszony po całym świecie. (…) Jeśli chcesz rządzić gojami, rządź ich pieniędzmi.

Żyd Süss stopniowo zdobywa zaufanie księcia, aż w końcu zaczyna go od siebie uzależniać. Po osiągnięciu tego celu kupiec zaczyna wprowadzać swój terror. Okazuje się jednocześnie człowiekiem mściwym, który uwielbia wykorzystywać władzę do uprzykrzania życia innym. I tak na przykład burzy połowę domu pewnego kowala, stwierdzając, że część posesji stoi na jego włościach. Innym razem znacznie podnosi cło, a w kulminacyjnym momencie sprowadza Żydów do Wirtembergii. 

Końcowa scena filmu – powieszenie oprawcy – ma jasny przekaz moralizatorski: zło zostało pokonane, ale może znów wrócić, jeśli będziemy wobec Żydów zbyt pobłażliwi. 

Żyd Süss  – preludium Holokaustu?

Dzieło  Harlana spełniło oczekiwania nazistowskich dygnitarzy. Obraz, który zadebiutował 18 sierpnia 1940 r. na festiwalu w Wenecji okazał się jednym z najbardziej dochodowych filmów w historii kinematografii III Rzeszy. Tylko w pierwszym roku od premiery obejrzało go ponad 20 mln widzów. 

Jednocześnie Żyd Süss wzbudził w odbiorcach postawy, o które chodziło Goebbelsowi. Minister propagandy czuł, że film osiągnie propagandowe cele bez konieczności nazywania pewnych zjawisk wprost. Stąd zgodnie z wydanym zaleceniem w niemieckiej prasie nie można było używać określenia “antysemicki”. I trzeba przyznać, że to zagranie Goebbelsowi się udało: w listopadzie 1940 r. strażnicy obozu Dachau zamordowali po seansie 500 Żydów. Dodatkowo doszło do antyżydowskich zamieszek w Marsylii,  a pojedyncze przypadki samosądów odnotowano w wielu innych państwach okupowanych przez III Rzeszę. 


Czytaj także: Nastolatki hajlowały na terenie Auschwitz. Sprawa trafia do prokuratury

Solahütte


Po wojnie alianci i ich sojusznicy byli przekonani, że Żyd Süss  miał przygotować u opinii publicznej grunt pod planowane już wcześniej “ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej”. I właśnie z takim zarzutem Veit Hralan był sądzony w 1949 r. w Hamburgu. A trzeba przyznać, że był to zarzut poważny, gdyż oznaczał współudział w ludobójstwie. Tym samym Harlanowi groziła nawet kara śmierci. W akcie oskarżenia znalazła się informacja, że jego obraz “miał na celu psychologiczne przygotowanie Niemców do czynów zbrodniczych i był bezpośrednim wezwaniem do największego mordu masowego nowożytnych czasów”.

Ostatecznie prawnikom reżysera udało się go jednak wybronić. W czasie procesu starali się dowieść, że artysta został zmuszony do nakręcenia tego filmu przez Goebbelsa. O uznaniu Harlana niewinnym zarzucanych mu czynów zadecydował niewystarczający materiał dowodowy, który nie pozwalał określić jednoznacznie jego odpowiedzialności za wykorzystanie filmu przez propagandę nazistowską. 

[Głosów:4    Średnia:3/5]
Komentarze

ADAM GAAFAR

Redaktor naczelny portalu Co Za Historia. Interesuje się dziejami propagandy politycznej oraz historią II wojny światowej. Publikował m.in. w Focusie Historia, Wirtualnej Polsce i tygodniku Wprost.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.