Zapomniana zbrodnia. Miesiąc przed kapitulacją Niemcy spalili żywcem ponad 1000 ludzi! [ZDJĘCIA]

Wojna dobiegała już końca, jednak zwolennicy “ostatecznego rozwiązania” nie zamierzali rezygnować ze swych zbrodniczych planów. 13 kwietnia 1945 r. formacje SS i Luftwaffe dokonały masakry 1016 więźniów obozów koncentracyjnych, paląc ich żywcem w stodole. 

— OSTRZEŻENIE: ZDJĘCIA W GALERII [NA SAMYM KOŃCU ARTYKUŁU] TYLKO DLA LUDZI O MOCNYCH NERWACH —

Gardelegen – miasto w Niemczech w kraju związkowym Saksonia-Anhalt. Zgodnie ze spisem z 2009 r. liczy 24 183 mieszkańców. 15 kwietnia 1945 roku 102. Dywizja Piechoty 9. Armii Stanów Zjednoczonych odkryła tu ślady przerażającej masakry

W dniach 3-5 kwietnia Niemcy postanowili ewakuować więźniów z obozu Dora-Mittelbau i paru pomniejszych do Bergen-Belsen, Sachsenhausen i Neuengamme. Pociąg z 3 tysiącami więźniów nie dojechał jednak na miejsce, ponieważ lotnictwo USA zbombardowało linie kolejowe. Niemieccy strażnicy, których było za mało żeby pilnować więźniów, zaangażowali starców z volkssturmu, miejscowych strażaków, żołnierzy Lufftwaffe, a nawet dzieci z Hitlerjugend. 13 kwietnia wszyscy z przyszłych sprawców masowego morderstwa byli już w koszarach Szkolenia Kawalerii i Spadochronowej Szkoły Treningowej.

Gardelegen – preludium zbrodni

Niektórzy więźniowie uciekli przy pierwszej lepszej okazji. Część z nich –  jak się później okazało – terroryzowała okoliczne wioski, a nawet posuwała się do morderstw i gwałtów. Po dojechaniu na miejsce żołnierze niemieccy napoili i nakarmili więźniów.  Tych zaś,  którzy nie mogli już chodzić lub byli ranni, kazali zawieść do murowanej stodoły za miastem.

Przed budynkiem ustawiono 1016 osób. Zanim przystąpiono do planowanej akcji, Niemcy zostali jednak zaskoczeni przez amerykański myśliwiec. W panice otworzyli ogień, ale ani razu nie trafili w swój cel. Pilot nie dostał rozkazu walk, więc najprawdopodobniej był to tylko lot zwiadowczy. Niektórzy przerażeni więźniowie sami weszli wtedy do stodoły, która była wypchana do kolan słomą z już wylaną benzyną.

Jak tylko sytuacja się uspokoiła Niemcy kazali wejść do środka pozostałej reszcie.Wtedy potężne drzwi od stodoły się zamknęły, a młodzież z Hitlerjugend zabarykadowała je tak żeby nikt z nich nie wyszedł. Niedługo potem wybuchł pożar i już mało kto wierzył, że wyjdzie z tego cało.

Bez litości

Niemcy otworzyli ogień ze wszystkiego, co mieli pod ręką: granatów, karabinów pistoletów, a nawet pancerfaustów. W niektórych miejscach więźniowie poradzili sobie z pożarem, przez co niektórzy postanowili się ukryć. Niemcy dobrze jednak wiedzieli o tych miejscach, wrzucając do środka granaty zapalające. Jednym z ocalałych więźniów był Polak Romuald Bąk, który uciekł przez dziurę w drzwiach powstałą po wybuchu granatu. Wcześniej tą samą drogą próbowało uciec jeszcze dwóch innych więźniów, ale zostali zauważeni i zastrzeleni na miejscu.

W stodole panowało kompletne piekło. Z wnętrza dało się słyszeć wrzaski, jęki i modlitwy. Na drugi dzień esesmani zabrali się za tuszowanie śladów zbrodni. W tym celu wykopali przed stodołą ogromny dół i kazali strażakom i starcom z volkssturmu zakopać ciała wszystkich więźniów.


CZYTAJ TAKŻE:

W planach członków SS było jeszcze zabicie wszystkich świadków, którzy mogliby wyjawić, co widzieli w Gardelegen, zbliżającym się do miasta Amerykanom. Oczywiście samym więźniom też obiecywano, że jak pomogą w pilnowaniu więźniów, to puszczą ich wolno. Po paru godzinach przybył amerykański łącznik Emerson Hunt, który właśnie biegł do 701. batalionu czołgów, i oznajmił ,że za lada moment do Gardelegen przybędą oddziały amerykańskie. Niemcy mieli wtedy zakopanych około 700 ciał, a stodoła wciąż jeszcze dymiła…

Wyrycie zbrodni

Wkraczając do miasta Amerykanie zobaczyli stos ciał. Z miejsca zaczęli szukać świadków i prowadzić śledztwo. Z masakry ocaleli np. żołnierze Armii Czerwonej, którzy tak jak Bąk mieli opowiedzieć, o tym co widzieli. Łapano każdego, kogo wskazali świadkowie, nawet polskich volksdeutschów. Dywizja poinformowała o zbrodni najwyższe dowództwo i po paru godzinach na miejsce przybyli korespondenci i fotografowie.

Więźniów można było zidentyfikować przez numer lub przez niedopałki na ubraniach, co i tak było kłopotliwe, bo większość ciał była pozbawiona twarzy (zostały one dosłownie roztopione). Spośród ponad tysiąca ofiar udało się rozpoznać jedynie… cztery! Jeden z amerykańskich żołnierzy miał wtedy powiedzieć: „ Nie byłem pewien o co właśnie walczę. Myślałem, że takie historię to propaganda. Teraz tu leżą ciała, wszyscy są martwi”.

Upamiętnienie ofiar

21 kwietnia kazano mieszkańcom miasteczka odkopać ofiary i pochować je. Całą akcję pilnowała żandarmeria. Do 25 kwietnia wydobyto z dołu około 550, a ze stodoły 430. Tego samego dnia pochowano ofiary w osobnych grobach i oddano im hołd. Po całej ceremonii postawiono też tablicę upamiętniającą to zdarzenie. Amerykański pułkownik George Lynch wygłosił wówczas następujące oświadczenie:

“Wmawiano wam, że niemieckie zbrodnie wojenne to wymysł alianckiej propagandy. Teraz sami widzicie. Niektórzy będą mówić, że to dzieło nazistów, inni wskazywać będą na Gestapo. Nieprawda. Odpowiedzialność ponoszą wszyscy Niemcy… Wasza tak zwana rasa panów pokazała, że panować może tylko w zbrodniach, okrucieństwach i sadyzmie. Sami pozbawiliście się szacunku cywilizowanego świata”.


Gardelegen


Podczas śledztwa wskazano winnego naczelnika powiatu Gardelegen, ale nie złapano go. Zamiast jego posądzono SS-Untersturmführera Ertharda Brauny. Resztę esesmanów, których udało się schwytać rozstrzelano na miejscu. Brauny dostał dożywocie i zmarł w 1950 roku. Po wojnie komuniści zdjęli tablicę i dali swoją własną, z „antykapitalistycznym” wydźwiękiem.

Po upadku Żelaznej Kurtyny tablicę odnowiono i przymocowano na stałe. W dzisiejszych czasach opisana zbrodnia jest albo pomijana, albo używana jako argument podważający mit o „Szlachetnym Wermachcie”. Przede wszystkim jednak – masakra w Gardelegen pokazuje, jak bardzo sprawcy uwierzyli we wpajane im “wartości”. Chociaż każdy już wiedział, że wojna jest dla III Rzeszy przegrana, fabryki śmierci działały do ostatniej chwili. 


!!!UWAGA!!! DRASTYCZNE ZDJĘCIA >>>


3 Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.