Wybuch nuklearny na Księżycu? Dziwna rywalizacja pomiędzy ZSRR i USA

Szacuje się, że do końca swego istnienia Związek Radziecki przeprowadził ok. 960 eksplozji nuklearnych. Jednocześnie państwo to rywalizowało z USA o palmę pierwszeństwa w podboju kosmosu. W pewnym momencie zimna wojna weszła w zadziwiającą fazę: oba mocarstwa postanowiły połączyć wyścig zbrojeń z wyścigiem technologicznym, poprzez zdetonowanie bomby atomowej na… powierzchni Księżyca. 


Koniec lat 50., zimowy wieczór gdzieś na Syberii. Gwieździste niebo rozświetlają promienie słoneczne odbijające się od powierzchni będącego w nowiu Srebrnego Globu. Nagle księżycowa tarcza staje się jeszcze jaśniejsza. Pojawia się oślepiający błysk. Niedługo potem na orbicie ziemskiego satelity formują się kłęby dymu. Rosną w błyskawicznym tempie, przybierając klasyczny kształt atomowego grzyba. Ta niecodzienna sytuacja zostaje zauważona także w innych państwach. Ludzie na całym świecie – od Kamczatki aż po Tokio – zastanawiają się, co właśnie zaszło. Zdziwienia nie widać za to na twarzach waszyngtońskiej administracji. Tam doskonale już wiedzą, że odnieśli kolejną propagandową porażkę w starciu ze Związkiem Radzieckim. 

Choć przedstawiona powyżej historyjka może brzmieć absurdalnie, Sowieci rzeczywiście rozważali zdetonowanie bomby atomowej na Księżycu przy założeniu, że wybuch będzie widoczny z Ziemi na każdej długości i szerokości geograficznej. Podobne pomysły mieli również Amerykanie. Oto kulisy jednej z najdziwniejszych rywalizacji pomiędzy światowymi mocarstwami. 

Bombardowanie Księżyca

4 października 1957 r. Sowieci wystrzelili w przestrzeń kosmiczną pierwszego w historii sztucznego satelitę Ziemi – Sputnika 1. Dla rządu Stanów Zjednoczonych była to porażka tym dotkliwsza, że rodzima prasa sugestywnie określiła sowiecki sukces mianem “technologicznego Pearl Harbor”. Ówczesny prezydent USA Dwight Eisenhower zdawał sobie sprawę, że w tej sytuacji amerykańscy naukowcy muszą przygotować coś na tyle spektakularnego, aby przyćmiło dotychczasowe dokonania ZSRR. Z pomocą przyszedł węgierki fizyk  Edward Teller. W 1935 r. naukowiec ten wyemigrował na stałe do Stanów, aby w niedługim czasie dorobić się tytułu “ojca amerykańskiej bomby wodorowej”. 

Teller znany był z nietypowego podejścia do kwestii naukowych i wysuwania bardzo śmiałych pomysłów. Jego kolejna propozycja całkowicie wymykała się jednak ludzkiej wyobraźni. Fizyk stwierdził mianowicie, że w celu zebrania danych o okołoksiężycowej przestrzeni kosmicznej, można dokonać detonacji bomby atomowej nieopodal ziemskiego satelity. 

Chociaż Teller podkreślał, że jego plan ma jedynie przyczynić się do rozwoju nauki, Eisenhower uznał go za świetny chwyt propagandowy. Na początku 1958 r. Siły Powietrzne Stanów Zjednoczonych przystąpiły do opracowywania możliwości eksplozji nuklearnej w kosmosie. W tym celu utworzono specjalne Studium nad Lotami na Księżyc („A Study of Lunar Research Flights”) o kryptonimie “projekt A-119”. Jednocześnie zaangażowano naukowców, którzy mieli zbadać skutki wybuchu jądrowego w przestrzeni o niskiej grawitacji. Wśród badaczy znalazł się m.in. słynny astronom i pionier w dziedzinie egzobiologii Carl Sagan, który miał opracować ewentualne korzyści naukowe płynące z przeprowadzenia całego przedsięwzięcia. W trakcie badań uznano, że najlepiej będzie użyć bomby o mocy ok. 20 kiloton. 

“Fajerwerki” w rocznicę rewolucji

Powodem, dla którego Amerykanie zamierzali zrzucić bombę atomową na Księżycu była również pogłoska, jakoby Sowieci zamierzali zrobić to samo w ramach Programu Łuna (który dotyczył wysyłania bezzałogowych sond do badania Srebrnego Globu). Przewidywano, że Chruszczow planuje dokonać spektakularnej detonacji w 40. rocznicę rewolucji październikowej, która wypadała 7 listopada 1957 r. 

W istocie, na początku 1958 r. radziecki fizyk Jakow Zeldowicz zaproponował opracowanie analogicznego do amerykańskiego programu E-4. Zanim to jednak nastąpiło, Sowieci zakładali jedynie wysłanie na Księżyc pojazdów do badania próbek. Plany zmieniono dopiero, gdy agenci Chruszczowa dowiedzieli się o planach Stanów Zjednoczonych. W pierwotnej wersji projekt E-4 zakładał tylko “nieznaczną” modyfikację wcześniejszego programu. Dalej zakładano więc wysłanie próbnika księżycowego, tyle że tym razem miał on być zaopatrzony w głowicę jądrową. 

Pieczę nad projektem objął inżynier Siergiej Pawłowicz Korolow – ukraiński mechanik, który zajmował się dotąd konstruowaniem pocisków balistycznych. W tym czasie był on już głównym konstruktorem odpowiedzialnym za rozwój radzieckiego programu kosmicznego.  Na liście jego długich sukcesów znalazło się m.in. wspomniane już wystrzelenie Sputnika 1.

Nuklearne gry

Chociaż oba mocarstwa pokładały w swoich projektach ogromne nadzieje, badania wykazały, że nie przyniosą one żadnej ze stron oczekiwanego efektu propagandowego. Przede wszystkim niewielka grawitacja na Księżycu powodowała, że po detonacji nie powstałby grzyb atomowy. Wybuch pozostałby zatem niezauważony . Dodatkowo skażenie Srebrnego Globu uniemożliwiałoby jego kolonizację w przyszłości. Wreszcie, istniało ryzyko, że rakieta przenosząca ładunek nuklearny ulegnie awarii, powodując szkody na Ziemi. Sowieci porzucili swój projekt już na początku 1958 r., Amerykanie zaś – w maju 1959 r. Co ciekawe, szczegóły projektu A-119 zostały ujawnione dopiero w 2000 r. za sprawą zaangażowanego w tamte badania dra Leonarda Reiffela. 

Pod koniec lat 60. zawarto układ o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej. Jednocześnie zakazano wykorzystywania Księżyca do celów wojskowych. Związek Radziecki prowadził jednak testy atomowe aż po kres swego istnienia. Szacuje się, że łącznie Sowieci dokonali ok. 960 detonacji, a największa intensyfikacja tych prób przypadała właśnie na lata 60. 30 października 1961 r. na archipelagu Nowej Ziemi na Morzu Arktycznym doszło do detonacji największej bomby atomowej w dziejach – radzieckiej “Car bomy” o mocy ponad 50 megaron.

Od tego czasu Amerykanie zaczęli bardzo poważnie obawiać się możliwości Związku Radzieckiego w dziedzinie badań nad atomem, o czym najlepiej świadczy taki oto fragment raportu CIA z 1962 r.:

„W 1961 r. Sowieci przeprowadzili co najmniej 19 testów broni termojądrowej, z czego 14 miało ładunek o mocy powyżej jednej megatony. Analizy tych testów wykazały, że Sowieci opracowali wysoce zaawansowaną technologię broni termojądrowej. […] Sądząc po dotychczasowych osiągnięciach, Sowieci mogą, przy nieograniczonych możliwościach testowania, zbliżyć się w ciągu następnych 5-10 lat do górnych granic wydajności w projektach termojądrowych […] Ponadto w ciągu następnych kilku lat mogą znacznie zwiększyć swój zasób wiedzy na temat różnych skutków działania broni jądrowej i zoptymalizować swoje projekty w celu wzmocnienia określonych efektów”.

[Głosów:9    Średnia:3.9/5]
Komentarze

ADAM GAAFAR

Redaktor naczelny portalu Co Za Historia. Interesuje się dziejami propagandy politycznej oraz historią II wojny światowej. Publikował m.in. w Focusie Historia, Wirtualnej Polsce i tygodniku Wprost.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.