Wojna polsko-japońska. Konflikt, którego nie było?

Nie zdając sobie sprawy z tego, co się kryje pod makietami szalup i przedłużonymi burtami. Kapitan Deppisz wspomina, że pewnego razu nie wytrzymał i po zawinięciu do portu zdał eskortę, a następnie podszedł na czoło konwoju i wykonał nagły zwrot “Cap des Palmas” ukazał co w sobie skrywa:

“..jeden ruch i opadły deski drewnianych szalup na pokładzie, ukazując zamaskowaną baterię sześciu armat. Sygnał – i otwarły się fałszburty w międzypokładach, ukazując sześć wyrzutni torped gotowych do strzału. Na rufie odkryto wyrzutnie bomb głębinowych, na dziobie także wyrzutnie bomb. Zza zasłon maskujących wysunęły się długie lufy orlikonów. W szaleńczym młynku zawirowały sprzężone karabiny maszynowe. Milczące otwory wyrzutni torped czekały na salwę.”    

Trwało to zaledwie chwilę, po której całe uzbrojenie znów zniknęło w zamaskowaniu. Kapitan wspomina, że miny Amerykanów były jednak warte tego “żartu”. Bananowiec polował również samotnie na zabłąkane transportowce japońskie i wabił okręty podwodne. Najdłuższy taki rejs trwał 7 miesięcy, zaopatrzenie podejmowano z amerykańskich okrętów baz. Polski kapitan ze swoją francuską załogą zatopił trzy japońskie okręty podwodne.

Polacy na Dalekim Wschodzie

Kolejnym polskim żołnierzem, któremu odebrano możliwość walki z Niemcami i w zamian za to postanowił bić Japończyków był as polskiego lotnictwa Witold Urbanowicz. W 1943 roku skłócony z dowództwem, został odsunięty od latania i wysłany do USA w celu propagandowym i nakłaniania Polonii amerykańskiej do wstępowania w szeregi wojska polskiego. Tam jednak za sprawą znajomości postarał się o przydział do amerykańskiej 14 Floty Lotniczej. Latał w dywizjonach 16 i 74 na froncie chińskim. 23 października 1943 roku został przeniesiony do elitarnego dywizjonu 75th Fighter Squadron znanego jako “Latające Tygrysy”. Tam wykonując misję eskortową nad Changde, zabłysnął jako as myśliwski. 

Lecąc 11 grudnia samolotem Curtiss P-40 Warhawk i osłaniając bombowce oraz samoloty transportowe musiał samotnie stoczyć walkę z 6 samolotami wroga. Najprawdopodobniej były to Nakajima Ki-44, z których dwa strącił a pozostałe zmusił do ucieczki. Były to jedyne, oficjalnie zaliczone mu przez Amerykanów zestrzelenia, prawdopodobnie dlatego, iż w pobliżu nie było innego samolotu, któremu jankesi mogli by zaliczyć te strącenia. Sam Urbanowicz po powrocie do Anglii, oraz w swojej książce pisze o około 6 zwycięstwach w trakcie swoich “gościnnych występów” na dalekim wschodzie. 

Ponad to w 1945 w 81 i 82 brytyjskiej dywizji Zachodnio-afrykańskiej walczyło w Birmie 65 polskich oficerów kontraktowych, a w Królewskim Korpusie Medycznym służbę pełniło około 36 polskich lekarzy.
Było jeszcze wielu polskich lotników i żołnierzy w szeregach angielskiej armii, walczących z Japończykami, nie wspominając o żołnierzach amerykańskich polskiego pochodzenia. Ale w odróżnieniu do tych pierwszych byli to obywatele USA, natomiast większość polaków w brytyjskiej armii uważała się za polaków i po wojnie wróciła do kraju, jeśli tylko aparat rządzący im na to pozwalał.

Na koniec przytoczę jeszcze jedną ciekawą historię. Kiedy Rosjanie wypowiedzieli wojnę Japonii i w sierpniu 1945 roku wkroczyli do Mandżurii, w mieście Harbinie znajdowała się dość duża społeczność polska. Głównie pracownicy kolei, ci emigranci pod dowództwem Bronisława Stefanowicza, utworzyli około 120 osobową grupę oporu.

Ochotnicy nazwali siebie “Polskim Sztabem”, przyrzekli wierność Polsce, a na ramieniu nosili biało-czerwone opaski. Stoczyli potyczkę z garnizonem Japońskim o dworzec kolejowy, który ostatecznie zajęli i obsadzili. Polacy pilnowali również fabrykę Łopato, Magazyny na lotnisku oraz młyn. Pozycję utrzymali aż do wkroczenia Armii Czerwonej do miasta. Na wiecu 2 września przedstawiciel Armii Czerwonej mówił z uznaniem o Polakach. Kilka dni później NKWD zaczęło aresztowania i wywóz do łagrów polskich “powstańców z Hrabinie”.

Czytając opracowania i artykuły na temat tego jedynego w swoim rodzaju konfliktu, nadaremnie oczekuję choćby drobnej wzmianki o tych kilku polskich żołnierzach i ochotnikach, którzy również na dalekim wschodzie stanęli do walki. Czy było to potrzebne i pomagało okupowanej ojczyźnie? Na to pytanie każdy musi sam znaleźć odpowiedź. Jednak nie można historii tej dziwnej wojny opowiadać, podsumowując ją stwierdzeniem, że Polacy nie walczyli ani razu z Japończykami.


Źródło: Okruchy Historii

[Głosów:37    Średnia:2.7/5]
Komentarze

OKRUCHY HISTORII

Okruchy historii to blog historyczny oparty o ciekawostki i mniej znane fakty ubogacone o zdjęcia w dobrej jakości.

1 Comment

  • Świetny tekst. Wiele mniej znanych szczegółów rzuca nowe światło na pewne sprawy. Jednak czy walki pojedynczych żołnierzy można nazwać walka całego narodu? Na pewno jest tu jakieś pole do polemiki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.