Wojna polsko-japońska. Konflikt, którego nie było?

Współpraca między służbami wywiadów obu państw miała przetrwać nawet w czasie wojny. Jeszcze w 1936 roku na odprawie Oddziału II Sztabu generalnego wywiadu wojskowego, jego szef kapitan Jerzy Niezbrzycki mówił: “…współpraca z Japończykami musi być nacechowana zawsze 100-procentową lojalnością”.

Jednak politycznie sprawy znów potoczyły się w innym kierunku. Japonia przystąpiła do Państw Osi, układu nieprzyjaznemu Polsce. 1 września 1939 roku kiedy wojska Wehrmachtu wkroczyły do Polski, Tokio przyjęło to bez entuzjazmu, a nawet ze smutkiem. Sojusznik nazistowskich Niemiec utrzymywał nadal kontakty dyplomatyczne z II RP, a polską ambasadę w Tokio zamknięto dopiero w październiku 1941 roku, w wyniku nacisków wywieranych przez Niemcy. Wszyscy dyplomaci mogli jednak nadal liczyć na immunitet i umożliwiono im wyjazd do wskazanych przez siebie krajów.

Ale wróćmy jeszcze do wydarzeń z `39 roku. Kiedy na Węgry ewakuowali się oficerowie wywiadu, czekali tam na nich już Japońscy agenci. Ustalono dalszą współpracę, a nawet jej rozszerzenie, o dziwo do kręgu zainteresowań i wymiany informacji, obok Rosji trafiła III Rzesza. Japończycy stracili zaufanie do Hitlera po zawarciu przez Niemcy paktu Ribbentrop-Mołotow. Podtrzymanie tych nieoficjalnych stosunków zaaprobował generał Władysław Sikorski. Zaowocowało to tym, iż polscy szpiedzy mogli się swobodnie poruszać po europie wyposażeni w paszporty japońskie, lub Mandżukuo.

Siatka wywiadowcza działała nawet w Berlinie przy ambasadzie Japonii. Polski agent major Michał Rybikowski, dzięki uprzejmości wojskowego attache japońskiej ambasady, pułkownika Makato Onodera, jako obywatel Finlandii został jego tłumaczem. Japończyk zabierał go ze sobą na liczne wyjazdy i spotkania. Polak uczestniczył nawet w rozmowach z admirałem Wilhelmem Canarisem. Dzięki temu Anglicy uzyskiwali informacje na temat stanu przemysłu III Rzeszy, rozmieszczenia strategicznych zapasów i ruchu wojsk. Dzięki Japońskiej pomocy Polscy szpiedzy przekazali na przykład takie informacje jak przygotowania Niemiec do inwazji na Jugosławię, czy orientacyjną datę uderzenia na ZSRR.

Wojna? Nie zgadzamy się

Wszystko to miało skończyć się 11 grudnia 1941 roku, kiedy Cesarstwo Japońskie zaatakowało Perl Harbor, rozpoczynając tym samym wojnę z USA. Anglia jako sojusznik Amerykanów wypowiedziała wojnę Japonii, w raz z nią uczyniły to sojusznicze rządy emigracyjne, w tym Polska. W dzienniku ustaw RP z 20 grudnia 1941 roku można przeczytać:

„Na podstawie art. 12, lit. f) ustawy konstytucyjnej stanowię na wniosek Rady Ministrów, że Rzeczpospolita Polska znajduje się począwszy od dnia 11 grudnia 1941 r., w stanie wojny z Imperium Japońskim”.

Reakcja Tokio była dość kuriozalna. Rząd zareagował jedynie na polską deklarację, do tego w sposób nader niespotykany. Premier Japonii Hideki Tojo skomentował całą sytuację:

“Wyzwania Polaków nie przyjmujemy. Polacy, bijąc się o swoją wolność, wypowiedzieli nam wojnę pod presją Wielkiej Brytanii.”  

Pomimo stanu wojny, współpraca między agentami nadal trwała. Polscy szpiedzy w dalszym ciągu poruszali się po Europie posługując się paszportami dostarczonymi przez Japończyków, nadal trwała wymiana informacji odnośnie ZSRR i Niemiec. Była to więc najdziwniejsza wojna w historii obu tych narodów.

I tak, powszechnie kończy się ta ciekawostka historyczna. Uważa się, iż nie doszło do żadnych starć między wojskiem polskim a żołnierzami cesarza i jedyny fakt zasługujący na uwagę to data podpisania normalizacji stosunków między obydwoma państwami. Rządy PRL, oraz Japonii podpisały taki dokument 8 lutego 1957 roku, oficjalnie kończąc wojnę między krajami dopiero po 16 latach.
Jednak o tyle, o ile można stwierdzić, że polska armia nie brała udziału w walkach w Azji i na Pacyfiku, o tyle nie można mówić, iż Polacy nie walczyli z Japończykami. W tym momencie zaczyna się mniej znana historia tego konfliktu.Należy sobie wyjaśnić, że ogólnie Polacy nie byli szczęśliwi z faktu wplątania ich w wojnę z Japonią. Józef Beck, internowany w Rumunii miał powiedzieć:

“Polska wypowiedziała wojnę Japonii, co — jak widać z perspektywy czasu — nie miało ani większego uzasadnienia, ani przede wszystkim sensu politycznego. Cóż może dać Polsce wypowiedzenie wojny Japonii? “

Polsko-japońska wojna na Pacyfiku?

W 1943 roku dowództwo Roal Navy chciało wysłać na Pacyfik polski niszczyciel ORP “Burza”, jednak ostatecznie zaniechano tego, ku radości załogi. W 1944 roku wiceadmirał Jerzy Świrski proponował prezydentowi Ignacemu Mościckiemu wysłanie polskiego niszczyciela w celach prestiżowych do walki z Japonią, ale ten odmówił. Polscy marynarze nie mieli ochoty ani serca walczyć na rubieżach świata, kiedy po Bałtyku krążyła Kriegsmarine. Marynarz z ORP “Dragon”, Wincenty Cygan w swojej książce “Granatowa Załoga” ustosunkował się do konfliktu w następujący sposób:

“Rząd nasz wypowiadając wojnę […] wypowiedział ją także Japonii. Ale na tym powinien być koniec. Wystarczyłoby następnie tylko wzorować się na polityce brytyjskiej, która nie przedsięwzięła niczego dotąd przeciwko Rosji zalewającej nasz kraj. Ponieważ Rosja nie zagraża bezpośrednio Wielkiej Brytanii, Brytyjczycy nie uważali jej za wroga. W jakim więc sensie mogła Japonia grozić nam? W czasie, kiedy rzesze Polaków uchodźców z „przyjacielskiej” Rosji, znajdowały przytułek, opiekę i darmo chleb u „wrogiej” Japonii, po tej stronie rząd nasz wypowiadał jej wojnę.”  

Mimo to na Pacyfiku znalazły się dwa okręty pływające pod polską banderą. Okręty marynarki handlowej “Puławski” i “Sobieski”. Pierwszy pływał od 1941 roku po oceanie indyjskim pełniąc rolę transportowca wojsk. Od marca 1945 roku transportował żołnierzy z Indii do Birmy i Rangoku, w bezpośrednie sąsiedztwo frontu. “Sobieski” natomiast w 1945 roku pływał z wojskiem hinduskim do Bombaju.

Był jeszcze jeden polski marynarz, Kapitan Żeglugi Wielkiej Mikołaj Deppisz, którego wojna zastała w angielskim porcie. Od razu zgłosił się do brytyjskich “sojuszników”, ci jednak nie potrzebowali kapitana bez statku. W 1940 Polski Rząd na uchodźstwie w Paryżu zlecił mu wyprowadzenie transportowca “Willa” z portu w Maroko i dostarczenie go do Liverpoolu. Pomimo, iż niełatwe zadanie wykonał brawurowo, nie znaleziono dla niego przydziału. Dopiero w 1942 roku Wolni Francuzi zaoferowali mu dowodzenie małym bananowcem “Cap des Palmes”, który był zamaskowanym niszczycielem i wysłali do ochrony konwojów na Pacyfiku. Często zdarzało się, że kapitanowie innych jednostek drwili z takiej eskorty, nadając sygnał: “Co się tak kręcisz mały?”

[Głosów:37    Średnia:2.7/5]
Komentarze

OKRUCHY HISTORII

Okruchy historii to blog historyczny oparty o ciekawostki i mniej znane fakty ubogacone o zdjęcia w dobrej jakości.

1 Comment

  • Świetny tekst. Wiele mniej znanych szczegółów rzuca nowe światło na pewne sprawy. Jednak czy walki pojedynczych żołnierzy można nazwać walka całego narodu? Na pewno jest tu jakieś pole do polemiki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.