Wielka Wojna Emu. Jak ptaki zmusiły do kapitulacji australijskich żołnierzy

Wielka Wojna Emu była bez wątpienia jednym z najdziwniejszych konfliktów zbrojnych w historii. Tym razem matka natura całkowicie zaskoczyła australijskich żołnierzy, którzy nie docenili determinacji przeciwnika. “Oddziały” emu – choć nieuzbrojone – miały nad ludźmi znaczną przewagę liczebną. I udało im się wygrać!


Wielka Wojna Emu wybuchła 2 listopada 1932 r. i trwała ponad miesiąc – ludzie złożyli broń 10 grudnia. Miejscem konfliktu była okolica  Campion w “powiecie” Wheatbelt w Australii. Jak w ogóle doszło do tego osobliwego starcia?

Po zakończeniu I wojny światowej weterani byli zachęcani przez australijski rząd do uprawy zboża na terenach, które w większości nie były wcześniej zamieszkałe. Z czasem pojawił się jednak poważny problem natury ekonomicznej. 24 października 1929 r. miał miejsce wielki krach na nowojorskiej giełdzie, którego skutki prędko odczuł niemal cały świat. Ceny żywności (w tym zboża) gwałtownie spadały, a wiele państw  musiało zmierzyć się z galopującą inflacją.

Rząd Australii zachęcał wówczas rolników do zwiększenia zbiorów pszenicy, obiecując im dotacje. Politycy nie wywiązali się jednak z tej obietnicy, a w październiku 1932 r. – a więc 3 lata po krachu na Wall Street – ceny zboża wciąż spadały. W tej sytuacji rolnicy zagrozili, że nie będą dostarczali państwu swoich zbiorów. 

Ptasi migranci

Wkrótce pojawił się kolejny problem – w rejonie pojawiła się duża populacja emu licząca ok. 20 tys. osobników. Po okresie lęgowym ptaki te zwykle migrowały nad wodę, ale po  tym jak farmerzy osiedlili się na nieprzyjaznych terenach i przygotowali je pod uprawę ptaki postanowiły zmienić przyzwyczajenia. Zorientowały się, że nie muszą wędrować tak daleko, bo wszystko czego potrzebują znajduje się już na miejscu. 

Ptaki niszczyły pola i zjadały plony. Na domiar emu robiły dziury w płocie, przez które wchodziły króliki powodujące kolejne szkody. Farmerzy postanowili działać. W celu rozwiązania swoich problemów zgłosili się po pomoc do George’ a Pearce’ a,  ówczesnego ministra obrony narodowej. Rolnicy ustalili, że najbardziej skuteczną metodą walki z emu będą karabiny maszynowe Lewis. 

Pearce zgodził się takie rozwiązanie, ale postawił kilka warunków:

– z karabinów mogli korzystać tylko żołnierze (jak się potem okazało – cały oddział wraz z dowódcą miał liczyć tylko trzech ludzi);
– za amunicję mieli zapłacić farmerzy; mieli też zapewnić żołnierzom żywność i zakwaterowanie;

Na marginesie minister obrony uznał, że walka z emu będzie dobrym treningiem dla żołnierzy, którzy będą mogli poćwiczyć w ten sposób strzelanie do dużej liczby szybkich i zwinnych celów. 

“Wielka Wojna Emu”

Żołnierze mieli niestety pecha – w październiku 1932 r. rozpoczęła się pora deszczowa. Do akcji przystąpiono więc dopiero na początku listopada. Wtedy też dwaj żołnierze – sierżant S. McMurray i strzelec J. O’Hallora – poszli w pole uzbrojeni w karabiny maszynowe i 10 tysięcy sztuk amunicji. Towarzyszył im dowódca oddziału,  major G.P.W. Meredith.

Ptaki okazały się jednak całkiem sprytne. Karabiny nie miały odpowiedniego zasięgu, a ptaki – pomimo że starano się je zaprowadzić w pułapkę – poruszały się w małych grupach. Po kilku dniach w trakcie, których – jak twierdzili żołnierze – zastrzelono tuzin emu, zauważono stado ptaków w pobliżu tamy. Strzelcy otworzyli ogień, ale po zabiciu 12 opierzonych przeciwników zacięły im się karabiny.  Pozostałe przy życiu ptaki uciekły. wielka wojna emu

W kolejnych dniach  zauważono,  że grupami emu przewodzi najstarszy ze stada. Liczba zabitych ptaków była w tym czasie niepewna, jednak 2500 zużytych sztuk amunicji uświadomiły Australijczykom, że koszty operacji nie są na ten moment współmierne z osiąganymi rezultatami. Podjęto decyzję o zawieszeniu akcji na pewien czas. 

Wielka Wojna Emu – trium Matki Natury?

Oddział australijskich strzelców zamierzał już skapitulować, jednak 12 listopada Pearce podjął decyzję o wznowieniu.  “wojny” z emu.  Do 2 Grudnia – jak zapisał w raporcie Meredith – zabijano do 100 ptaków tygodniowo, czyli 14 sztuk dziennie. Dowódca oddziału zanotował, że zużyto 9860 pociski, a padł około 960 ptaków. Czyli wykorzystano dokładnie 10 strzałów na jednego emu.  W wyniku odniesionych ran miało jeszcze paść podobno 2500 emu.  Po wycofaniu się z “pola bitwy” major Meredith miał pochwalić emu za ich bitność i wytrzymałość:

“Gdybyśmy mieli dywizję z odpornością tych ptaków na kule, to moglibyśmy walczyć przeciwko każdej armii na świecie. One mogą mierzyć się z karabinami maszynowymi z wrażliwością czołgów. Są jak Zulusi, których nawet pociski dum-dum nie mogły powstrzymać“.

Jednocześnie major podkreślał, że w tej wojnie żaden z jego żołnierzy nie poległ na polu bitwy…


CZYTAJ TAKŻE:


Wielka Wojna Emu dostarczała oczywisćie powodów do drwin i uszczypliwości. Australijski ornitolog Dominic L. Serventy zanotował wówczas:

“Dowództwo emu ewidentnie zleciło taktykę partyzancką, a ich nieporęczna armia wkrótce podzieliła się na niezliczone małe formacje, które spowodowały, że używany sprzęt wojskowy stał się nieefektywny. Zakłopotane siły zbrojne wycofały się z pola walki po około miesiącu”.

Tymczasem farmerzy nie dawali za wygraną i w 1943 r. znów nalegali rząd na wysłanie wojska do walki z ptakami. Ówczesny premier John Curtin odmówił. Farmerzy złożyli wtedy nową propozycję: zrzucenie bomb na miejsca żerowania emu…

Po doświadczeniach z emu rząd Australii zaniechał dalszych operacji wojskowych przeciwko tym zwierzętom. Problem postanowiono za to rozwiązać przy pomocy cywilów, którym oferowano nagrody za upolowanie emu. Ponadto na farmach postawiono siatki ochronne. 


Zdjęcie główne:  By Eduardo Mariz z Sydney, Australia [CC BY 2.0], via Wikimedia Commons


POLECAMY KSIĄŻKĘ:
 
wojna emu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.