W dwa lata zabili ponad milion ludzi. Do dziś wypierają się tych zbrodni

Pomimo wielu wiarygodnych i obszernych świadectw Ankara do dziś zaprzecza, że Turcy dopuścili się  pierwszego ludobójstwa XX wieku. 

Polityka appeasementu – jeżeli rozumieć ją jako łatwe godzenie się tzw. zachodnich demokracji z brutalnymi faktami dokonanymi – nie narodziła się w 1935 roku, gdy przyzwoliły one na remilitaryzację Nadrenii przez Hitlera. Już 12 lat wcześniej Europa zaakceptowała ludobójcze dziedzictwo reżimu młodotureckiego, zażarcie bronionego przez nową, republikańską, modernizującą się Turcję.

Ludobójstwo dokonane na ludności ormiańskiej przez władze tureckie w czasie I wojny światowej i tuż po jej zakończeniu było pierwszym ludobójstwem popełnionym w XX wieku – najokrutniejszym stuleciu w dziejach ludzkości. Mimo świadectw znakomitych pisarzy, ludobójstwo to wciąż pozostaje najmniej znanym w serii „ostatecznych rozwiązań” podejmowanych przez różne reżimy i XX-wieczne ideologie. 

Według różnych szacunków, Turcy zamordowali wówczas od 600 tysięcy do półtora miliona Ormian, jeśli zaś uwzględnić ofiary masakr z lat 1895-1896 i 1909, liczba ta dochodzi do około dwóch milionów. Prezentujemy fragment książki Grzegorza Kucharczyka “Pierwszy Holocaust XX wieku”

***

Zarówno podczas dokonywani ludobójstwa w latach 1915-1916, jak i już po jego przeprowadzeniu reżim młodoturecki utrzymywał, że usunięcie ludności ormiańskiej ze wschodnioanatolijskich wilajetów miało na celu usprawnienie prowadzenia wojny z Rosją. Tymczasem rzeczywistość okazała się zupełnie inna – z początkiem 1917 roku w wyniku kolejnych ofensyw wojsk rosyjskich pod okupacją carskiej armii znalazła się znaczna część dawnych prowincji ormiańskich: Wan, Bitlis, Erzurum i Trabzon. Tyle że nie było już w nich Ormian.

Wybuch rewolucji bolszewickiej w Rosji przyniósł kolejny zwrot w kwestii ormiańskiej, mówiąc zaś precyzyjniej, pojawiło się nowe, śmiertelne zagrożenie dla tej resztki narodu ormiańskiego, która przetrwała ludobójstwo, czyli uchodźców z Turcji, oraz Ormian żyjących do tego czasu pod rządami Romanowów. Przypomnijmy, że po abdykacji cara Mikołaja II rosyjski Rząd Tymczasowy zezwolił na powrót uchodźców ormiańskich na ich ojczyste ziemie, które znajdowały się na obszarach pozostających wówczas pod okupacją wojsk rosyjskich. Skorzystało z tego około 150 tysięcy osób, tyle bowiem przetrwało z grupy 300 tysięcy Ormian, głównie mieszkańców prowincji Wan, którzy w 1915 roku w ślad za armią rosyjską opuścili Turcję i dotarłszy na rosyjskie Zakaukazie, masowo umierali tam z głodu i chorób – carski rząd uczynił niewiele albo nic, by ulżyć doli uchodźców, jednocześnie aż do maja 1916 roku uniemożliwiał dostarczanie im przez ormiańskie organizacje pomocy humanitarnej.

Na mocy traktatu pokojowego, zawartego z państwami centralnymi w 1918 roku w Brześciu, bolszewicka Rosja zwróciła Stambułowi nie tylko okupowane dotąd obszary wschodniej Anatolii, ale również okręgi Ardahanu, Karsu i Batumi – pozostające w jej granicach od II połowy XIX wieku i zamieszkałe przez silne kolonie ormiańskie. Realizacja leninowskiego hasła „pokoju bez aneksji” przyniosła więc w praktyce skazanie Ormian mieszkających na tych terenach na niechybne represje. Rzecz jasna, bolszewików skłoniło do tego nie tyle rzekome umiłowanie przez nich pokoju, ile wewnętrzny zamęt w Rosji i konieczność skoncentrowania wysiłków na prowadzeniu wojny domowej z „białymi”.

Wiosną 1918 roku, już po przejęciu tych ziem, Turcy podjęli ofensywę w kierunku rosyjskiej Armenii, z zamiarem połączenia się z „tureckimi braćmi” – Azerami w Baku. Zdobyty został Erewan. W armeńskiej stolicy dowodzący ottomańską armią generał Halil Kut – wuj ministra Envera Paszy – oświadczył słuchającym go Ormianom: „Starałem się wymazać naród ormiański [z mapy] do ostatniej osoby”322. Trzeba przyznać, że rzeczywiście robił on wszystko, aby ten cel osiągnąć. Jego wojska dokonały masowych rzezi Ormian m.in. w Aleksandropolu i Karakilissie.

Parę lat później, gdy oczekiwał na swój proces w alianckim więzieniu, pytany przez przesłuchującego go brytyjskiego oficera o liczbę Ormian zamordowanych przez armię turecką podczas działań wojennych, prowadzonych wiosną 1918 roku, miał oświadczyć: „300 tysięcy Ormian – mniej więcej. Nie liczyłem przecież”.

Co charakterystyczne, generał Halil Kut był również zafascynowany postacią Czyngis-chana (jak wiemy, było to typowe dla tureckiej elity rządzącej). Dość wspomnieć, że jego imię nadał swojemu najmłodszemu synowi. Pewien niemiecki oficer, który przebywał w jego sztabie, relacjonował, że generał miał niemałe ambicje, zaczerpnięte wprost z ideologii panturańskiej. Jego dewiza brzmiała: „Przebijajmy się do Turkiestanu, tam założę nowe cesarstwo dla mojego małego Czyngisa”.

***
W 1917 roku brytyjski premier, Lloyd George, oświadczył, że po wojnie Mezopotamia (obecny Irak) nie powróci pod rządy tureckie, i dodał: „To samo dotyczy Armenii, kraju przesiąkniętego krwią niewinnych, zmasakrowanych przez ludzi, którzy mieli ich chronić”. Jeszcze w sierpniu 1918 roku, a więc na krótko przed końcem wojny, zapewniał przedstawicieli ormiańskich środowisk: „Wielka Brytania nigdy nie zapomni o swojej odpowiedzialności wobec waszego umęczonego narodu.

W podobnym duchu utrzymane były wypowiedzi przywódców francuskich. W listopadzie 1916 roku francuski minister spraw zagranicznych, Aristide Briand, deklarował:

„Gdy wybije godzina uprawnionych reparacji, Francja nie zapomni straszliwych przejść doświadczonych przez Ormian i w porozumieniu ze swoimi sojusznikami podejmie stosowne kroki dla zapewnienia Armenii pokojowej egzystencji i postępu”.

Wtórował mu w lipcu 1918 Georges Clemenceau, pisząc do jednego z ormiańskich przywódców:

„Mam przyjemność potwierdzić Panu, że rząd Republiki, podobnie jak rząd Wielkiej Brytanii, nie zaprzestał traktować narodu ormiańskiego jako jednego z tych narodów, których los Sprzymierzeni zamierzają rozstrzygnąć w zgodzie z najwyższymi prawami Ludzkości i Sprawiedliwości”.

Włoski premier, Vittorio Orlando, dodawał: „Powiedzcie narodowi ormiańskiemu, że ich sprawę uczynię moją własną”

REDAKCJA

Co Za Historia - nowoczesny portal historyczny. Udowadniamy, że przeszłość jest ciekawa!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.