Układ AK z Niemcami. Dlaczego akowcy zdecydowali się na rozmowy z wrogiem?

AK

Partyzantka sowiecka, na wschodnich terenach przedwojennej Polski, dopisała zaskakujący rozdział na kartach historii. W celu pokonania wspólnego wroga Niemcy i stacjonujące w okolicy oddziały AK zawarły doraźny pakt, który nie tylko zakładał chwilowy rozejm, ale także wsparcie militarne. 


Od czerwca 1943 r. żołnierze Wehrmachtu prowadzili na Kresach Wschodnich intensywne walki z batalionami Armii Krajowej. Wkrótce mieli przekonać się,że w warunkach wojny los często bywa bardzo przewrotny. Bo czy ktokolwiek z nich mógł wtedy przypuszczać,że już za kilka miesięcy będą dostarczać
akowcom amunicję, karabiny i medykamenty? Wizja ta wydawała się tym bardziej odległa, że jeszcze
w lipcu polscy i sowieccy partyzanci mieli wspólnie przeprowadzić akcję zbrojną przeciwko Niemcom.

W czasie inwazji na Związek Radziecki okupanci szybko przekonali się, że pacyfikacja opanowanych
ziem wymaga podejmowania bezprecedensowych kroków. Rychło pojawiła się refleksja, że trwałe i skuteczne efekty może przynieść zaangażowanie oddolnych ruchów
narodowowyzwoleńczych. W zbiorowej pamięci zapisały się zwłaszcza współpracujące z Niemcami odziały Rosyjskiej Armii Wyzwoleńczej (ROA) gen. Andrieja Własowa oraz nacje walczące pod
auspicjami zbrodniczych formacji Waffen-SS. O wiele mniej znane są informacje o kontaktach, które trzy
duże bataliony AK nawiązały wówczas z Wehrmachtem. Dość wspomnieć, że w rozmowach z okupantami
uczestniczył m.in. Zygmunt Szendzielarz „Łupaszka”, jeden z najbardziej zasłużonych Żołnierzy Wyklętych.

Rozmowy z wrogiem

W marcu 1944 r. Niemcy zwołali specjalną naradę w Mińsku. SS-Brigadeführer Curt von Gottberg, ówczesny Gauletier Komisariatu Generalnego „Białoruś”, zwrócił się do zebranych: „Na naszą stronę przeszły trzy polskie bandy i walczą z czerwonymi.” Po chwili na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Miał wiele powodów do radości. Jego oddziały jeszcze do niedawna musiały zmagać się z dwiema groźnymi partyzantkami. Teraz po stronie Niemców były zgrupowania cichociemnego por. Adolfa Pilcha „Góry” i por. Józefa Świdy „Lecha”. Udało im się również nakłonić do współpracy Czesława Zajączkowskiego „Ragnara”, por. Gracjana Froga „Szczerbca” z 3 Wileńskiej Brygady AK oraz
wspomnianego już „Łupaszkę”. Wartość tego ostatniego była tym większa, że dowodzona przez niego 5 Brygada AK z Okręgu Wileńskiego miała spore doświadczenie w starciach z sowieckimi bojówkami.

Rozmowy między okupantem i dowódcami Armii Krajowej nie należały do łatwych. Dopiero chłodna kalkulacja doprowadziła do wniosku, że w trosce o polską rację stanu, należy wyzbyć się dylematów moralnych. Gdy pod koniec 1943 roku partyzanci sowieccy, jawiący się dotąd jako sprzymierzeńcy akowców, podstępnie rozbroili nowogródzkie Zgrupowanie Stołpeckie, jego dowódcy (w tym por. Pilch i ppor. Zajączkowski) – uznając, że nie są w stanie walczyć z dwoma silnymi wrogami jednocześnie – postanowili przystać na niemiecką propozycję.


Czytaj także: Odcinał ręce, stopy i genitalia. Wybił połowę populacji. Do dziś stawiają mu pomniki

AK


Zgodnie z ugodą zawartą 9 grudnia akowcy mieli otrzymywać od okupanta broń i pożywienie z magazynów ulokowanych w Mińsku. Wkrótce podobny kompromis zawarł w Lidzie por. Świda, któremu podlegało Zgrupowanie Nadniemeńskie.

W czasie spotkań z dowódcami AK Niemcy starali się ich przekonywać, że wojna daje się we znaki ludności cywilnej, a proponowany rozejm może doprowadzić do jej szybszego zakończenia. Chociaż obu stronom zależało na ustaleniu korzystnego modus vivendi, szybko okazało się, że występujące antagonizmy są zbyt mocno zakorzenione, by można było je łatwo zataić. Na jednej z takich rozmów major kontrwywiadu Abwehry, dr Julius Christiansen, użył niefortunnego określenia „polskie bandy”, które miało odnosić się do dezorganizujących działania Wehrmachtu akowców. Na jego nieszczęście wypowiedział te słowa w obecności dowódcy Okręgu Wileńskiego AK ppłk. Aleksandra Krzyżanowskiego „Wilka”. Jak się później okazało – jednego z najtrudniejszych rozmówców, z którymi Niemcy próbowali wówczas negocjować.

Mistyfikacja

O ile ugoda z oddziałami AK z Nowogródczyzny zakładała bezpośrednią dostawę broni, o tyle dowódcy z Wileńszczyzny chcieli zachować pozory prowadzenia działań zbrojnych przeciwko III Rzeszy. 25 stycznia 1944 roku w miejscowości Swejginie doszło do spotkania „Łupaszki” z funkcjonariuszem SD Seidlerem von Rosenfeldem. W rozmowie uczestniczył również anonimowo ppłk Krzyżanowski. Polacy nie chcieli przystać na zawarcie jawnego porozumienia, dlatego strona niemiecka zaproponowała im „cichy pakt dozbrojeniowy”.

W konsekwencji oznaczało to tyle, że na obszarze działań „Łupaszki” okupant miał rozrzucać wiele słabo strzeżonych magazynów zaopatrzeniowych. Polscy partyzanci, za przyzwoleniem Niemców, mieli natomiast zdobywać przygotowaną dla nich broń w wyniku zbrojnych starć. Akowcy zaczęli dokonywać wzmożonych napaści na magazyny już na wiosnę 1944 roku. Niemcy zobowiązali się ponadto podrzucać zaopatrzenie w rejony działań partyzantów w taki sposób, aby współpraca z Polakami nie wyszła na jaw. Tak dostarczano m.in. broń oddziałom„Łupaszki” oraz „Szczerbca”. Można przypuszczać, że partyzanci działający na terenie Wileńszczyzny chcieli w ten sposób uniknąć pomówień o kolaborację, które mogłyby zostać wykorzystane przez radziecką propagandę. Nie bez znaczenia były też rozkazy naczelnego dowództwa AK, zgodnie z którymi „broń na Niemcach należało zdobywać, nie zaś przyjmować od nich w darze”.

O potajemnym porozumieniu z akowcami Niemcy poinformowali niezwłocznie policję litewską. Wydano rozkaz, aby w miarę możliwości unikała ona konfliktu z działającymi w okolicy zgrupowaniami Armii Krajowej. Okupanci próbowali stopniowo rozszerzać zasięg i zakres kooperacji. W tym celu dowództwo Wehrmachtu na Litwie przysiadło do rozmów z „Wilkiem”. Wszystko wskazywało na to, że w dalszej perspektywie liczyli nawet na kolaborację AK z Wehrmachtem, o czym – biorąc nawet pod uwagę względy wyłącznie polityczne – nie mogło być mowy.

Ugoda z Niemcami najsilniej zaktywizowała oddziały „Góry” i „Ragnara”. Według Plicha od grudnia 1943 roku do czerwca 1944 roku jego podkomendni mieli zabić blisko 6 tys. Sowietów. Pierwszy niemiecki transport zaopatrzeniowy, liczył według meldunków 10 tys. sztuk amunicji, 4 moździerze i 2 karabiny. Kontakty Zgrupowania Stołpeckiego z Niemcami były później – zgodnie z obawami – wykorzystane przez władze radzieckie jako pretekst do rozbrajania pozostałych na tych obszarach resztek polskiej partyzantki.

Niebezpieczna gra AK

Tymczasem „Wilk” od początku podkreślał swój negatywny stosunek do rozmówców. Z jednej strony nie wypowiadał się o dowódcach AK podtrzymujących obecne kontakty z Niemcami, z drugiej powtarzał nieustannie, że porozumienie nie jest możliwe ze względu na terroryzowanie przez okupantów polskiej ludności. W postawionych postulatach domagał się uznania niepodległości Polski w granicach sprzed wojny oraz rekompensaty za straty poniesione przez jego kraj w wyniku niemieckiej agresji. Mimo to postanowił przystąpić do niezobowiązujących negocjacji z Niemcami, w celu wybadania ich intencji. Zależało mu przede wszystkim na wymianie jeńców.

Do spotkania doszło 10 lutego 1944 roku. Propozycja niemiecka była bardzo śmiała: zasugerowano akowcom, że mogliby podjąć wspólne działania taktyczne, które odbywałyby się pod komendą dowódców Wehrmachtu. Tym samym działające na Wileńszczyźnie bataliony AK stałyby się formacjami pomocniczymi oddziałów niemieckich! Pomimo istniejącego ryzyka związanego z posądzeniem o zdradę, oferta była dość kusząca. Otwierała bowiem dostęp do niemieckiej broni pancernej oraz ciężkiej artylerii.

Na kolejnym spotkaniu, które odbyło się dwa dni później „Wilk” , będąc już po naradzie z innymi dowódcami AK, odrzucił wszystkie propozycje, przechodząc natychmiast do kwestii jeńców. Major Christiansen podkreślił, że są oni więzieni przez niepodlegające Wehrmachtowi gestapo. W razie porozumienia gotów był jednak wykorzystać możliwości Abwehry w tej sprawie. Jednocześnie zaproponował podporządkowanie niemieckiemu dowództwu oddziałów por. Froga.

Nowe niemieckie postulaty zostały zaraportowane przez Krzyżanowskiego komendantowi głównemu AK. Gen. Tadeusz „Bór” Komorowski nie miał zamiaru przyjąć żadnego z nich. 28 lutego decyzję odmowną przedstawił też naczelny wódz gen. Kazimierz Sosnkowski. Argumentował ją ryzykiem wywołania negatywnej reakcji u opinii publicznej oraz próbami szukania przez rząd w Londynie porozumienia ze Stalinem. Oddziałom AK na Kresach rozkazano, aby wkraczające na te tereny jednostki radzieckie traktować jak sprzymierzeńców. Na walkę z Sowietami zezwolono jedynie w przypadkach obrony koniecznej.

„Wilk”- kierowany być może wyrzutami sumienia – próbował przemówić jeszcze na koniec do sumień swoich podkomendnych: „Zwracam się do wszystkich żołnierzy, którzy otumanieni przez propagandę niemiecką, źle zrozumiawszy swe obywatelskie i żołnierskie obowiązki związali się z Niemcami i współpracując z nimi, plamią honor munduru i zdradzają swój naród. […] Rozkazuję tym, co zbłądzili, natychmiast opuścić oddziały, w których służą”.

Reprymendy i konsekwencje

Ocena motywów działania lokalnych dowódców AK zdecydowanie wykracza poza skalę zero-jedynkową. Biorąc pod uwagę skomplikowane warunki w jakich przyszło im toczyć walki, warto zadać sobie pytanie, czy podjęte przez nich wówczas decyzje – bez wątpienia bardzo trudne moralnie – umniejszają w jakimiś stopniu ich zasługi. Jestem przekonany, że nie. Chociaż nie wszystkie osoby z dowództwa AK były zadowolone z tak brawurowych posunięć, należy pamiętać, że położenie, w którym znaleźli się akowcy z okolic Nowogródczyzny i Wileńszczyzny, wymuszało na nich prowadzenie działań doraźnych.

To zrozumiałe, że inaczej sytuacja na Kresach Wschodnich przedstawiała się z perspektywy oddziałów, które napotykały wrogie formacje na co dzień, a inaczej z punktu widzenia Komendy Głównej, wydającej rozkazy z położonej daleko Warszawy. Wysocy rangą dowódcy w strukturach AK potępiali szczególnie bardzo aktywne oddziały „Góry”, „Ragnara” i „Lecha”. Ten ostatni został w konsekwencji wydalony z Nowogródczyzny z rozkazu Wodza Naczelnego Polskich Sił Zbrojnych. Pilch jednak – wbrew zakazom współpracy z Niemcami – nie miał zamiaru rezygnować z dostarczanej przez nich broni.

Na wieść o nowych transportach zaopatrzeniowych gen. Sosnkowski stwierdził: „Jeśli opis wypadków na terenie Puszczy Nalibockiej jest ścisły, muszę ocenić, że postępowanie baonu Stołpecki stanowi przekroczenie Waszego rozkazu wydanego na podstawie instrukcji Rządu w porozumieniu z Delegatem i reprezentacją polityczną Kraju. Samowolne osłabienie w obliczu najbardziej choćby tragicznych okoliczności linii nieugiętej postawy wobec Niemców jest szkodliwe dla sprawy i stanowi marnowanie dorobku moralno-politycznego Armii Krajowej”.

Gdy na szali leżała jednak likwidacja oddziału Pilcha, względy ideowe musiały zejść na dalszy plan. Rozejm pozwolił mu na odbudowanie rozbitego zgrupowania i kontynuowanie walk. Wielu Niemców zdawało sobie zresztą sprawę, że tymczasowe zawieszenie broni nigdy nie miało szans przerodzić się w pełną współpracę. Już pod koniec kwietnia 1944 roku Abwehra raportowała, że kontakty z akowcami przyniosą Wehrmachtowi więcej szkód niż pożytku. Dwa miesiące później rozejm przestał obowiązywać.

Korzystne w danym momencie działania zaczęły się obracać przeciwko żołnierzom i dowódcom AK dopiero za sprawą wroga, przez którego zostały w ogóle podjęte. Do deprecjonowania całego AK Sowieci wykorzystali zarówno tych, którzy faktycznie korzystali z niemieckiej pomocy, jak i tych, którzy ostatecznie się na nią nie zdecydowali. Radziecka propaganda posłużyła się nawet rozmowami wileńskimi, zakończonymi porażką Wehrmachtu. Po wojnie komuniści wypomnieli kontakty z okupantem nadzwyczaj ostrożnemu ppłk. Krzyżanowskiemu, któremu wytoczyli z tego tytułu pokazowy proces.


Adam Gaafar, II światowa


Aktualnie w sprzedaży znajduje się II światowa 9-10/2018

AK

II ŚWIATOWA

Największy konflikt w dziejach pod lupą! Czasopismo II światowa szczegółowo zajmuje się największym konfliktem w dziejach ludzkości. W każdym numerze będziesz mógł przeczytać o życiu żołnierzy i cywili, bitwach lądowych, morskich i powietrznych, elitarnych jednostkach czy legendarnych broniach. Na jego łamach poświęcamy dużą uwagę analizom taktyki oraz tła politycznego wojny. Nie zapomnij zapytać w swoim kiosku!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.