Udawała mężczyznę, aby walczyć w Legionach Piłsudskiego


Eliza, podobnie jak jej około trzydziestu koleżanek biorących udział w legionowej kampanii, nie chciała działać na tyłach, zastępować kogokolwiek i być narzędziem do powiększania liczebności armii. Postanowiła iść w jej czołówce i w niczym nie ustępować kolegom „po mundurze”. Aby to zrobić, postanowiła “przebrać” się za mężczyznę. Fragment książki Agnieszki Lewandowskiej-Kąkol “Dziewczyny od Andersa”.


Wcale nie wygląda jak baba – mruknął któryś ze strzelców. – Baba? Tutaj? – Było to tak mało prawdopodobne, że strzelca podejrzewać by można o majaki ze zmęczenia. – Cóż wy mi opowiadacie? – Wszyscy to wiedzą – zaśmiał się mężczyzna, który absolutnie nie wyglądał na nieprzytomnego. – Nigdy nie dało się go namówić, by poszedł z wojskiem do łaźni. Wódki nie pije, nie przeklina, to któż to może być, jak nie baba?

Tak na temat sanitariusza Stanisława Kepisza żartowali sobie podczas walk w Karpatach w styczniu 1915 roku koledzy z jego oddziału. Szczupły blondyn, o krótkiej męskiej fryzurze walczył z nimi już od ponad roku, budząc swą odwagą i zaangażowaniem ogólny podziw, a równocześnie nie dając się do końca poznać. Dowódcy przeważnie znali jego tajemnicę, ale zwykli żołnierze dowcipkowali, spekulowali, zakładali się, a czasem go podglądali. Sanitariusz Staś był lubiany, lecz swym zachowaniem znacznie odbiegał od reszty. Cóż to za kawalerzysta, który siarczyście zakląć nie potrafi ani wieczorem swego zmęczenia nie utopi w kielichu?


Stanisław Kepisz


W wyniku dalszych walk, wraz z kilkoma innymi legionistami, Stanisław dostał się do niewoli, ale koledzy zaskakująco szybko ich odbili. Było mu jednak sądzone nie zaznać spokoju… Jeszcze tego samego dnia, kiedy wyszedł na przedpole, aby opatrzyć rannego, wraz z nim został zagarnięty przez Moskali. Przewieziono go do Moskwy i tam konsternacja – pojmany jeniec okazał się kobietą. Nigdy dotąd w murach tamtejszego więzienia nie przebywała żadna osadzona. Sanitariuszem zainteresowali się członkowie Komitetu Narodowego Polskiego, organizacji politycznej z Romanem Dmowskim na czele, stanowiącej namiastkę rządu polskiego na emigracji i uznanej przez państwa Ententy.

Plan Elizy

Na skutek ich interwencji rosyjskie władze zaliczyły Kepisza do grona austriackich sanitariuszek, a więc sióstr Czerwonego Krzyża, które niebawem miały być wymienione z rosyjskimi sanitariuszkami przebywającymi w niewoli niemieckiej i austriackiej. 13 czerwca 1916 roku transport sióstr wyruszył z Petersburga i przez Finlandię, Szwecję, Niemcy i Czechy dotarł do Krakowa.

Skąd ten pomysł? Dlaczego Eliza Ludwika Daszkiewiczówna walczyła w Legionach Piłsudskiego w męskim przebraniu i dlaczego nie wcześniej niż po wielu mężnych wyczynach, gdy znana już wszystkim była jej prawdziwa natura, szczególnie po feralnym trafieniu do niewoli, dopiero w listopadzie 1918 roku mogła przestać się ukrywać pod pseudonimem? 

Eliza, podobnie jak jej około trzydziestu koleżanek biorących udział w legionowej kampanii, nie chciała działać na tyłach, zastępować kogokolwiek i być narzędziem do powiększania liczebności armii. Postanowiła iść w jej czołówce i w niczym nie ustępować kolegom „po mundurze”. Jej plan okazał się trudny do realizacji, w praktyce niebezpieczny, czasem szokujący obydwie strony, ale możliwy do przeprowadzenia.

Eliza “zmienia” płeć

W chwili wybuchu I wojny światowej miała trzydzieści jeden lat, a za sobą szkolenie w Polskich Drużynach Strzeleckich i pracę urzędniczki we Lwowie, choć z wykształcenia była nauczycielką. Właśnie zatrudniono ją w fabryce wyrobów fajansowych w Wiedniu. Wiedziona pedagogicznym impulsem, społecznie prowadziła tam również szkółkę dla dzieci robotników z Polski. Z dnia na dzień rzuciła jednak wszystko pod wpływem pierwszych informacji o planach wykorzystania strzelców w, dopiero co rozpoczynających się, działaniach wojennych. W ekspresowym tempie przebyła drogę z Wiednia do Krakowa i zgłosiła się do Legionów. O służbie liniowej, a więc na froncie, z bronią w ręku, marzyła od dziecka.

W Krakowie spotkało ją duże rozczarowanie. Prawdopodobnie oczekiwała, że ochotników przyjmuje się z otwartymi ramionami, tymczasem na przeszkodzie do upragnionego przydziału stanął jej wiek (była już po trzydziestce) i… płeć. Komisji rekrutacyjnej nie przekonało ani potwierdzenie uczestnictwa w szkoleniu rekruckim we Lwowie, ani zdane egzaminy z tak specjalistycznych przedmiotów jak: materiały wybuchowe, organizacja armii, geografia militarna, ani nawet prezentacja znajomości broni i praktycznego strzelania z browningów i mauzerów. Urzędnicy pozostawali w zgodzie z zaleceniami, a raczej rozkazami, naczelnego wodza. Eliza Ludwika nie poddawała się jednak – walczyła, na razie na słowa, wymyślając kolejne argumenty.

Chwilowo skapitulowała. Przydzielono ją, wraz z drugą ochotniczką – Marią Wołoszyńską, do pracy w intendenturze Wojska Polskiego. Miały podobne charaktery i obydwie były niezadowolone z zaistniałego stanu rzeczy. Dziewczyny dobrały się znakomicie. Po wielu wspólnych naradach i dyskusjach postanowiły… zmienić płeć i od razu przystąpiły do działania.  Kobiety osiągnęły swój cel. Obydwie otrzymały legitymacje drużynowe. Maria na nazwisko Alfred Wołoszyński, a Ludwika – Stanisław Kepisz. Oficjalnie zostały uznane za sanitariuszy piechoty Legionów Polskich i pełniły liniową służbę sanitarną. A służba ta była w owym czasie wielce odpowiedzialna i wymagająca całkowitego poświęcenia. 

Na froncie

Sanitariusz Kepisz wszędzie był pierwszy, chętny do pomocy i działania, opatrywał rannych, nie zwracając uwagi na to, jaki mundur nosili. Prześcieradła z namalowanym czerwonym krzyżem miały powstrzymać artylerię przed ostrzeliwaniem polowych punktów opatrunkowych. Jednak nie wszyscy artylerzyści się do tego stosowali. Polscy legioniści byli oburzeni „polowaniami” przeciwnika na ich kolegów z pododdziałów sanitarnych. Krążyło wśród nich powiedzenie – dobry sanitariusz ma przed sobą najwyżej pół roku życia. Na szczęście Kepiszowi dane było służyć znacznie dłużej. Kampanię karpacką zakończył awansem na plutonowego, a w niedługim czasie zgłoszono go do odznaczenia.

W uzasadnieniu pisano: „Stanisław Kepisz wyróżnia się największym poświęceniem i oddaniem wszystkich swoich sił dla Sprawy Legionowej, przy wysokiej swej wartości moralnej. W walkach odznacza się odwagą osobistą i niezwykłą pogardą śmierci, w najcięższych warunkach pokrzepia, w największym niebezpieczeństwie opatruje rannych. Szczególnie wyróżnił się pod Kirlibabą i Rarańczą”. 

Po oswobodzeniu z niewoli rosyjskiej stale formalnie posługująca się swym pseudonimem, choć przecież fałszerstwo zostało wykryte, Ludwika Daszkiewiczówna postanowiła przenieść się do 4 Pułku Piechoty (pp) III Brygady. Zależało jej na tym bardzo, bowiem dalej wierna ideałom Piłsudskiego, nie chciała służyć w formacji niemającej już wiele z nimi wspólnego, jaką stała się II Brygada. Kiedy jej starania nie przyniosły efektu, sięgnęła po radykalny środek – próbowała popełnić samobójstwo. Odratowana, przebywała czas jakiś w szpitalu. Po opuszczeniu jego murów skierowano ją do służby sanitarnej 4 pp. Prowadziła pułkową salę chorych. Na tym stanowisku zastało Ludwikę wydarzenie o zasadniczym znaczeniu dla losów jej i wielu legionistów.

W armii Andersa

Kolejna przetaczająca się przez Polskę zawierucha dziejowa zastała ją, nadal aktywną w rozmaitych sferach życia prawie sześćdziesięciolatkę, w Jeziorach. Jako osadniczka wojskowa, a równocześnie jeden z autorytetów w swej okolicy, trafiła oczywiście na listę NKWD do wywiezienia w głąb ZSRR. Czy znalazła się na Syberii, czy w Kazachstanie, czy w łagrze, czy w kołchozie – takich informacji na jej temat trudno się doszukać. Gdzie by jednak tych, znów trudnych, lat nie spędzała, pod wpływem informacji o tworzącej się Armii Polskiej, dowodzonej przez generała Andersa, duch żołnierza odżył w niej na nowo.


Czytaj także:


Mimo iż górną granicę wieku dla pań wstępujących do Pomocniczej Służby Kobiet wyznaczono na czterdzieści pięć lat, dotarła do Buzułuku i znalazła się w batalionie kierowanym przez Władysławę Piechowską. Z 2 Korpusem opuściła znienawidzone tereny sowieckiego kraju i wyjechała na Bliski Wschód. W Teheranie była już szefową – stała na czele referatu oświatowego i nie musiała, jak to za jej młodości bywało, ukrywać się pod męskim pseudonimem. Wraz z podległymi jej ochotniczkami organizowała świetlice i kantyny, przygotowywała gazetki ścienne z najświeższymi, istotnymi wiadomościami, ale i mniej poważnymi, które miały wprawić żołnierzy w dobry humor.

Całe życie związana z żołnierskim zawodem, o przyjęcie do którego musiała walczyć podstępem, nie zginęła na polu walki. Zmarła w Palestynie, kilka miesięcy po zakończeniu II wojny światowej. Życiorys tej niezwykłej kobiety wydawać się dzisiaj może symbolicznym pomostem między drogą Legionów Piłsudskiego do wolnej Polski a oddalaniem się Armii Andersa od Polski zniewolonej.


Zdjęcie główne: Eliza Kepisz-Daszkiewiczówna. Fot. Ilustracja z książki

[Głosów:8    Średnia:2.5/5]
Komentarze

REDAKCJA

Co Za Historia - nowoczesny portal historyczny. Udowadniamy, że przeszłość jest ciekawa!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.