Trzymał w lodówce głowy wrogów, chciał postawić pomnik Hitlerowi. Krwawy szaleniec na afrykańskim tronie

“W miesiąc po przewrocie Amin mianował się prezydentem, potem – marszałkiem, następnie ­marszałkiem polnym i wreszcie – dożywotnim marszałkiem polnym. Coraz to przypinał sobie nowe ordery, medale, odznaczenia” – tak opisywał dyktatora Ugandy wybitny polski reportażysta Ryszard Kapuściński. Do tytulatury Amina doszły z czasem  określenia budzące śmiech już za jego życia:  “Władca Wszystkich Stworzeń na Ziemi i Ryb w Morzu” oraz “Zdobywca Imperium Brytyjskiego w Afryce w Ogólności, a Ugandy w Szczególności”.  Powiedzieć jednak, że Idi Amin był zbrodniarzem i megalomanem, to zdecydowanie za mało. 

Jego postać wzbudzała u międzynarodowej społeczności przerażenie przeplatane z politowaniem. Nic dziwnego – nieprzygotowany do rządzenia satrapa zdawał się  często zachowywać nie jak przywódca państwa, lecz nastolatek wyrwany prosto sprzed ekranu gry wideo. Przypominał dziecko, które dla rozrywki wyrywa nóżki konającym owadom. W tej “grze” ludzie ginęli jednak naprawdę, a “owadem” był każdy, kogo Idi Amin uznał za zdrajcę… 

Ten rosły – mierzący 2 metry i ważący 100 kg – były bokser chciał jednak uchodzić za ucieleśnienie całej Ugandy. Wspaniałomyślnego ojca opatrznościowego, który odmawia sobie przyjemności dla dobra ukochanej latorośli. Ale “Wielki Tatuś” – jak sam siebie nazywał – srogo karał swoją liczną i krnąbrną afrykańską rodzinę.

Ponieważ Ugandyjczycy nie zawsze odwzajemniali miłość, którą ich podobno darzył, sam przyznawał sobie nagrody za budowę “nowego Edenu” w głębi Czarnego Lądu. 

Obiecujący wojskowy

Pochodził z małego plemienia Kakwa. Wyznawał islam, uważając aż do śmierci, że był przykładem porządnego muzułmanina. Idi Amin – nieokrzesany syn ubogiego rolnika i kucharki uchodzącej w wiosce za czarownicę – szybko zwrócił na siebie uwagę Brytyjczyków, którzy postanowili osadzić go w lokalnej armii kolonialnej. Wybór wydawał się dość oczywisty – Afrykanie byli tańsi, a służalczy i niezbyt lotny osiłek pozwalał w ocenie niektórych europejskich oficerów utrzymać resztki wojskowej władzy w dążącym do suwerenności kraju. Metoda ta – dość stara w brytyjskiej armii kolonialnej, King’s African Rifles – polegała w założeniu na werbowaniu okrutnych i wytrzymałych najemników obcych w stosunku do miejscowej ludności. 

Amin zaczynał jako pomocnik kucharza, aby w krótkim czasie stać się najstarszym stopniem czarnoskórym w ugandyjskiej armii. Gdy Uganda uzyskała niepodległość (9 października 1962 r.) został kapitanem, a rok później awansował na majora. W 1964 r. jego pagony zdradzały już stopień pułkownika. W tym samym czasie mianowano go głównodowodzącym armii. 

Tak opisywał zawrotną karierę wojskową Amina Ryszard Kapuściński w książce “Heban”: 

“Dla takich ludzi – bez zajęcia, bez perspektyw — służba w wojsku była losem wygranym na loterii. Miał ledwie cztery klasy szkoły podstawowej, ale dzięki opinii, że jest posłuszny i gorliwie stara się uprzedzić życzenia dowódców, zaczął szybko awansować. W dodatku zdobył sobie renomę jako bokser – został mistrzem Ugandy w wadze ciężkiej”. 

Idi Amin imponował również dowódcom swoją sprawnością fizyczną. Był wyśmienitym pływakiem, szybko biegał i odznaczał się niebywałą siłą. – Ciągle pamiętam, jak maszerował z kilkoma karabinami zawieszonymi na jednym ramieniu i kulejącym kolegą na drugim – wspominał po latach jego dowódca, major Iain Grahame. Uchodził ponadto za amanta, który uwiódł setki kobiet. 

Obiecujący wojskowy zyskał wkrótce przychylność premiera Ugandy Miltona Obote, wraz z którym obalił w 1966 r. urzędującego prezydenta Edwarda Mutesę II. Szef ugandyjskiego rządu, który został po zamachu nowym władcą, nie wiedział wtedy jeszcze, że nie minie pięć lat, zanim sam stanie się ofiarą wojskowego przewrotu Amina…

Obłąkany “król Szkocji” 

Zafascynowany Aminem Obote mianował go generałem i szefem armii. Z czasem zdał sobie jednak sprawę, że powierzył to stanowisko nieprzewidywalnemu szaleńcowi,. Planował go obalić, ale było już za późno. 25 stycznia 1971 r. Amin – wspierany przez izraelskie i brytyjskie służby zaniepokojone prokomunistyczną postawą Obote – dokonał wojskowego zamachu stanu, przejmując władzę w państwie. Obote, który przebywał wówczas w Singapurze, zbiegł do Tanzanii. 

Na stanowisku prezydenta Idi Amin dał się poznać jako osoba działająca pod wpływem skrajnych emocji. Z tego względu jego zarządzenia były w przeważającej mierze idiotyczne i podejmowane bez trzeźwego oglądu rzeczywistości. Na polityczne decyzje afrykańskiego dyktatora wpływała chociażby jego sportowa przeszłość. Dług Ugandy wobec Wielkiej Brytanii zamierzał umorzyć poprzez pojedynek pływacki z królową Elżbietą II. Innym razem wyzwał na walkę bokserską Juliusa Nyerere’a – drobnej postury prezydenta Tanzanii. Jak łatwo się domyślić, oskarżał go o ukrywanie zdrajcy Obote. 

Zawsze był przekonany o swojej nieomylności. Chciał, aby postrzegano go jako prostego człowieka, który rozumie potrzeby zwykłych ludzi. Jak sam mówił: 

“Nigdy nie miałem formalnego wykształcenia – nawet świadectwa przedszkola. Ale czasami wiem więcej niż doktor, ponieważ jako wojskowy wiem jak się zachować, jestem człowiekiem czynu”.

Zdziwienie świata wzbudzał swą niedorzeczną korespondencją do przywódców innych państw. Gdy wybuchła głośna afera Watergate napisał do Richarda Nixona: “Jeśli twój kraj cię nie rozumie, przyjedź do Papy Amina, który cię uwielbia. Całuję w oba policzki” […] P.S. Kiedy stabilność państwa jest zagrożona, jedynym wyjściem, niestety, jest aresztowanie przywódców opozycji“. Innym razem oferował usługi mediatora pomiędzy ZSRR i Chinami, co wyraził w liście do Leonida Breżniewa i Mao Tse-tunga: “Ostatnio dużo myślałem o Związku Sowieckim i Chinach. Martwię się o Was. Chciałbym, żebyście byli szczęśliwi. Wasze wzajemne stosunki nie są zbyt przyjacielskie”.

Jako fascynat historii i kultury Szkocji ogłosił się jej ostatnim królem. Zapowiadał, że stanie na czele powstania, które doprowadzi do secesji Szkocji od Wielkiej Brytanii. Inną z jego fanaberii – zdecydowanie najmniej szkodliwą – było ogromne uwielbienie dla Coca-Coli, którą zawsze częstował swoich  zagranicznych gości. 

Wielbiciel Hitlera

Ekscentryzm Idi Amina silnie kontrastował z jego brutalnością. Jak słusznie podkreślał na  łamach miesięcznika “Historia Do Rzeczy” publicysta Maciej Rosolak, liczne zbrodnie Amina miały nierzadko charakter masowych czystek plemiennych, dlatego dyktator zasługuje również na niechlubne miano ludobójcy.

W istocie, przynależność plemienna była nieraz jedynym powodem uśmiercenia danego mieszkańca Ugandy. Tak wyjaśniał to zjawisko niezawodny Ryszard Kapuściński:

“Poruszamy się tu w paranoicznym, obsesyjnym świecie uprzedzeń, wstrętów i niechęci etnicznych wewnątrzafrykańskich, jako że wszelkie rasizmy i szowinizmy występują nie tylko na liniach wielkich podziałów, np. na Białych i Czarnych […]  Zaślepienie etniczne powoduje, że np. w Ugandzie nikogo nie będzie interesować, czy jakiś XY jest mądry, dobry, życzliwy czy odwrotnie – zły i wredny, lecz czy jest z plemienia Bari, Toro, Busoga czy Nandi. Tylko według tej przynależności będzie klasyfikowany i oceniany”.

Ale w tej etnicznej mozaice Idi Amin szukał wrogów także wśród tych, którzy byli innego koloru skóry i wyznania. Kazał białym szoferom (których przedstawił fałszywie jako ambasadorów USA, Wielkiej Brytanii, Francji i ZSRR) nosić go w lektyce, aby podkreślić w ten symboliczny sposób upadek władzy białego człowieka w Afryce. Komentując tę niecodzienną maskaradę zaznaczał z entuzjazmem, że teraz to Afrykańczycy są panami, noszonymi przez Europejczyków. 

 
Przejdź na następną stronę i czytaj dalej

ADAM GAAFAR

Redaktor naczelny portalu Co Za Historia. Interesuje się dziejami propagandy politycznej oraz historią II wojny światowej. Publikował m.in. w Focusie Historia, Wirtualnej Polsce i tygodniku Wprost.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.