Torturowani, bici i głodzeni. Dramatyczne sceny w polskim obozie. Przemilczana karta naszej historii

Na szkockiej wyspie Bute w miejscowości Rothesay oraz na sąsiednim szkockim półwyspie w miejscowości Tignabruich powołano w sierpniu 1940 roku Stację Zborną Oficerów Polskich Sił Zbrojnych. Z upływem czasu wyspa ta wśród polskich żołnierzy otrzymała miano „Wyspy Węży”.

Powstała stacja zborna była kontynuacją (po kapitulacji Francji w czerwcu 1940 roku), takiego samego obozu w Cerizay na terenie Francji. Do obozu zsyłani byli polscy oficerowie różnych specjalności, oficerowie mocno zaawansowani wiekiem, oficerowie bez przydziału służbowego, zwolennicy przedwojennej polityki sanacyjnej – a więc przeciwnicy ówczesnej władzy wojskowej i państwowej gen. Władysława Sikorskiego – oraz oficerowie uważani za sprawców klęski wrześniowej 1939 r (w tym także ci, którzy splamili honor polskiego żołnierza).

Przez obóz w Rothesay przewinęło się ok.1500 oficerów, w tym ok.20 generałów (np. gen dyw Stefan Dąb-Biernacki – dowódca Armii Prusy), zaś przez obóz w Tignabruich przeszło ok.2 00 oficerów. Oficerowie mieszkali w domach i wynajętych pokojach hotelowych, w większości samotnie, czasami z rodziną (z którą wspólnie uciekali z Polski, a potem z Rumunii), otrzymywali prasę polską i brytyjską, dostawali minimalny żołd, uprawiali ogrody lub kultywowali swoje pasje. Wszyscy codziennie musieli meldować się przed komendantem obozu.

Polski obóz odosobnienia

Obóz miał kilku komendantów, podlegających wprost pod rozkazy Naczelnego Dowódcy Polskich Sił Zbrojnych. Obóz rozwiązano w styczniu 1944 roku, a dokumenty przekazano do Archiwum PSZ. Analizując dokładnie książkę Małgorzaty Szejnert „Wyspa Węży”, natknąłem się na nazwiska kilku lotników, “pensjonariuszy” tego polskiego obozu odosobnienia:

  • kpt pilot Janusz Meissner (na zdjęciu głównym: pierwszy z lewej – górny rząd) – piłsudczyk, w dniu 31.08.1939 r. przeniesiony na emeryturę wojskową, ochotniczo walczył w obronie Dęblina we IX’39, internowany z żoną w Rumunii, uciekł do Francji a potem do Wielkiej Brytanii, skazany na odosobnienie w SZO PSZ za krytykę najwyższego polskiego dowództwa lotniczego w piśmie „Polski Spitfire”, zwolniony po kilku miesiącach pobytu na wyspie, pisarz wspominał o tym fakcie w swoich wspomnieniach
  • gen bryg. pilot Ludomił Rayski (drugi z lewej – górny rząd) – piłsudczyk, skazany za błędne decyzje dotyczące rozwoju Polskiego Lotnictwa przed 1939 rokiem, jednak wyrokiem oficerskiego sądu honorowego w czasie wojny a po wojnie także sądu wojskowego w Londynie został uniewinniony, zwolniony z obozu po kilku miesiącach pobytu, latał następnie (na specjalnie zaproszenie RAF, mimo przekroczonego wieku 50 lat), jako pilot bombowy i transportowy w tym także latał ze zrzutami dla powstania warszawskiego,
  • ppłk Antoni Gosiewski (trzeci z lewej – górny rząd) – piłsudczyk, skazany na zesłanie za użycie we IX’39 roku (jak okazał się w wyniku dochodzenia, za zgodą gen pil Kalkusa), samochodu wojskowego do ewakuacji dobytku prywatnego – po prawie rocznym pobycie przeniesiony do pomocniczej jednostki transportowej RAF, zginął w XII 1941 roku w trakcie lotu szkoleniowego na samolocie Miles Magister, kilkanaście tygodni wcześniej jego żona i dzieci zginęły tragicznie na zatopionym przez U-Boot, okręcie transportowym w trakcie ewakuacji z Portugalii do W.Brytanii),
  • gen.bryg. obs. Janusz de Beaurain (pierwszy z lewej – dolny rząd) – bohater rajdu bombowego na zdobytym samolocie na lotnisku Ławica w trakcie powstania wielkopolskiego w 1919, piłsudczyk, uważany za współwinnego błędnych decyzji dotyczących rozwoju Polskiego Lotnictwa przed 1939, przebywał w obozie prawie 2 lata, przeniesiony w stan nieczynny, ponownie powołany (po śmierci gen W. Sikorskiego) służył w Sztabie Naczelnego Wodza PSZ.
  • ppłk pil.Roman Czerniawski (drugi z lewej – dolny rząd) – agent alianckiego wywiadu ps. Armand, potem podwójny agent brytyjsko-niemiecki (niemiecki pseudonim “Brutus”), powodem 5-tygodniowego zesłania był jego protest przeciwko wysłaniu na wyspę Bute innych czterech polskich lotników krytykujących rząd Gen Sikorskiego), działania tego agenta jako szpiega niemieckiego “Brutusa” na terenie Wielkiej Brytanii w istotny sposób przyczyniły się do sukcesu operacji Overlord czyli lądowaniau w Normandii w czerwcu 1944 roku.
  • w/w opisywana czwórka zesłanych polskich lotników (krytykujących rząd gen. Sikorskiego – w wydrukowanym i dystrybuowanym wśród oficerów memorandum – za podjęcie współpracy z ZSRR w 1942 r.) to oficerowie:

– mjr obs Stanisław Poziomek (służył w 304 polskim Dywizjonie Bombowym RAF oraz polskim 305 Dywizjonie Bombowym RAF, zastępca szefa sztabu Polskich Sił Powietrznych, zginął w locie bojowym w styczniu 1944, pochowany w Bilbao, Hiszpania),

– kpt obs Aleksander Bujalski (służył w 300 DB RAF),

– kpt pil Zenon Kurzempa (służył w 305 DB RAF),

– ppor pil Oswald Sęp-Szarzyński (służył w 318 Dywizjonie Myśliwsko-Rozpoznawczym RAF, 92 DM RAF, zginął w morzu w trakcie lotu bojowego w Sierpniu ’44).

  • gen pil Władysław Kalkus (trzeci z lewej – dolny rząd) – piłsudczyk, współpracownik gen obs. Józefa Zająca dowódcy polskiego lotnictwa z kampanii wrześniowej 1939 roku, zesłany również z powodu wyrażenia zgody na użycie pojazdu wojskowego do ratowania dobytku prywatnego przez ppłk Gosiewskiego we IX’39

Wedle różnych źródeł w w/w Stacji Zbornej Oficerów PSZ w Rothesay przez okres kilkunastu miesięcy byli także przetrzymywaniu oficerowie lotnictwa:

– płk obs. inż. Czesław Filipowicz (od 9 X 1940),

– ppłk obs. st. sp. Zbigniew Belina-Prażmowski-Kryński (od 9 X 1940),

– ppłk obs st. sp. Czesław Lupiński (od 9 X 1940),

– ppor. rez. lotn. Rudolf Kesserling (do 12 XII 1941),

– płk pil Henryk Abczyński herbu Abdank – były vice minister lotnictwa, dziennikarz lotniczy oraz członek zarządu firmy PZL (przebywał w obozie od VIII 1940 do 1943).

Bici i głodzeni 

Osobą, która decydowała o zesłaniu na „Wyspę Węży” w owym czasie był gen bryg Izydor Modelski, do którego spływały meldunki, a czasami także i donosy na oficerów (np. na Janusza Meissnera). Często podejmował decyzje o zesłaniu samodzielnie, przedstawiając premierowi i NW PSZ gen. Sikorskiemu, gotowe do podpisu dokumenty i rozkazy.

Na terenie Szkocji koło miejscowości Auchterarder (Shinafoot) był jeszcze jeden obóz odosobnienia – przeznaczony dla żołnierzy PSZ, którzy popełnili pospolite przestępstwo kryminalne i zostali skazani prawomocnym wyrokiem polskiego sądu wojskowego. Obóz był ogrodzony drutami oraz posiadał uzbrojone strażnice wyposażone w reflektory, w których służyli na zmianę polscy strażnicy. Osadzeni mieszkali w barakach wyposażonych w minimalne warunki bytowe.

Kiedyś obóz ten odwiedził pisarz Stanisław Strumph-Wojtkiewicz. W książce „Wbrew rozkazowi” wspominał o „całym arsenale obozowych udręczeń”: biciu, głodzeniu, polewaniu zimną wodą, wyłamywaniu rąk, wybijaniu zębów. Należy jednak odnotować, że pisarz powoływał się przy tym na ustne relacje okolicznych farmerów. Dodatkowo fakt złego obchodzenia się z więźniami potwierdza relacja wojskowego lekarza Adama Majewskiego, opisana w książce „Wojna, ludzie, medycyna”.

W latach 50. na łamach paryskiej „Kultury”, w artykule „Rubens miał filie w Szkocji”, były podoficer Maciej Feldhuzen pisał: 

Na czele obozu dyscyplinarnego w Shinafoot stanął kapitan Korkiewicz – alkoholik, psychopata i sadysta, który własnoręcznie maltretował więźniów. Zakładano im od tyłu kajdanki na ręce i i wieszano na poprzecznej belce u sufitu, a pan kapitan Korkiewicz sam wiszących dusił za gardło, bił po twarzach i kopał w brzuch. Działo się to w roku pańskim 1941, a więc lagerfuhrer Korkiewicz nie był odosobniony w biciu skutych i bezbronnych żołnierzy polskich, bo robiło to samo, równolegle z nim, w tym samym dniu i o tej samej godzinie wielu innych kolegów (katów) lagerfuhrerów na terenie Polski i Niemiec” – koniec cytatu. Oburzone tymi relacjami środowiska żołnierskie zebrały zeznania więźniów i przekazały gen Kukielowi. Ten natomiast przystąpił do energicznych działań – kilku winnych nadużyć oraz sadystycznego postępowania – ukarano. Po wojnie Polacy w Wielkiej Brytanii postanowili nie wracać do tych wewnętrznych polskich „grzechów”.

Jak widać, nie chcieli stawiać Polski w złym świetle. Trudno się dziwić – wszak nie jest łatwo przyznać się do tego, że my Polacy – nawzajem – także siebie nienawidziliśmy.


Autor: Robert Wagner

Komentarze

1 Comment

  • Czyli osławiona „Wyspa Węży” to było raczej sanatorium, zwłaszcza w porównaniu z tym, co robili z przeciwnikami politycznymi piłsudczycy. Auchterarder to jednak już inna, paskudna bajka. Nb. nie wiem, czy zestawienie ich razem było szczęśliwym pomysłem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.