Tak Niemcy gnębili i poniżali Polaków. Przerażający obraz udręczonego narodu

“[…] gdybyśmy nie wiem jak chcieli w Polsce prześladować Niemców, pomijając już wstręt do tego rodzaju metod, nigdy nie zdołamy z naszych, europejskich norm prawnych wykrzesać tyle możliwości zgnębienia mniejszości narodowej” – pisał w czerwcu 1939 r. felietonista “Wiadomości Literackich” o prześladowaniu Polaków w Gdańsku przez narodowych socjalistów.  Niemcy


Gdańsk, w czerwcu 1939.

Jesteśmy w Gdańsku, w roku Pańskim 1939, w miesiącu czerwcu. Dopiero teraz, ledwie przed tygodniem, bardzo spóźniona w tym roku wiosna, w całej krasie zawitała nad Bałtyk. Morze drzemie spokojne, senne, w oliwskim lesie kwitną jaskrawe, złociste żarnowce, wiosenny kwiat polskiego wybrzeża.

Pobliską szosą, zwącą się na całej swej długości, od Gdańska aż do granicznego posterunku polskiego w Kolibkach-Orłowie, Adolf Hitlerstrasse, mkną auta i autobusy, pełne spoconych, brunatnych S. A. Tysiące ich przybyły na ziemię gdańską z Prus Wschodnich na wielki, jeden z setek zjazdów partyjnych, zaszczycony obecnością samego „szefa sztabu” szturmówek Lutzego, odkomenderowanego przez wodza dla robienia nastrojów w Gdańsku. Wieczorem, na Długim Rynku, ozdobionym dwoma rzędami, sprowadzonych z Królewca, za zezwoleniem polskich władz celnych, pylonów, oraz fenomenalną ilością czerwonych flag ze swastyką, odbywa się apel bojówek.

Pylony są oświetlane żarówkami oddołu, przewody poprzeciągano pod specjalnie w tym celu zrywanym brukiem ulicznym. Na szczycie ich widnieją wyrzezane z drzewa orły pruskie i swastyki; same pylony są utrzymane w kolorze buraczkowym. Reflektory oświetlają szeregi S. A. Mannów, z nabożeństwem wysłuchujących płomiennych słów mówców. Streszczanie przemówień zbędne. „Praniemiecki Gdańsk, wierność dla Wodza, niemiecka praca i narodowo-socjalistyczna miłość pokoju. Nadejdzie czas!”. Żadnych rewelacyj! To samo przecież powtarza się w Gdańsku od lat. Tylko że jeszcze przed kilku miesiącami mówiło się te rzeczy na zamkniętych zebraniach partyjnych, teraz krzyczy się o tem głośno, pod gwiaździstem niebem, wśród warkotu samolotów miejscowej, gdańskiej eskadry S. A.

Rewizje 

Jeden tylko staroświecki dom na malowniczym Długim Rynku wyłamuje się z tej odświętnej solidarności. Jest ciemny, pusty, nie powiewa na nim żadna flaga. Gdy podejdziemy bliżej, odcyfrujemy bez trudu napis na niewielkiej tabliczce: „Filja Gminy Polskiej Związku Polaków w Wolnem Mieście Gdańsku – Świetlica Polska”.

***

Wczoraj policja polityczna przeprowadziła rewizje w wielu polskich mieszkaniach. Szukano nielegalnych pism, broni, której oczywiście nie znaleziono. Aresztowano całą rodzinę funkcjonarjusza poczty polskiej – ojca, matkę, syna, ucznia polskiej szkoły handlowej. W czasie procesji Bożego Ciała we Wrzeszczu obecni w tłumie agenci „Gestapo” zabrali kolejarza-Polaka. Z wagonu wyciągnięto 76-letniego staruszka-emeryta. Jedni z wielu. Powody nieznane, jak zwykle. Któż może wiedzieć, jakie motywy kierują postępowaniem wyrosłej ponad Senat, ponad partję, wszechwładnej „Gestapo”? Znowu poszły szyby w szkole polskiej, w kościele w czasie nabożeństwa; w paru mieszkaniach. Policja spisała protokół, i na tem koniec. Jak zwykle!

Dzień powszedni

Gdańsk wcześnie budzi się ze snu, ten Gdańsk, który usiłuje żyć normalnie, pomimo i naprzekór obecnym jego władcom. W wykopach kolejowych, po niezliczonych rozgałęzieniach kierujących się ku portowi szyn, dudnią pociągi z węglem, toczą się czerwone węże wagonów P. K. P. W porcie zgrzytają dźwigi. Ryczą syreny statków. Port gdański nie przestaje ani na chwilę być portem polskim.

Przejeżdżający samochód ma chorągiewkę o połączonych barwach polskich i gdańskich: flaga Rady Portu. Po ulicach krążą listonosze poczty polskiej, przed czerwoną skrzynką przystaję samochód – taki sam jak w sąsiedniej Gdyni, Warszawie czy Krakowie. Grupa kolejarzy w polskich mundurach, nieufnie obserwowana przez „Schupo” w mundurze identycznym z mundurami policjantów w Berlinie czy Królewcu, omawia coś z ożywieniem. Pośpieszny warszawski, nie zatrzymując się na dworcu, mknie ku Gdyni. Drugi skład pociągu z Tczewa, przeznaczony dla Gdańska, przybędzie za kilka minut.

Szary tłum ludzki, milczący, małomówny, dąży do fabryk, warsztatów, biur. Wielu z nich nosi w klapach marynarek okrągłe znaczki ze swastyką. Ci pozdrawiają się wyciągniętą ręką, powtarzając sakramentalne: „Heil Hitler!”. Ale w tłumie, który wysypuje się na dworcu z pociągów podmiejskich, słychać wiele polskiej mowy. Dużo mundurków i czapek szkół polskich w Gdańsku, postawionych na wysokim poziomie, ściągających młodzież nawet z sąsiednich miejscowości w Polsce.

W kiosku „Ruchu” na dworcu nie można dziś dostać ani jednej polskiej gazety. Wszystkie pisma zabrano wprost z pociągu. Pan z cenzury, który dokonywa tej zwykłej, codziennej czynności, nie zna nawet języka polskiego. Wystarczy mu, gdy odcyfruje słowa Gdańsk, Hitler, Niemcy. Są tylko pisma dla dzieci, tygodniki sportowe i „Praktyczna Pani”. Nawet „Bluszcz” skonfiskowali.

Na koszarach policyjnych we Wrzeszczu powiewa flaga wojskowa Rzeszy z herbem Gdańska. Osobnik pełniący wartę przy bramie ma hełm bojowy i do złudzenia przypomina żołnierza. Taka to zresztą i policja, do której od pół roku powołuje się młodzież gdańską z poboru. Ale skoro przejeżdża się motorówką, koło Westerplatte widać biało-czerwone strażnicze budki polskie. Teren jest izolowany wysokim murem od reszty miasta, tu włada niepodzielnie Rzeczpospolita.

“Polska nie ustąpi”

Z okien Komisarjatu Generalnego widać czerwony budynek senacki, z okien Senatu – Komisarjat. Granatowy woźny z uwagą sortuje falę interesantów. Dokumenty, wizy – parter, biuro paszportowe. Zezwolenia na pracę, pobicia, szyby – proszę wyżej. Telefony, interwencje, codzienne wizyty urzędników po tej i tamtej stronie ulicy. Syzyfowa praca powoływania się na sabotowane umowy, zrywane bez powodu porozumienia, podtrzymywanie rwących się nici pozorów współpracy. Zresztą wiadomo o co chodzi. Dyrektywy Berlina – oto cała mądrość narodowo-socjalistycznego Senatu. Ludzie w polskich urzędach z determinacją trwają na posterunkach. Tak czy inaczej, Rzeczpospolita nie ustąpi z Gdańska.

W pogranicznym Kalthofie, na bocznej linji, stoi okratowany wagon kolejowy. Mieszkają w nim polscy inspektorowie celni, od czasu gdy podjudzany przez partję motłoch zdemolował im dom. Na moście, wiodącym do Malborga, trwa ożywiony ruch, nie zawsze legalny, trzeba uważać na tej najcięższej, polsko-niemieckiej granicy celnej. Zresztą polscy urzędnicy celni czuwają na wszystkich przejściach granicznych, kontrolując celników gdańskich. Niewdzięczna współpraca! To tu, na szosie obok dworca, zginął od kuli broniącego swego życia szofera Murawskiego, rzeźnik Grünbau, Parteigenosse, znany na całych Wielkich Żuławach awanturnik, prawa ręka Landrata Andresa z Nowego Dworu, organizator napadów i petardowych zamachów na dom polskich celników. Na trumnie zasłużonego bojownika sam Gauleiter, Forster, złożył wieniec od Führera, a kompanja policji, tej samej policji, która w pamiętną sobotę oznajmiła, że nie ręczy za życie urzędników polskich, która nie była w stanie dać eskorty udającej się na miejsce zajść komisji polskiej, oddała salwę honorową. Tak zrodziła się nad brzegiem Nogatu legenda nowego Horst Wessela.

Trudna sytuacja Polaków

W Nowym Dworze, w Nytychu i Kalthofie na wszystkich sklepach wywieszono tabliczki: „Sprzedaje się tylko Niemcom”. Zaostrzono wydatnie trwający zresztą już od lat bojkot. Do chorego czy rannego Polaka nie przybędzie lekarz, spragnionemu nikt nie poda szklanki wody, nie sprzeda kwaterki mleka dla dziecka. Sam pan Landrat, a zarazem Kreisleiter tak zarządził. Któż ośmieli mu się przeciwstawić? Wiadomo jaki jest los opornych.

W Marjanowie pobito niedawno kastetami w bestjalski sposób zawiadowcę stacji – czynnego działacza polskiego. Śledztwo policyjne wykryło „winowajcę”. Była nim „lampa stacyjna”, która zawiadowcy „spadła” na głowę. Lampa – mimo że „Danziger Vorposten” pisał wyraźnie, iż jest to „odruch oburzenia ludności”. W Strzepowie, na Gdańskich Wyżynach, rozebrano dom kierownika miejscowej filji Gminy Polskiej Związku Polaków, wymagający drobnej naprawy. Na pokrycie kosztów rozbiórki zafantowano mu konie, chciano aresztować syna. Uciekł do Polski. W Piekle, czysto polskiej wiosce, w widłach Wisły i Nogatu, były antypolskie manifestacje. Demonstrowano przed szkołą polską, wybijając szyby. Syn krzyczał pod oknami własnego ojca: „Pollacken raus!”. Przykłady można mnożyć bez końca.

Komentarze

RetroPRESS.pl

Serwis zawierający wybrane artykuły prasowe publikowane w dawnej prasie polskojęzycznej – od okresu zaborów, poprzez II RP, prasę emigracyjną aż do lat wczesnego PRL. Felietony, reportaże, wywiady, ciekawostki, wspomnienia; od prasy ambitnej i opiniotwórczej po brukowce. Od skrajnej lewicy do skrajnej prawicy; także prasa mniejszości narodowych wychodząca w języku polskim. Wszystko dostępne w formie tekstowej, przystosowane do czytania również na smartfonach oraz tabletach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.