Szokujące wspomnienia likwidatora z AK. “Lubiłem patrzeć na tryskającą krew z rozwalonej głowy”

Stefan Dąmbski ps. ‘Żbik I’ był w latach 1942-1945 żołnierzem grupy dywersyjnej podobwodu AK Rzeszów-południe i wykonawcą wyroków śmierci. Żbika cechowała ogromna chęć działania oraz bezwzględność. Jego służbę można określić dewizą cichociemnych “Wywalcz Polsce wolność lub zgiń”.

Stefan Dąmbski urodził się 3 grudnia 1925 roku. W 1942 roku wstąpił do działającego w okolicach Rzeszowa oddziału AK, którym dowodził Ludwik Wojciechowski ps. Puchacz. Jednak Stefan nie był specjalnie zainteresowany przenoszeniem meldunków. Szybko zgłosił się więc do zadań specjalnych, które poległy na likwidowaniu Niemców, konfidentów i kolaborantów.

Pierwszym z jego zadań jako likwidatora było zabójstwo jego przyjaciela, który utrzymywał bliskie kontakty z gestapo. Stefan zaprosił swoją ofiarę na polowanie. Wykonał egzekucję bez sentymentów, jednak nie odczytał wcześniej wyroku. Dowództwo zaraz po tym wysłało go na szkolenie plutonu egzekucyjnego w lasach pod Rzeszowem.

Lubiłem patrzeć na przerażone twarze”

Na możliwość ponownego wykazania się w boju Żbik nie musiał długo czekać. Podczas szkolenia do żołnierzy AK przybiegł z okolicznej wsi chłop, który poinformował ich, że jego kolegę zatrzymali Niemcy za to że niósł ze sobą zbyt dużą ilość mięsa. Pluton ruszył do akcji odbijając chłopa i biorąc za zakładnika osobę odpowiedzialną za wyznaczanie kontyngentów.

Oddział wysłał wiadomość do wroga iż mają zakładnika i że jest bezpieczny, oraz że jeśli zostaną spełnione żądania (min. brak odwetu oraz pół roku bez represji na okolicznej ludności) to jeniec zostanie wypuszczony. O dziwo Niemcy przystali na te żądania. Mimo to akowcy wykonali wyrok śmierci jeszcze tego samego dnia. Dąmbski tak wspominał tamten okres:

W pewnym momencie byłem dumą całego oddziału, ponieważ nie robiło mi różnicy czy ja żyję, nie dbałem zupełnie o to czy żyją inni. Strzelałem do ludzi bez żadnych emocji, jak do tarcz na ćwiczeniach. Lubiłem patrzeć na przerażone twarze przed likwidacją, lubiłem patrzeć na krew tryskającą z rozwalonej głowy”.

Tego rodzaju akcje wiązały się jednak z wielkim ryzykiem. Często przypadki losowe decydowały o tym, że Stefan nie stawał się ofiarą. Jesienią 1943 roku w Rzeszowie miał wykonać wyrok na volksdeutschu, jednak kiedy nacisnął na spust, pistolet nie wypalił a konfident wyciągnął swoją broń i otworzył ogień do akowca. Na szczęście na miejscu pojawili się Niemcy, którzy – najpewniej biorąc volksdeutscha za akowca – otworzyli do niego ogień.

Pierwsza chwila wahania

Innym z wyroków jakie plutonowy musiał wykonać było zabicie pewnej pięknej polskiej dziewczyny za to, że doniosła na swojego niedoszłego partnera, który zamiast związku z nią wybrał walkę w oddziałach partyzanckich. Efektem jej donosu było zamordowanie przez Niemców całej rodziny tego mężczyzny. Kiedy kobieta otworzyła drzwi przed Stefanem, ten nie strzelił od razu. Można powiedzieć, że potraktował ją w pewien sposób ulgowo. Dał jej 10 minut na pożegnanie się z rodziną oraz modlitwę. Gdy czas się skończył wyprowadził ją przed dom i zastrzelił. Nie strzelił jednak w głowę, aby – jak sam mówił – lepiej prezentowała się w trumnie“.

Po 1944 roku Rzeszowszczyznę zajęła Armia Czerwona. Dąmbski nie zaprzestał jednak swojej działalności. Gdy pewnego razu przejeżdżał obok lasu pod Rzeszowem, dostrzegł, że pod drzewem ktoś śpi. Podchodząc bliżej zauważył, że ma do czynienia z radzieckim oficerem. Upewniając się, że twardo śpi, podszedł do niego, wbił mu w głowę gwóźdź i odjechał.

Gdy w 1945 roku oddział Stefana zaatakował posterunek MO, likwidator po raz pierwszy się zawahał.Jednym ze stacjonujących tam milicjantów był bowiem jego przyjaciel i towarzysz broni z AK. Kiedy się zorientował, że zna milicjanta poprosił o wykonanie wyroku kolegę z oddziału.

Czas refleksji

Jeszcze tego samego roku Stefan Dąmbski wyemigrował do USA. Tam poważnie zaczął zastanawiać się nad swoją działalnością wojenną. Doszedł do wniosków, że kluczową kwestią jego bezwzględności i braku wyrzutów sumienia było środowisko, w którym się obracał. Od małego wpajano mu bezgraniczną miłość do ojczyzny i narodu. Swoje wspomnienia, które opisał w książce pt. “Egzekutor” kończy słowami:

“W końcu uznałem że doszedłem do tego zwierzęcego stadium, głównie przez moje wychowanie w młodych latach. W atmosferze do przesady patriotycznej. Gdy się dziecku wpaja od kolebki, jak ważna jest ojczyzna i że trzeba o nią walczyć z nieprzyjacielem aż do śmierci lub do zwycięstwa to to dziecko będzie walczyć na rozkaz i strzelać do każdego kto ma inne poglądy.Pisząc dziś te wspomnienia próbuję, podając różne przykłady, usprawiedliwić siebie i takich jak ja gdy chodzi o krzywdy jakieśmy w tym czasie wyrządzili rasie ludzkiej.”

Stefan Dąmbski urodził się w okrutnych i złowrogich czasach. W nieludzkim świecie który nie znał litości. Podejmował się najokrutniejszych zadań, które później odcisnęły na nim swoje piętno. W 1993 roku popełnił samobójstwo.

[Głosów:127    Średnia:3/5]
Komentarze

1 Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.