Szok! Morderca w habicie. Potworna zbrodnia ojca Damazego

Czy habit może wyleczyć złe ludzkie serce z niskich pobudek? Damazy i jego koledzy po fachu, zdają się wierzyć w to bezgranicznie. Uważają, że każda podłość wykonana w imię Pana może być uświęcona i dobra…

Zakonnik z Jasnej Góry jako polski Raskolnikow? Może tych dwóch zbrodniarzy łączy nie tylko narzędzie mordu – siekiera? Oparta na zeznaniach świadków opowieść o zbrodni jasnogórskiej z 1910 roku ma pokazać sprawę od strony dotąd przemilczanej. Jak wygląda z ludzkiego punktu widzenia wybaczenie zbrodni? Jak żyć w obiecanej wieczności obok własnego mordercy? Z kazań kościelnych, ani na lekcji katechezy tego się nie dowiecie…

Ojciec Damazy czuje, że ma poparcie Najwyższego. Że wolno mu dokonać czynów, o jakich zwykły człowiek nawet nie powinien myśleć… Habit, ten kawałek sukna, daje mu większe prawa, niż mają pozostali śmiertelnicy, nawet ci, co gorliwie leżą plackiem pod krzyżem…

W tych opowieściach jest samo życie, tak odmienne od infantylnej treści kościelnych nauk: drapieżne i pełne rozpasania. W końcu to urok Heleny był powodem zagłady Troi oraz zbrodni w narodowym sanktuarium. Ale nawet gdyby nie było Heleny, to znalazłaby się pewnie jakaś inna białogłowa godna spróbowania zakazanego owocu…

Macoch podczas spowiedzi poznał Helenę Krzyżanowską, urzędniczkę łódzkiego telegrafu, która została jego kochanką. Ażeby ukryć swój związek z nią, o. Damazy namówił swojego kuzyna Wacława Macoch.

22 lipca 1910 r. zakonnik z bliżej nieznanych powodów zabił kuzyna przy użyciu siekiery. Podczas procesu przyznał, że regularnie okrsdał klasztor, aby pokryć koszty utrzymania swojej matresy.

Poniżej prezentujemy fragment pierwszego rozdziału powieści „Jako i my odpuszczamy…”.

* * *

Po co komu stare notatki? – pomyślałem, gdy Krzyś złota rączka („ścian gipsowanie, malowanie, paneli układanie”), przyniósł zwinięte zakurzone papiery. Znalazł je gdzieś na strychu rozbieranej kamienicy w mieście S. Pewnie infantylne zapiski pensjonarki albo „niezwykłe” przepisy pani domu. Spojrzałem na pierwszą z brzegu kartkę. Zanim udało mi się odczytać choćby jedno zdanie, ujrzałem imię: „Damazy” i zdębiałem. Czy to możliwe, żeby chodziło właśnie o niego, zbrodniarza sprzed 100 lat?
– Po co mi przynosisz jakieś śmieci? Nie było tam nic ciekawszego?
– Wszystkie meble i książki zabrali kurwa zanim zaczęliśmy robotę, tylko to kurwa leżało z kącie. Nie chcesz to spierdalaj, wyrzucę do śmieci – zaperzył się Krzyś, gdyż bardzo nie lubił krytyki.
– No dobra, zostaw, przejrzę to później, może kiedyś się wykorzysta – powiedziałem i wrzuciłem papiery do szuflady.
Krzyś stracił w tej sytuacji ochotę na dłuższe pogaduszki. Kiedy wyszedł trzasnąwszy drzwiami, natychmiast zabrałem się do czytania…
.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.