Sowiecka wyspa kanibali. Efekt bezsensownej polityki Stalina

W wyniku stalinowskiej polityki tysiące osób znalazło się na niezagospodarowanej wyspie, na której brakowało leków, schronienia i jedzenia. Wkrótce w tym odległym zakątku świata zaczęły dziać się dantejskie sceny z udziałem pozbawionych środków do życia “osadników”…


W roku 1932 sowieckie kierownictwo nakazało wprowadzenie w życie kampanii przeciwko elementowi aspołecznemu. W następnym roku doszło do ogromnej eskalacji tejże akcji. Po czystce kułaków był to kolejny zamach na starorosyjskie społeczeństwo. Uważano ich za wrogów rewolucji i partii. Według dygnitarzy nie pasowali oni do socjalistycznej, utopijnej wizji świata. Jednak to co miało się stać w 1933 roku na wyspie Nazino wykracza po za wszelką ludzką wyobraźnię…

Plan Sowietów zakładał wyeliminowanie elementu aspołecznego, czyli takiego który nie nadawał się do życia w normalnych warunkach. Jak wyglądało to w praktyce? Żeby trafić do transportu na Syberię, wystarczyło jedynie znaleźć się w nieodpowiednim miejscu i czasie. Często nie pomagały nawet książeczki partyjne. Ludzi hurtowo wywożono na niezagospodarowaną Syberię, aby ją zaludnić. Sowieci mieli żelazne “normy ” ile osób należy deportować:. Żeby pokazać swoją gorliwość, działacze nieraz robili nadwyżki, mimo tego że partia uderzała zwykle w tak często wymieniany w komunistycznych hasłach proletariat. 

Surowa mąka 

Nikt z bliskich nie był informowany o tym, co stało się z ich bliską osobą. Jednym z  takich przypadków jest przykład robotnika, który wybierał się do teatru. Czekając, aż żona się wyszykuje, zszedł na dół po papierosy. Wtedy go złapano wpakowano do transportu na Syberię. 

Na wyspę Nizino mierzącej 3 km długości od ok. 500 do 600 metrów szerokości wysłano 6 tysięcy ludzi bez jakichkolwiek zapasów, narzędzi i przedmiotów, które dawałyby im szansę na przeżycie w takim miejscu. Chodziło jedynie o to aby zrealizować zaproponowany przez Gienricha Jagodę plan zaludnienia Syberii

Sowieci  nie wpadli również na to, aby ludzi zdruzgotanych wielodniową podróżą, która była oczywiście daleka od jakichkolwiek humanitarnych norm, nakarmić i napoić. Rekordzista którego wywieziono na Nazino miał… 110 lat. Komuniści nie przewidzieli nawet namiotów, czy innej formy schronienia dla “osadników”. Dygnitarze byli przekonani, że ludzie sami wybudują sobie ziemianki. I zapewne tak by zrobili, gdyby mieli choćby łopaty. Tymczasem jedynym “narzędziem” jakie posiadali na gołej wyspie skutej lodem, były ich własne ręce.

Zdarzyło się raz, że władze wysłały na Nazino surową mąkę myśląc, że nowi mieszkańcy wyprodukują z niej chleb. Zarząd partii nie przewidział jednak, że aby to zrobić potrzebne są jeszcze piec i drewno. Ludzie zjadali więc surową mąkę. Pojawił się jednak kolejny problem. Ludzie nie byli gotowi na jakąkolwiek podróż, stąd mieli przy sobie jedynie to, z czym zabrano ich z ulicy. Sypano więc mąkę do butów i kapeluszy, a najczęściej pobierano ją gołymi rękoma. Jedni jedli mąkę surową, drudzy próbowali mieszać ją z lodowatą wodą z rzeki. Efektem tego była epidemia czerwonki. Dystrybucją mąki po pewnym czasie zaczęli zajmować się urkowie.

Wyspa kanibali

Odtąd aby dostać mąkę trzeba było coś oddać, a ludzie nie mieli nic ponieważ w drodze do tego piekła ograbiono ich ze wszystkiego. Dosłownie.  Zdarzały się osoby nagie, które  ze względu na niskie temperatury szybko umierały. Komuniści badający później tę sprawę stwierdzili, że na wyspie zaczęły obowiązywać zasady… „pierwotnej gospodarki socjalistycznej”. Spora część zapasu mąki została zresztą zmarnowana, bo nie było skąd wziąć wystarczającej liczby worków. Mąkę zwalono wprost na ziemię i została ona  zasypana przez śnieg. To właśnie wówczas na wyspie doprowadzeni do rozpaczy ludzie zaczęli… zjadać się nawzajem. 

Ofiarami padali najsłabsi. Taissa Michaiłowna Czokariewa, jedna z mieszkanek pobliskich wiosek, tak wspominała dokonanie aktu kanibalizmu na młodej kobiecie:

„Złapali ją, przywiązali do topoli, obcięli jej piersi, uda, wszystko, co się da zjeść, wszystko, wszystko. Byli głodni, każdy musi jeść. Wykrwawiła się, umarła. Takie rzeczy się zdarzały. Jak się szło po wyspie, to się widziało mięso zawinięte w szmaty. Mięso człowieka, którego pokroili”.

To mieszkańcy jej wioski nazwali Nizino wyspą kanibali. To jak absurdalny był sowiecki system Reakcja dygnitarzy na wydarzenia na wyspie potwierdza tylko absurdalność sowieckiego systemu.  Nakazali oni wprawdzie, aby państwowa kompania zajmująca się transportem rzecznym dostarczyła zapasy do tych biednych ludzi. Zapomnieli jednako pewnym szczególe. W łodziach wymieniono silniki na nowe sprowadzone z Niemiec. do których potrzebny był olej  rafinowany. A tego Sowieci nie posiadali w swoich zapasach nawet kropli.

Jak w gułagu

A jak zachowywali się strażnicy, którzy pilnowali ludzi na wyspie i widzieli to co się dzieje? Dokładnie tak, jakby byli nadzorcami gułagu. Bili ich, upokarzali i ograbiali z resztek ubrań i podręcznych rzeczy ,które przy sobie mieli. Bestialstwo spotykało więźniów z każdej strony. Zdarzali się jednak ludzie, którzy wykrzesali w sobie tyle sił, aby spróbować ucieczki. Tworzyli oni prowizoryczne tratwy i starali się dostać na stały ląd. Takie próby były jednak udaremniane przez strażników, którzy z miejsca zabijali niedoszłych uciekinierów. Ludzie z pobliskich wiosek wyławiali codziennie nawet po kilkadziesiąt ciał.


CZYTAJ TAKŻE:


Na Nazino w ciągu niespełna miesiąca zginęło 70 proc. “osadników”. Co ciekawe, sowieccy dygnitarze zdecydowali o powołaniu do tej sprawy specjalnej komisji, która koniec końców i tak do niczego nie doszła. Takich miejsc jak Nazino było mnóstwo. Zginęły setki tysięcy ludzi, aby Stalin i jego ekipa przekonali się,  że plan Jagody nie ma widoków na przyszłość. Te próby stworzenia utopii  z niczego najlepiej chyba oddają obraz Kraju Rad, który łączył w sobie pogardę dla życia ludzkiego z klasowym terrorem i chaosem. 

[Głosów:78    Średnia:3.2/5]
Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.