Przeżył rzeź wołyńską, bo udawał martwego. “Odwróciłem się i czekałem na śmierć”

Relacja Witolda Kołodyńskiego, ostatniego ocalałego z rzezi kolonii Parośla, powiat Sarny. Fragment książki “Wołyń bez komentarza”. rzeź wołyńska


 Kiedy zaczęło się coś dziać? rzeź wołyńska

Styczeń 1943 roku. Przyjechała grupa Ukraińców na koniach, około dziesięciu, i objechali całą Paroślę, no i później nas zatrzymali i dopytywali, czy nikt tu nie przychodził, czy nikt nie przyjeżdżał. Tłumaczyli, że są z partyzantki ruskiej. Bo oni się w tym przebraniu podawali jako partyzantka ruska właśnie, a to był w rzeczywistości wywiad taki. To było za niemieckich czasów, a oni już tam chcieli wcześniej działać, ale ruscy nie pozwolili i ich rozbroili. A jak przyszli Niemcy, to oni zgłosili do nich na służbę, do wojska, wzbogacili się o broń, więc byli przygotowani. rzeź wołyńska

Niemcy mówili, że tu jest gorzej niż na froncie. No i nad ranem 9 lutego 1943 pukanie do drzwi, takie silne. Ojciec się zerwał, podleciał do okna, przyszedł z powrotem i powiedział do mojej mamy, że jakieś wojsko: „No otwieraj, bo nic nie zrobisz”. No my się już pozrywaliśmy i muszę dodać w tym miejscu, że u nas taki piec chlebowy był, stale ciepły. Moja siostra była, Lila, i ja, starsza była u kuzynów – i my na ten piec usiedliśmy, a to było na wprost, i żeśmy ich wszystkich widzieli. Myśmy ich policzyli – tam było około szesnastu ludzi. 

***

Tylko ten ich dowódca stał w kuchni na warcie, a oni poszli spać i prawie cały dzień spali i nie wychodzili. No i tak to trwało, nigdzie nie wolno było wyjść, nic. Ojciec szedł do obrządku, to on z tyłu za nim, ale mówił: „Możecie się nie obawiać, bo my jesteśmy ruską partyzantką, my was bronimy, Niemców chcemy stąd przegonić, ale musimy tu u was przenocować jeden dzień, a na drugi dzień my odjedziemy”. Własowców zaprowadzili do naszej sypialni, ale już rozmundurowani byli, tylko w bieliźnie, trzech ich było. To ten dowódca ich tam przesłuchał i tak to trwało do obiadu, takie dochodzenie. 

***

No i odjechali, a ja wstałem. Jak ja wstałem, to moja siostra też wstała. I mówię: „Lila, co ty, żyjesz?”. A ona: „A czemuż miałabym nie żyć?”. Ona była uderzona tym płaskim, a ja obuchem.

Czyli każde z was uderzyli tą siekierą?

Tak, siekierą. Mama takie grube czarne włosy miała. To miała je odcięte, o tu, rąbnęli ją tak strasznie ostrzem, a dzieci to tym tępym. Lila dostała tylko tak, że sama skóra była zdarta. A mnie to dokładnie uderzył. Mama jeszcze żyła, to przyszedł i ją dobił, to słyszałem. Ja cichutko leżałem. No myśmy powstawali, a w tej kołysce Bogusia, ta maleńka, jeszcze żyła. Siostra wzięła ją na ręce i mała dopiero zmarła.

Też uderzona? rzeź wołyńska

Tak.

W czoło?

Ja nie patrzyłem, bo nie mogłem patrzeć. No i strasznie nam się pić chciało, a musieliśmy przejść po trupach. Innego wyjścia nie było – przeszliśmy do kuchni, napiliśmy się wody. Drzwi pootwierane, było zimno, bo mrozy. Pozamykaliśmy wszystko i położyliśmy się spać. I rano myśmy powstawali i Lila mówi: „Idziemy zobaczyć do sąsiadów, do stryja”.  rzeź wołyńska


Czytaj też: Wrzucali żywe dzieci do ognia, z satysfakcją patrzyli jak umierają. Wstrząsające opisy ukraińskich zbrodni

rzeź wołyńska


Wszędzie to samo, cała wieś wymordowana. Baliśmy się i dlatego z powrotem na ten piec weszliśmy, bo tam ciepło było. I Lila jeszcze tak jakoś zasłoniła tę firankę trochę. Siedzieliśmy tam cały dzień. Pierwsi przyszli Niemcy. Jeden karabinem zasłonę wziął zrzucił, a my myśleliśmy, że ta banda wróciła. Ale ja tak patrzę z boku i mówię: „Nie, to nie banda”. Umundurowane wszystko, broń jak należy. No i Niemiec zaczął zdjęcia robić. Nam porobił, później poszedł do sypialni i zrobił, potem tam do pokoju tych własowców, a oni leżeli tam nad brzegiem, poszwargotali coś, pogadali i poszli. Ale już cywile najechali.

Rodzice leżeli zabici, to ile dni byliście, że tak powiem, z tymi trupami? rzeź wołyńska

Przez całą noc, aż do rana.

Wtedy miał pan 13 lat, tak? A siostra była trochę młodsza. Proszę mi powiedzieć, jakie były wasze odczucia, no bo rodzice zabici, a wy przeżyliście. Czy przyszło wam do głowy uciekać, czy iść do rodziny, czy zawołać o pomoc?

Człowiek był zszokowany. Ale i naprzeciwko w domu, na stole, też było dziecko – z ogórkiem w ręku, i tak siedziało na tym stole wryte. Jak Niemcy weszli, to było niesamowite przeżycie. Najpierw czułem, że to przyszli z powrotem Ukraińcy zbadać, kto jeszcze niezabity. Odwróciłem się w drugą stronę, do ściany, bo czekaliśmy na śmierć. No, po prostu na śmierć. 

I jak przyszła wiosna, a z nią morderstwa, no to myśmy stworzyliśmy samoobronę. Wykopaliśmy taki duży schron. No, broń żeśmy mieli, bo kupowaliśmy ją od Niemca za jajka, za masło, za ser. Mieliśmy takiego naszego dowódcę, Borowskiego – on był naszym komendantem. Jak był już zbudowany ten schron, to ja tam na wieczór zwoziłem zawsze tych, co po hotelach mieszkali. Jak rano ich odwoziłem, to stawałem dalej trochę, to gospodarz szedł zobaczyć, bo tam mogli być Ukraińcy. No i Ukraińcy wreszcie napadli. Podeszli bliżej, tak koło 30–40 metrów, no i wszystkie domy podpalili. Wszystko się paliło.

***

Jak pan jechał po tylu latach, to miał pan obawy, że znów się coś zdarzy, że spotka pan tych ludzi, którzy was mordowali?

Na pewno się bałem. No i była taka sytuacja, że był u mnie Szyrko w Antonówce. To był syn Szyrka, sąsiada naszego, który był w tej bandzie. Był w bandzie i Przybysze wydali Niemcom tego Szyrkę i Niemcy go głodzili. A syn został i nadal żyje. Ja go widziałem i chciałem się do niego odezwać, ale bałem się.


Więcej relacji świadków zbrodni wołyńskiej znajdziesz w książce “Wołyń. Bez komentarza”. Książkę można kupić na tej STRONIE.

rzeź wołyńska

REDAKCJA

Co Za Historia - nowoczesny portal historyczny. Udowadniamy, że przeszłość jest ciekawa!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.