Romeo i Julia z Sarajewa. Zakazana miłość, która kosztowała życie

Ich jedynym “przewinieniem” były inne narodowości. Taka miłość w opętanej wojną domową  Jugosławii nie była mile widziana. Ich związek zakończył strzał snajpera…


Sarajewo, 19 maja 1993 roku. Most na rzece Miljacka.

– Kochanie, już czas.

– Boško, boję się…

– Nie ma czego maleńka. Moi już czekają na nas.

– Tego boję się najbardziej. Jestem dla was wrogiem, muzułmanką…

– Jesteś moją ukochaną. Obiecano, że możemy spokojnie przejść. Weź mnie za rękę. I nie bój się już..

– Boško

– Tak?

– Pokażesz mi Belgrad?

– Obiecuję iskierko…

Chwycili się za ręce i śmiało ruszyli ku serbskim żołnierzom. Ci przyjaźnie pomachali do nich rękoma.

Ku wojnie domowej

Jugosławia jako jedno z nielicznych państw sama wywalczyła sobie niepodległość w czasie II wojny światowej. To właśnie tam działała największa partyzantka podczas tego konfliktu. Podobnie jak w naszym kraju stworzono tam państwo podziemne. Liderem lewicowej partyzantki jugosłowiańskiej był charyzmatyczny Josip Broz, który przeszedł  do historii jako Tito. Dzięki autorytetowi, jakim go darzono udało mu się zebrać zantagonizowane nacje i zbudować silny kraj. Komunistyczny, ale całkowicie niezależny od Sowietów.  Stalinowi nie podobał się  taki obrót spraw. Kilkakrotnie próbował nasyłać na Titę morderców. Fama głosi, iż po kolejnym nieudanym zamachu znudzony Tito miał powiedzieć, że jeśli  sytuacja się powtórzy, to on wyśle swoich speców od mokrej roboty do Moskwy, a ci nie zwykli się mylić. Ile w tym prawdy – nie wiadomo. Faktem jest jednak że zamachy ustały.

Broz trzymał kraj żelazną ręką,  ale z drugiej strony – cieszył się niesłabnącym poparciem. Ufali mu wszyscy. Kłopoty zaczęły się w 1980 r., kiedy przywódca zmarł. Odżyły dawne konflikty na tle religijno – narodowościowym. Ostatnie, co udało się zrobić Jugosłowianom wspólnie, to zimowe igrzyska olimpijskie w Sarajewie w 1984 r. Potem było już tylko gorzej… W tym powoli gotującym się bałkańskim kotle, na imprezie sylwestrowej przełomu lat 1983/84 poznali się Boško Brkič i Admira Ismič. Mieli po 16 lat. On – młody prawosławny Serb, ona – wyzwolona muzułmanka.

Wojna w Jugosławii

W Jugosławii muzułmanie byli od zawsze jedna z zasymilowanych nacji. Nikogo nie dziwiły mieszane małżeństwa, czy tez mąż muzułmanin idący ze swoją zona do prawosławnej cerkwi i na odwrót.  Młodzi zapalali do siebie szczerym uczuciem, nie patrzyli na wyznanie czy narodowość. Byli nierozłączni. Liceum, studia, praca. Kocioł zaczynał wrzeć. „Najdroższa ukochana, nie mogę spać po nocach z tęsknoty. Myślę o Tobie. Jesteś moim jedynym szczęściem, jakie mam. Moje wszystkie drogi prowadzą do Ciebie” – to fragment listu, który Bosko napisał do Admiry z wojska.

W 1991 roku trzy części składowe Jugosławii – Chorwacja, Macedonia i Słowenia ogłosiły niepodległość. Bośniakom zamarzyło się to samo. Ale Sarajewo było tak przemieszane, że serbskie władze nie wyraziły na to zgody, a dookoła miasta regularna armia serbska zajęła pozycje na okolicznych wzgórzach. W jednej sekundzie cały wysiłek Tito legł w gruzach. Sąsiad występował przeciwko sąsiadowi, kolega przeciwko koledze.

W tym samym momencie młodzi znaleźli się we wrogich obozach. Wielu ludzi w mieście nie chciało tak żyć. Nie zamierzali kłócić się z przyjaciółmi. To samo dotyczyło Admiry i Bosko. Chcieli zostać w Sarajewie i żyć jak do tej pory – spotykać się, bawić, marzyc. Nawet ich najbliżsi muesieli zaakceptować ten stan rzeczy. Rodzina chłopaka próbowała przekonać go, żeby wstąpił  do serbskiej armii i poszedł na wzgórza do swoich. Bosko zdecydowanie odmówił. Nie chciał zostawić swojej ukochanej. A ona stała się własnie dla jego rodziny wrogiem numer jeden…

Miłość ponad wszystko

Ich najlepszy przyjaciel próbował dla odmiany przekonać Bosko, aby w zamian za bezpieczeństwo dla obojga, przystał do Bośniaków i zaczął strzelać do Serbów. O tym również nie mogło być mowy – chłopak nie chciał zabijać własnych braci.

Mijał czas. W mieście zrobiło się bardzo niebezpiecznie. Ostrzał artyleryjski, snajperzy w wieżowcach. Główna arteria miasta – ulica Smoka z Bośni zyskała nową nazwę – aleja snajperów.. Młodzi, aby się spotkać, musieli chyłkiem przez nią przemykać. Bosko, dzięki swoim znajomościom wyprowadził matkę z miasta. Tymczasem para postanowiła zamieszkać razem. Mieli już po 25 lat. Normalne życie stało się jednak wkrótce niemożliwe.  Pod ich oknami trwały regularne wymiany ognia. A w mieście zaczęło się kończyć wszystko: prowiant, benzyna, opał. Głód coraz częściej zaglądał zakochanym w oczy.

Niedługo potem Bosko został kilkukrotnie pobity przez Bośniakow. Admirze Serbowie grozili śmiercią,, jeśli nie zdecydowałaby się rozstać z chłopakiem. Pozostała im tylko jedna możliwość – uciec z miasta za wzgórza. Pozostanie w okolicy równało się śmierci. Od kuli albo z głodu. Szczęśliwie, jak już wspomniano, chłopak miał kontakty w sztabie. Jedyną  drogą ucieczki był most Vrbanja na rzece Miljacka. Udało  mu się dogadać z obydwoma stronami, aby w newralgicznym momencie żołnierze przymknęli oczy. 

Śmierć ukochanych

Wymiany na tym moście były czymś naturalnym – walczące  strony traktowały je jako swego rodzaju niepisaną umowę. Bo przecież serbscy żołnierze też mieli bliskich w Sarajewie. Rodzina Admiry był przerażona tym pomysłem. Oto ich córka miała przejść za kordon, na stronę wroga. Nie było żadnej gwarancji, że będzie tam bezpieczna. Ale Admira była zdeterminowana. Podjęła już decyzję, chciała iść z ukochanym. 19 maja 1993 roku para wzięła  swoje torby, chwyciła się za ręce i z uśmiechem weszła na most. Serbscy żołnierze odwzajemnili pozdrowienie dziewczyny. Mieli ich przejąć i bezpiecznie odprowadzić do zaparkowanego samochodu. Stało się jednak inaczej…


Czytaj także: Odwet za wojnę zimową. Waleczni Finowie odebrali co swoje i stanęli u bram Leningradu

jugosławia


Pierwszy strzał trafił Bosko w głowę, zabijając go na miejscu. Admira zaczęła krzyczeć. Drugi strzał, przeznaczony dla niej, zwalił dziewczynę z nóg. Z łzami w oczach doczołgała się do ciała ukochanego..Trzecia kula połączyła ich na zawsze.. Ich ciała leżały na moście przez cztery dni. Wszyscy bali się podejść. Obie strony zaczęły nawzajem oskarżać się o ten mord.

Pierwszej nocy pewien wyjątkowo odważny ( lub tez pozbawiony wyobraźni) szabrownik ukradł ich torby. Czwartego dnia Serbowie wysłali muzułmańskich jeńców, aby zabrali martwe ciała zakochanych. Rodzina Admiry, na przekór wszystkim, zorganizowała młodym pogrzeb. Ryzykując życiem przybyła na niego również matka chłopaka. Pochowano ich we wspólnym grobie, na wyraźne życzenie obu rodzin. Władze cmentarza długo oponowały. Muzułmanka kolo prawosławnego? – pytano ze zdziwieniem. 

Mszę odprawił kapelan serbskiej armii. Modlił się długo. Za chłopaka…O dziewczynie nawet nie wspomniał… W 1996 roku urządzono parze nowy pogrzeb. Znów leżą razem.


Od autora:

Wszystkim zainteresowanym historią konfliktu w byłej Jugosławii polecam fabularyzowany angielski dokument ”Wojownicy”, który opowiada o brytyjskim kontyngencie w Bośni. Jeden z moich dobrych kolegów,  Anglik, spędził poro czasu w brytyjskiej armii. Dużo rozmawiałem z nim o Ulsterze czy falklandzkiej awanturze. Natomiast, kiedy staram się poruszyć temat jego pobyt w Srebrenicy – stara się go ucinać. Drugi godny polecenia materiał traktujący o tym konflickie to historia korespondentów wojennych w Jugosławii – ”Harrison Flowers”. 

[Głosów:2    Średnia:4.5/5]
Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.