„Polskie obozy zagłady”- kłamstwo powtarzane wielokrotnie…

Od zakończenia II wojny światowej minęło ponad siedemdziesiąt lat, a mimo tego jej historia wciąż wzbudza żywe emocje. Dzisiaj to już nie tylko wielkie bitwy i kampanie, ale walka o honor i prawdę. “Polskie obozy koncentracyjne” stały się elementem niepokojącej retoryki i są jednym z palących problemów polskiej polityki historycznej. Pytanie tylko, czy bitwę o prawdę da się jeszcze wygrać.


W ostatnich latach, co oczywiście należy odebrać jako sygnał mocno niepokojący i alarmujący, coraz częściej słyszymy sformułowanie „polskie obozy koncentracyjne”. Z czysto językowego punktu widzenia może ono być rozumiane w dwojaki sposób. Pierwsze, i chyba bardziej intuicyjne znaczenie zwrotu opiera się na podległości organizacyjnej i zarządczej. Skoro „polskie”, to organizowane przez Polaków. Drugie, choć wielu autorów próbuje w ten sposób bronić swojej racji, odnosi się do ich lokalizacji. Jeśli „polskie”, to zlokalizowane w Polsce. Szkopuł w tym, że, niezależnie od przyjętego punktu widzenia i argumentacji, określenie to w obydwu przypadkach jest błędne. Niestety, siła przekazu medialnego jest na tyle duża, iż powoli na stałe wchodzi ono do słownika.

15 sierpnia 2015 r. w norweskiej gazecie „Avisa Sor-Trondelag” ukazała się recenzja filmu „Lektor”. Autorka tekstu nieopatrznie posłużyła się zwrotem „polskie obozy koncentracyjne”, komentując w ten sposób treść filmu. Na publikację natychmiast zareagowała polska ambasada w Oslo, która domagała się sprostowania nieprawdziwej informacji. Redakcja sprostowanie opublikowała, ale zrobiła to w taki sposób, że polskim władzom nie pozostało nic innego, jak tylko zwrócić się do norweskiej Rady Etyki Mediów z prośbą o wydanie werdyktu w sprawie i ukaranie „Avisa Sor-Trondelag”. 24 listopada 2015 r. ukazał się zaskakujący werdykt rady, która odrzuciła skargę polskich władz, argumentując – a jakże! – iż sformułowanie to odnosi się do lokalizacji obozów koncentracyjnych. Mizerne uzasadnienie, niepoparte odpowiednią dedukcją i zrozumieniem zależności historycznych, wywołało falę protestów polskich obywateli, którzy zasypali Radę Etyki Mediów lawiną maili. W sprawie interweniował również szef polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych Witold Waszczykowski.

Kolejnym aktem walki o prawdę historyczną stała się sprawa ZDF. Niemiecka telewizja użyła sformułowania „polskie obozy zagłady”, co wzbudziło żywe protesty odbiorców, w tym Karola Tendery, byłego więźnia Auschwitz. Polak zdecydował się na wytoczenie procesu nadawcy. Po ciężkiej batalii proces wygrał, uzyskując wyrok nakazujący ZDF opublikowanie przeprosin na stronie głównej internetowego portalu. ZDF jednak uchylił się od odpowiedzialności, sprytnie maskując przeprosiny na jednej z podstron, opatrując je dodatkowo mętnym tłumaczeniem umniejszającym winę odpowiedzialnych za publikację. W konsekwencji polscy internauci szybko zorganizowali akcję „German Death Camps”, w ramach której sieć zalały grafiki jednoznacznie obarczające Niemców odpowiedzialnością za organizację obozów zagłady. Obrazki pojawiły się także na stronach ZDF, skąd jednak są konsekwentnie usuwane. Po raz kolejny sprawa trafiła do polskiego MSZ.

Tyle doniesień medialnych. Nie jest to pierwszy ani zapewne ostatni przypadek, kiedy zagraniczne media używają krzywdzącego Polskę i Polaków sformułowania, nie rozumiejąc zasadności podnoszonych przez Polskę argumentów. Nie rozumiejąc lub udając niezrozumienie czegoś, co właściwie w ogóle nie powinno podlegać dyskusji. Jak się jednak okazuje, a w przeszłości okazywało wielokrotnie, kłamstwo powtarzane wielokrotnie ma niebezpieczną tendencję do stania się prawdą.

Czy aby na pewno w Polsce?

Zanim przejdziemy do omawiania politycznych implikacji używania tego typu sformułowań, kilka uwag dotyczących samej logiki argumentów przytaczanych zazwyczaj przez stronę przeciwną. Norweska Rada Etyki Mediów skorzystała z charakterystycznego dla historycznych ignorantów uzasadnienia. Skoro obozy były na terenie Polski, można je nazywać polskimi. Argumentacja ta jest naiwna i nielogiczna z co najmniej dwóch powodów. Pierwszy jest prozaiczny. Jeśli coś, przez przypadek czy celowo, wydarzy się na terytorium danego kraju, nie można tego zdarzenia utożsamiać z danym państwem. Prowadziłoby to bowiem do językowych absurdów. Czy przyjezdni z Norwegii są polskimi turystami, skoro przebywają na terytorium Rzeczpospolitej? Nie sądzę.

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Komentarze

MATEUSZ ŁABUZ

Twórca portalu II wojna światowa, autor kilkuset recenzji książek historycznych oraz licznych artykułów poświęconych przede wszystkim Polsce i Polakom w latach 1939-45. Prywatnie siatkarz plażowy i miłośnik skandynawskich kryminałów.

2 Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.