Polscy kamikadze. Przed wojną chcieli ofiarować swoje życie Ojczyźnie jako “żywe torpedy”

Wojna wisiała w powietrzu. W polskim społeczeństwie pojawili się wówczas ludzie, którzy w przypadku inwazji Niemiec byli gotowi oddać życie jako piloci “żywej torpedy”. Zgadza się – my też mieliśmy swoich ochotników na kamikadze. Przedruk artykułu z 1939 roku. 

Kandydaci na “żywe torpedy”. “Będziemy walczyć jak furjaci” 

Z listów do Redakcji “Ilustrowanego Kuryera Codziennego”

Proszę zamieścić nasz list otwarty w swojem piśmie, ponieważ chcemy dać swoją odpowiedź Hitlerowi na jego żądania. Otóż ja i moi dwaj szwagrowie, wzywamy wszystkich tych Polaków, co chcą niezwłocznie oddać życie za Ojczyznę, jednak nie w szeregach armji razem ze wszystkimi, lecz w charakterze żywych torped z łodzi podwodnych, żywych bomb z samolotów, w charakterze żywych min przeciwpancernych i przeciwczołgowych.

Każda zmarnowana torpeda, bomba i mina kosztuje dużo pieniędzy, których nadmiaru nie mamy. Każdy okręt nieprzyjacielski, czołg, pancerka, może i tak kosztować życie kilkunastu żołnierzy, zaś jeden człowiek zdecydowany może oddać tylko jedno swoje życie, jako żywy pocisk, czy w torpedzie, bombie lub minie. Człowiek w torpedzie zawsze znajdzie ten cel, w który zechce trafić i tem samem zaoszczędzi życie innym żołnierzom, zniszczy zaś wielu wrogów.

Do tego celu nie są potrzebni ludzie zupełnie zdrowi z kategorją A, B czy C, lecz może to być nawet człowiek ułomny, lecz silny duchem, który twardo postanowił oddać życie dla Ojczyzny bez reszty, bo musi przede wszystkiem powiedzieć sobie, że dla niego w ogóle niema szansy ocalenia. Właśnie tacy ludzie są nam potrzebni. Nie wątpię, że takich, jak my, zgłosi się tysiące, ale te tysiące będą kosztowały wroga miljony złotych i setki tysięcy ludzi.

W ten sposób chcemy oddać nasze życie w ręce Marszałka Polski Śmigłego-Rydza, ażeby zużytkować je jak najskuteczniej w obronie Ojczyzny. Proszę nie myśleć, że my to robimy z jakiejś rozpaczy, czy czegoś podobnego. Ja jestem urzędnikiem państwowym, szwagier jest pracownikiem miejskim, drugi szwagier jest masarzem, zarabiamy nieźle, jesteśmy silni i zdrowi. Tylko nie wiemy, gdzie się mają zwracać kandydaci. Proszę to wydrukować!

Podpisy: Władysław Bożyczko, Edward Lutostański, Leon Lutostański, — Warszawa 24, Poprzeczna 7. m . 10.

żywe torpedy

List od robotnika z Chorzowa

Do Pana Prezydenta R.P. Profesora Ignacego Mościckiego.

Panie Prezydencie!

Prośba Polaka. Żadnych ustępstw Hitlerowi, “ani piędzi” ziemi. Za Tobą stoimy my: niech tylko skinie Marszałek Śmigły-Rydz, zobaczy jakie ma wojsko. Nas Polaków znają, jako waleczny naród, lecz dzisiaj, teraz, gdyby mnie wezwano, byłbym już nie jak żołnierz, lecz jak furjat dziką nienawiścią gnany. Nienawiścią, którą niestety Hitler mimo woli swojem postępowaniem musiał wytworzyć w każdym Polaku. 

Swego nie damy za żadne skarby. To pisze Polak, który nie należy do żadnych obozów, który nie pracuje w państwowej instytucji i któremu się nie przelewa. Pracuję w dużej fabryce lokomotyw w Chrzanowie i wiem, że każdy robotnik myśli tak jak ja, bo obcuję i pracuję z nimi. 

Panie Prezydencie! Wierzymy w Ciebie! Masz za sobą granitowe głazy, których nikt nie skruszy. 

Józef Ruschil


CZYTAJ TAKŻE:


Musimy dodać, że p. Ruschil podpisał się pod swoim listem jako “jeden z wielu”, dodając: “Nazwiska nie podaję, bo to jest nieważne, lecz gdyby ktoś z panów Niemców przeczytał ten list w Kuryerze, a chciał jednak nazwisko wiedzieć, to pan Redaktor będzie łaskaw mu je podać”.

My jednak podpisujemy nazwiskiem list, albowiem pismo skierowane do Głowy państwa nie może być – mimo najszczerszych choćby tendencyj i zamiarów – nie podpisane. 

“Gdy przeczytaliśmy mowę Hitlera – powstała nasza decyzja”

Trzech dzielnych i ofiarnych ludzi, którzy ofiarowali swe życie jako “żywe torpedy”, odwiedzamy w ich wspólnem mieszkaniu na Targówku. Jest godzina 6-ta wieczorem: w domu zastajemy tylko p. Edwarda Lutostańskiego, młodzieńca 28-letniego o silnym i zdrowym, bardzo sympatycznym wyglądzie.  Zajęty jest czyszczeniem roweru, na niewielkim dziedzińcu na tyłach drewnianego domu, w którym mieszka wraz z szwagrami. 


żywe torpedy


Wyjaśniamy cel naszej wizyty i p. Edward Lutostański chętnie informuje nas o sobie, o swym bracie Leonie i szwagrze Władysławie Bożyczko. Obaj oni nie wrócili jeszcze do domu z pracy. 

Leon Lutostański ma lat 25, jest z zawodu masarzem i pracuje w pewnej fabryce wędlin na Pradze. Służył w wojsku, jest starszym strzelcem w rezerwie. Władysław Bożyczko ma lat 37, z zawodu jest radjotechnikiem, służył w wojsku jako pilot. Obecnie jest starszym posterunkowym Policji Państwowej. Jest żonaty i ma dwie córeczki dziewięcio- i siedmioletnią. 

Nasz rozmówca, p. Edward Lutostański był dawniej, podobnie jak brat, masarzem, obecnie jednak przerzucił się na betoniarstwo i pracuje w betoniarni miejskiej. Jest kapralem rezerwy i drużynowym w Związku Strzeleckim, do którego należy od dawna.


Źródło: Ilustrowany Kuryer Codzienny, 6 maja 1939 r. 

REDAKCJA

Co Za Historia - nowoczesny portal historyczny. Udowadniamy, że przeszłość jest ciekawa!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.