Tajemnica, którą Polacy zabrali do grobu. Gdyby się powiodło, dziś nie usłyszelibyśmy o Hitlerze

5 października 1939 r., tydzień po kapitulacji Warszawy, w Alejach Ujazdowskich miała odbyć się wielka defilada Wehrmachtu. Z tej okazji do miasta przybył sam Adolf Hitler. Nie wiedział, że Polacy od kilku dni przygotowują zamach na jego życie. 


30 września 1939 r. spiker Polskiego Radia, Józef Małgorzewski, przemawiał do pogrążonych w smutku mieszkańców Warszawy:

Halo, halo, czy nas słyszycie?… To nas ostatni komunikat. Dziś oddziały niemieckie wkroczyły do Warszawy. Braterskie pozdrowienie przesyłamy żołnierzom polskim walczącym na Helu i wszystkim walczącym, gdziekolwiek się jeszcze znajdują. Jeszcze Polska nie zginęła. Niech żyje Polska.

Tydzień później wódz III Rzeszy odbierał już zwycięską defiladę 8 Armii gen. Blaskowitza w Alejach Ujazdowskich. Niemcy zachowali środki ostrożności, które miały uchronić niemieckiego dyktatora przed zemstą rozgoryczonych warszawiaków. Ulice zostały oczyszczone z ludności cywilnej, a na dachach wysokich budynków czatowali żołnierze z karabinami maszynowymi. Dodatkowo Niemcy wzięli do niewoli 400 zakładników, w tym 12 członków władz miasta z prezydentem Stefanem Starzyńskim na czele. Tak zapamiętał ten dzień Małgorzewski:

Warszawiacy stali na chodnikach w milczeniu, a ulicą ciągnął nieprzerwany potok ludzi, maszyn i koni. Żołnierze wygoleni, butni, jechali na samochodach, inni siedzieli na wypasionych koniach, ciągnących działa, moździerze i cekaemy. 

Konspiracyjna grupa Służba Zwycięstwu Polski postanowiła wykorzystać tę wizytę do przeprowadzenia zamachu na Hitlera. Organizatorem operacji był szef ZSP gen. Michał Tokarzewski-Karaszewicz, który  powierzył jej przygotowanie majorowi Franciszkowi Niepokólczyckiemu, dowódcy 60. Batalionu saperów Armii „Modlin”. W akcji mieli też wziąć udział dowódcy saperów – porucznik Franciszek Unterberger i kapitan Edward Brudnicki – oraz porucznik Dominik Żelazko. Pierwsza dwójka otrzymała zadanie podłożenia ładunków wybuchowych w rowie przeciwczołgowym. Łącznie po dwóch stronach ulicy – na skrzyżowaniu Nowego Światu i Alej Jerozolimskich – miało znaleźć się pół tony trotylu.

Porucznik Żelazko miał natomiast przetransportować materiały wybuchowe ze składu amunicyjnego przy ul. Burakowskiej do magazynu ulokowanego na rogu ulic Książęcej i Rozbrat. Akcja została przeprowadzona jeszcze przed kapitulacją miasta, 25 września 1939 r.

Adolf Hitler odbierający defiladę zwycięstwa w Alejach Ujazdowskich / Fot. Das Bundesarchiv, Wikimedia Commons

Do ładunków podłączono druty ciągnące się do budynku saperów. Sygnałem do rozpoczęcia akcji miał być wystrzał z pistoletu. Gdy jednak 5 października – po trwającej dwie godziny defiladzie – Hitler znalazł się w pobliżu miejsca zamaskowania ładunków, nie doszło do ich detonacji. 

Po wojnie uczestnicy tej tajnej operacji podawali rozbieżne przyczyny jej niepowodzenia. Zdaniem gen. Tokarzewskiego-Karaszewicza zawiódł brak odpowiedniego rozpoznania: obserwatorom, którzy mieli przekazywać informacje łącznikowi nie udało się dotrzeć na miejsce, a ten – wpadając w zakłopotanie – nie dał sygnału saperom. Niepokólczycki twierdził natomiast, że Hitler wybrał ostatecznie inną trasę przejazdu. 

Do dziś wielu historyków zastanawia się, jak potoczyłyby się losy wojny, gdyby Hitler został zabity już na samym jej początku. Współcześni Führerowi nie mieli jednak wątpliwości, że jego śmierć niewiele by zmieniła. W przypadku powodzenia operacji SZP sceny rzezi znane z pacyfikacji Warszawy w 1944 r., mogły za to rozegrać się już pięć lat wcześniej.

Kurier z Warszawy, Jan Nowak-Jeziorański, tak oceniał ewentualne konsekwencje udanego zamachu:

Trudno dziś zgadnąć, jak potoczyłaby się wojna, gdyby nie ta jedna sekunda wahania. Pewne jest tylko, że gdyby Hitler z całym otoczeniem zginął w tym momencie, Niemcy wyładowaliby całą furię na bezbronnej ludności Warszawy i pokonanego kraju. Trudno sobie wyobrazić rozmiary masakry, od której dzielił jeden ruch ręki.

Warto dodać, że według specjalnej ustawy NSDAP po śmierci Hitlera stanowisko wodza w III Rzeszy mieli przejąć kolejno Hermann Göring i Rudolf Hess. W przypadku śmierci całej trójki planowano  z kolei powołać  specjalny senat, który zajmie się wyborem nowego Führera. Można tylko przypuszczać, że gdyby zamach w Warszawie się udał, doszłoby do walki o władzę w strukturach partii nazistowskiej. 

Po wojnie Niepokólczycki był sądzony przez komunistów w pokazowym procesie. Skazany na trzykrotną karę śmierci otrzymał upokarzającą propozycję zwrócenia się o łaskę do Bolesława Bieruta. Odmówił, spędzając ostatecznie 12 lat w więzieniu. Zwolniono go w grudniu 1956 r. Paradoksem historii jest fakt, że późniejszy Komitet Centralny PZPR powstał na miejscu wyburzonego budynku Dyrekcji Kolei, w którym miał znajdować się łącznik dający sygnał do rozpoczęcia zamachu na Hitlera. 

TO CIĘ ZAINTERESUJE

Pilnie strzeżona tajemnica skoczni Holmenkollenn. Gdy zeszli do podziemi – oniemieli. Co tam się wydarzyło?

[Głosów:20    Średnia:3.3/5]
Komentarze

2 Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.