Parada Zwycięstwa aliantów w Londynie. Dlaczego zabrakło na niej Polaków?

Parada Zwycięstwa – komuniści kontra Londyn

Tymczasem Anglosasi ze świętowaniem zwycięstwa w II wojnie światowej postanowili poczekać na uporanie się z Japończykami. Dopiero włączenie się do wojny ZSRR i zrzucenie bomb atomowych na Hiroszimę oraz Nagasaki złamało ducha walki przedstawicieli Kraju Kwitnącej Wiśni. Japonia kapitulowała trzy miesiące po III Rzeszy. 

Na początku marca 1946 roku do Ministerstwa Spraw Zagranicznych w komunistycznej Polsce nadeszło oficjalne pismo z zaproszeniem do udziału w brytyjskiej uroczystości z okazji zakończenia II wojnie światowej i zwycięstwa w niej koalicji sojuszniczej. Do wystąpienia w defiladzie zapraszano trzech wysokiej rangi oficerów (mających reprezentować trzy rodzaje polskich wojsk), poczet sztandarowy oraz dwudziestu czterech żołnierzy. Brytyjczycy wystosowali pismo skierowane wyłącznie do pojałtańskiej Polski, celowo pomijając polskie czynniki polityczne i wojskowe pozostające na emigracji.

Na tym etapie przedstawiciele Anglosasów chyba naiwnie myśleli, że skoro Mikołajczyk wszedł do komunistycznego rządu, to inni polscy politycy i wojskowi w podskokach pospieszą do kraju, by cieszyć się wolnością, demokracją i dobrobytem. Może sądzili, że na obszarze pomiędzy Odrą a Bugiem powstanie nowy wspólny rząd, a żołnierze z kraju i PSZ na Zachodzie utworzą jednolite, pozostające pod wspólnym dowództwem Wojsko Polskie. Ale to wszystko nie było takie oczywiste, jak mogłoby się wydawać Brytyjczykom.


Czytaj też: Desmond Doss – bohater wojenny, który odmówił noszenia broni


 

W dalszym ciągu istniały dwa ośrodki władzy i armii: ten w kraju, pod moskiewską kuratelą, i ten w Londynie, który choć już oficjalnie stracił uznanie aliantów, nadal funkcjonował. Zdezorientowani komuniści nad Wisłą zastanawiali się, czy na uroczystościach wystąpią też polscy żołnierze z PSZ na Zachodzie, czy pojawią się przedstawiciele ZSRR i Jugosławii. No i najważniejsze: co na to wszystko powie Józef Stalin, którego zdanie miało naturalnie decydujący głos w każdej ówcześnie sprawie.

Gdy włodarze Polski Ludowej rozważali, co począć z kłopotliwym zaproszeniem i czy w ogóle pojawić się na czerwcowej paradzie w burżuazyjnej Anglii, Brytyjczycy poszli o krok dalej. Po pierwsze zachodni sojusznicy w ogóle nie planowali zapraszać przedstawicieli PSZ na paradę zwycięstwa. Po drugie jednostronnie postanowili, że pozostające poza granicami kraju nad Wisłą i nieuznające komunistycznej władzy polskie wojsko należy zlikwidować. 15 marca 1946 roku na spotkaniu z przedstawicielami PSZ na Zachodzie zakomunikowali Polakom, iż armia polska pozostająca w zachodniej Europie musi zostać rozwiązana.

Parada Zwycięstwa bez Polaków

Uczestniczący w spotkaniu premier Wielkiej Brytanii Clement Attlee, minister spraw zagranicznych Ernest Bevin oraz szef Imperialnego Sztabu Generalnego marsz. Alan Brooke naturalnie zapewniali o swojej wdzięczności wobec polskich żołnierzy. Mówili, że nie będą zmuszać Polaków do powrotu do zawładniętego przez komunistów kraju, ale podkreślali równocześnie konieczność stopniowej likwidacji polskich oddziałów. Polacy z gen. Władysławem Andersem na czele z trudem przyjęli kolejne upokorzenie ze strony aliantów.

Każdy zdawał sobie sprawę, że rozwiązanie polskiej armii jest naturalnym następstwem końca wojny i cofnięcia uznania polskiemu rządowi w Londynie. Ale jednocześnie Polacy łudzili się, że sprawa rozwiązania PSZ rozłoży się w czasie na lata. Jakież było ich zaskoczenie, kiedy dwa miesiące później, na dwa tygodnie przed planowaną uroczystością z okazji zwycięstwa, oznajmiono polskim przedstawicielom, że likwidację Wojska Polskiego pozostającego na Zachodzie należy rozpocząć już teraz.


Czytaj także: Przeżył rzeź wołyńską, bo udawał martwego. “Odwróciłem się i czekałem na śmierć”


Żołnierzom chętnym do powrotu do kraju zamierzano szybko zorganizować możliwość repatriacji, a pozostałym miano umożliwić łagodne przejście do życia w cywilu, przesuwając ich początkowo do specjalnie do tego celu powołanego Polskiego Korpusu Przysposobienia i Rozmieszczenia (PKPR). W taki oto sposób Polacy zostali brutalnie pozbawieni złudzeń i postawieni pod ścianą. Zamiast prasować galowe mundury i glancować buty na paradę zwycięstwa, musieli martwić się, co począć, aby móc wyżyć na coraz mniej gościnnych Wyspach Brytyjskich.  Tymczasem, pomimo wątpliwości, nad Wisłą sposobiono się do londyńskiej parady i wytypowano oddział reprezentacyjny, na czele którego mieli stanąć wysokiej rangi polscy oficerowie. 

***

Kiedy wydawało się, że wszystko jest zapięte na ostatni guzik, a polski oddział reprezentacyjny lada dzień wyląduje na londyńskim lotnisku, rozpoczęły się kłopoty. Najpierw do opinii publicznej na Wyspach wyciekła informacja, że na defiladę nie zaproszono polskich żołnierzy z PSZ pozostających na Zachodzie. Wiadomość ta wzburzyła niektóre kręgi i szarpnęła sumieniami. „Daily Telegraph” 5 czerwca opublikował list w sprawie nieobecności Polskich Sił Zbrojnych w paradzie zwycięstwa, podpisany przez grupę posłów konserwatywnych, w którym można przeczytać: 

„W defiladzie tej wezmą udział Abisyńczycy, Meksykanie, Służba Zdrowia Fidżi, policja z Labuanu oraz oddziały robocze z Seszeli – i słusznie zresztą. Nie będzie tam jednak Polaków. Czyżbyśmy zatracili nie tylko poczucie perspektywy, lecz zarówno i nasze poczucie wdzięczności?”. 

Ostateczną odpowiedź MSZ złożyło na ręce ambasadora brytyjskiego w Warszawie 7 czerwca, w przeddzień defilady. „Naczelne Dowództwo Wojska Polskiego podjęło decyzję o wstrzymaniu się reprezentacji polskiej od udziału w Defiladzie Zwycięstwa” – napisano w liście. A jako główny powód podano:

„Rząd polski nieprzyjemnie zaskoczony został sposobem, w jaki Rząd Jego Królewskiej Mości udzielił gen. Bór-Komorowskiemu wszelkich ułatwień na wyjazd do Stanów Zjednoczonych. (…) Cel podróży gen. Bór-Komorowskiego do Stanów Zjednoczonych był wybitnie wrogi w stosunku do rządu i ustroju demokratycznego w Polsce”.

Takie absurdalne wytłumaczenie wprawiło w nie lada zdumienie Brytyjczyków, a nawet przedstawicieli polskiej ambasady w Londynie. Ale z drugiej strony każdy choć trochę zorientowany w niuansach ówczesnych stosunków międzynarodowych musiał wiedzieć, że za sznurki nad Wisłą pociąga ktoś zupełnie inny niż Bierut, Osóbka-Morawski czy Rola-Żymierski. Generał „Bór” Komorowski był tylko na siłę wyszukanym pretekstem odmowy. I tak oto na wielkiej paradzie zwycięstwa 1946 roku w Londynie zabrakło naszych rodaków. Byli Hindusi, Meksykanie, Brazylijczycy, Irakijczycy i Etiopczycy. A nie było Polaków.


Więcej ciekawych życiorysów wybitnych polskich generałów znajdziesz w książce Szymona Nowaka “Niechciani generałowie”. Książka do kupienia na tej STRONIE

parada zwycięstwa

[Głosów:1    Średnia:5/5]
Komentarze

REDAKCJA

Co Za Historia - nowoczesny portal historyczny. Udowadniamy, że przeszłość jest ciekawa!

1 Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.