Parada Zwycięstwa aliantów w Londynie. Dlaczego zabrakło na niej Polaków?

W dżdżysty i pochmurny czerwcowy dzień roku 1946 wielka parada zwycięstwa nad hitlerowskimi Niemcami i Japonią zgromadziła w Londynie setki tysięcy obserwatorów.  W całej tej masie żołnierzy radujących się z końca wojny na londyńskich ulicach zabrakło Polaków. Fragmenty książki Szymona Nowaka “Niechciani generałowie”.


Maszerowali niewyobrażalnie długą kolumną, wybijając równy rytm tysiąca nóg na londyńskich trotuarach. Grzmot defiladowych kroków odbijał się od frontów kamienic i wracał zwielokrotnionym echem na ulicę, skutecznie zagłuszając wojskowe orkiestry, maszerujące przy armiach państw zwycięskiej koalicji i wygrywające najróżniejsze melodie, często egzotyczne dla Europejczyków.

W dżdżysty i pochmurny czerwcowy dzień roku 1946 wielka parada zwycięstwa nad hitlerowskimi Niemcami i Japonią zgromadziła w Londynie setki tysięcy obserwatorów. Cały świat cieszył się z wiktorii koalicji sprzymierzonych i z zakończenia II wojny światowej. Po twarzach płynęły łzy radości i wzruszenia, a w górę leciały bukiety kwiatów. Główną część defilady na alei The Mall w loży honorowej przyjmowali król Jerzy VI i królowa Elżbieta wraz z królewską rodziną. Tuż obok stali: premier Wielkiej Brytanii Clement Attlee, były premier Winston Churchill (który choć wygrał dla Zjednoczonego Królestwa najkrwawszą z wojen – paradoksalnie przegrał ostatnie wybory), premier Kanady William Mackenzie King i premier Związku Południowej Afryki Jan Smuts.

Defiladę prowadzili najwyżsi rangą dowódcy sprzymierzonych, jadący w odkrytych jeepach. Za nimi posuwało się kilkaset pojazdów. Były tam czołgi, działa samobieżne, transportery opancerzone, samochody pancerne, amfibie, ciężarówki z armatami, wojskowe sanitarki i żołnierskie motocykle. Za zmotoryzowaną kolumną szli wojskowi reprezentujący trzydzieści narodów armii sprzymierzonych. Dwadzieścia tysięcy ludzi maszerowało w kolumnie rozciągniętej na przeszło piętnaście kilometrów. Pierwsi szli Amerykanie, których udział w zwycięstwie był bezdyskusyjny. Za nimi kroczyli Kanadyjczycy, Australijczycy, Nowozelandczycy i przedstawiciele Afryki Południowej.

W dalszej kolejności maszerowali Czesi, Belgowie, Norwegowie, Francuzi, Irańczycy, Meksykanie i Brazylijczycy. Paradę zamykali najliczniejsi przedstawiciele gospodarzy, czyli Anglicy, Szkoci, Walijczycy i Irlandczycy Północni. W kolumnie nie zabrakło osobliwych Hindusów w turbanach, Szkotów w kiltach oraz Greków w białych spódniczkach i w butach z pomponami. Na paradzie byli obecni żołnierze z Etiopii, sanitariusze z Fidżi, policjanci z Libanu i oddziały robocze z Seszeli. W całej tej masie żołnierzy radujących się z końca wojny na londyńskich ulicach zabrakło Polaków.

Polska – First to Fight

Polska jako pierwsza przeciwstawiła się zbrojnym zapędom dwóch zbrodniczych totalitaryzmów. Od 1 września 1939 roku nasz kraj odpierał najazd wojsk III Rzeszy, a 17 września przyjął od Związku Sowieckiego zdradziecki „cios w plecy”, będący następstwem paktu Ribbentrop–Mołotow. Najeźdźcy zajęli Polskę i podzielili ją między siebie według własnego uznania. Nasi sojusznicy, Wielka Brytania i Francja, pomimo wypowiedzenia Niemcom wojny 3 września, nie uczynili nic, aby wspomóc swoich polskich przyjaciół. Zachodni front we Francji drgnął ledwie o kilka kilometrów i zamarł w „dziwnej wojnie”.

W tym czasie z luków bombowców na niemieckie miasta leciało morze ulotek. Już rok później za swoją bezczynność względem Polski zapłaciła Francja. W niespełna miesiąc kraj ten padł pod niemieckim Blitzkriegiem, a na froncie walki pozostała osamotniona Wielka Brytania. I wtedy „najwierniejsi z sojuszników”, jak w pewnych kręgach nazywano Polaków, stanęli na wysokości zadania. Nie bacząc na zawód, jakiego doznali we wrześniu 1939 roku, ciągnęli na Wyspy Brytyjskie i wstępowali do tworzącego się tam Wojska Polskiego.

parada zwycięstwa

W pewnym momencie wojny Polacy stanowili naprawdę ogromne wzmocnienie obrony Szkocji, polscy lotnicy dokonywali cudów męstwa i skuteczności na angielskim niebie, a nasi marynarze pływali w niekończących się konwojach. Polscy żołnierze z powodzeniem walczyli w Norwegii (Narvik, 1940), we Francji (1940) i w Afryce Północnej (Tobruk, 1941). Nasze oddziały zajęły niezdobytą dotąd pozycję na Monte Cassino, walczyły w wielkiej bitwie pod Falaise oraz brały udział w brawurowej operacji Market Garden, która nieroztropnie posunęła się „o jeden most za daleko”. Żołnierze z białymi orzełkami wyzwolili Bredę, Anconę, Bolonię i zajęli niemiecki port w Wilhelmshaven.W przededniu końca wojny Polskie Siły Zbrojne (PSZ) na Zachodzie liczyły prawie 200 tysięcy żołnierzy. Była to niebagatelna siła, stanowiąca piątą co do wielkości armię walczącą w tym czasie na frontach. 

W początkowym okresie wojny polski rząd w Londynie liczył się na arenie międzynarodowej, a jednostki PSZ na Zachodzie były ważnym ogniwem armii sprzymierzonych. Wszystko zmieniło się diametralnie po wybuchu wojny niemiecko-radzieckiej, wejściu ZSRR do antyhitlerowskiej koalicji i zaangażowaniu się armii USA w działania zbrojne po stronie aliantów. Od tego momentu o ofensywach sprzymierzonych, o powojennych granicach i obszarach wpływów decydowała „wielka trójka” – prezydent USA Franklin Roosevelt, premier Wielkiej Brytanii Winston Churchill i sowiecki dyktator Józef Stalin. Z biegiem czasu władze polskie coraz częściej traktowane były w Anglii jak niechciani dzicy goście ze Wschodu, a nie jako równorzędny sojusznik i partner polityczny. Pomimo tego do końca wojny Wojsko Polskie wykorzystywano na wszelakich frontach Europy, kierując polskich żołnierzy niejednokrotnie na najtrudniejsze odcinki walki.

Parada Zwycięstwa w cieniu Stalina

Mogłoby się wydawać, że po kapitulacji Niemiec i zakończeniu wojny w Europie Polacy powinni mieć gwarancję niepodległości – zachowania granic na wschodzie, a rozszerzenia ich na zachodzie kosztem pokonanej niemieckiej Rzeszy. Wraz z końcem najkrwawszej z wojen do kraju powinni powrócić polscy żołnierze z PSZ na Zachodzie oraz prawowity rząd z wychodźstwa. Rząd ten, który od września 1939 roku zachował ciągłość władzy, winien stać się strażnikiem wolnych, demokratycznych wyborów przeprowadzonych w oswobodzonym od okupantów kraju. Nic bardziej mylnego.

Już podczas konferencji w Teheranie (jesień 1943 roku) przywódcy mocarstw przyjęli wstępne porozumienie dotyczące kształtu powojennej Europy. Według tych postanowień obszar Polski pozostawał w sowieckiej strefie wpływów, a jej wschodnia granica została przesunięta daleko na zachód, jak sobie tego życzył Stalin. Powyższe uzgodnienia dotyczące Polski zostały potwierdzone na konferencjach w Jałcie i Poczdamie, a gwarantem rzekomej niezależności naszej ojczyzny miały być pilnowane przez Stalina demokratyczne wybory.

***

Pomimo wspólnego pokonania Niemiec w Europie oraz walki przeciwko Japonii na Dalekim Wschodzie, koalicyjnych sojuszników dzieliło coraz więcej. Było to ledwie przygrywką do mającej niebawem nastąpić „zimnej wojny”, która zmroziła cały świat na kolejne dekady. Po zakończeniu walk w Europie Stalin nie czekał na wspólne świętowanie zwycięstwa z aliantami zachodnimi. Już pod koniec czerwca 1945 roku w Moskwie urządzono ogromną paradę zwycięstwa, która miała pokazać światu, które z mocarstw tak naprawdę pokonało Hitlera. 

Kulminacyjnym momentem defilady było rzucenie pod mauzoleum Lenina dwustu zdobytych niemieckich sztandarów. Ale to jedynie gest – przecież nie Lenin wygrał tę wojnę. W chwale zwycięzcy cały czas pławił się Józef Stalin, grający rolę równocześnie dobrego wujka i szefa najpotężniejszego państwa na świecie, który nie cofnie się przed niczym, mając pod sobą tak olbrzymią potęgę militarną. W moskiewskiej paradzie, ma się rozumieć, nie mogło zabraknąć przedstawicieli „ludowego” Wojska Polskiego (LWP) z komunistycznej Polski. Przy dźwiękach sowieckich marszów polscy żołnierze LWP raźno szli krok w krok ze swoimi towarzyszami z Armii Czerwonej i NKWD.

Komentarze

REDAKCJA

Co Za Historia - nowoczesny portal historyczny. Udowadniamy, że przeszłość jest ciekawa!

1 Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.