Ostatnie chwile III Rzeszy. Jak Niemcy zrobili z Warszawy twierdzę obronną

Dnia 18 października 1944 roku dowodzący 9 Armią gen. Walther von Lüttwitz wytyczył obszar Festung Warschau.  Zburzone i rozkradane przez okupanta miasto miało zatrzymać pochód Armii Czerwonej. Fragment książki Marcina Ludwickiego “Płonące pustkowie. Warszawa od upadku Powstania do stycznia 1945. Relacje świadków“. 


Zewnętrzna pozycja obronna twierdzy biegła poza miastem, od Rudy Ewansa przez Marymont, Parysów, na zachód od Fortu Bema, przez Fort Wola, Radiostację, Ksawerów, Fort Legionów Dąbrowskiego, przez Czerniaków do Siekierek. Sama twierdza obejmowała pierścieniowaty obszar wyznaczony linią od północnego skraju Cytadeli, przez plac Inwalidów, do obwodowej linii kolejowej w rejonie Dworca Gdańskiego, tory kolei obwodowej do gazowni na Woli, Czyste, południowy skraj Filtrów, kościół na placu Zbawiciela, Sejm, brzeg Wisły na południe od mostu Poniatowskiego, aż po lewy brzeg Wisły do Cytadeli. Dowódcą dywizji został gen. mjr Hellmuth Eisenstuck.


Festung Warschau


„Uwzględniając wszystkie aspekty wynikające z oceny sytuacji operacyjnej oraz znaczenie operacyjne i taktyczne Warszawy, trudno jest znaleźć uzasadnienie podjętej decyzji przekształcenia Warszawy w twierdzę i budowania jej na gruzach zburzonego miasta. Względy wojskowe związane z organizacją obrony nad środkową Wisłą wymagały bowiem zachowania zabudowań miejskich, przynajmniej większej ich części jako doskonałych punktów oporu w przypadku toczenia walk ulicznych”.

Przygotowania do obrony

Prace fortyfikacyjne prowadziło kilkanaście kompanii saperów. Doskonale przenikali się i uzupełniali z burzącymi i rabującymi Warszawę dwoma pułkami policyjnymi. „Twierdza składała się z pozycji zewnętrznej (trzy tarasowo usytuowane linie punktów oporu), pozycji głównej, wewnętrznych rejonów umocnionych i stanowisk ogniowych artylerii. Pozycja główna przebiegała wzdłuż Wisły, z transzei (do 4 linii) schronów bojowych (3–5 na km) i wzajemnie się uzupełniających punktów oporu na linii od Dworca Gdańskiego do Dworca Warszawa Zachodnia. Stosowano zasieki i pola minowe. W rejonach umocnionych bunkry i przystosowane budynki uzupełniały pozycję główną”. 

Na początku listopada Kordian Tarasiewicz jeżdżący po Warszawie z niemieckim zezwoleniem na pozyskiwanie pulpy, znalazł się przed hotelem „Polonia”. Ogarnęło go dziwne uczucie, że choć przecież doskonale zna to miejsce, czegoś mu w nim brakuje, że z krajobrazem stało się coś dziwnego. Rozglądał się dość długo wokół i zastanawiał, cóż takiego się stało.

Wreszcie uświadomił sobie, co mu nie pasowało: w Alejach Jerozolimskich wycięte zostały wszystkie drzewa, usunięte wszystkie latarnie i słupy tramwajowe. Zapytał konwojującego Niemca, o co tu chodzi. Ten odpowiedział: „A, to jest nasza tajemnica”. Nagabywany jednak podczas powrotu z Warszawy zdradził Tarasiewiczowi, że w Alejach ma powstać pas startowy dla samolotów, część Festung Warschau.

Ofensywa styczniowa

Front ruszył 12 stycznia 1945 roku. Armia Czerwona i dwie armie Wojska Polskiego rozpoczęły operację wiślańsko-odrzańską, zwaną ofensywą styczniową. W ciągu dwudziestu trzech dni pas wojsk o szerokości 500 kilometrów przesunął się o 450–500 kilometrów do przodu, osiągając Odrę i Nysę Łużycką, i zbliżył się na odległość 60–70 kilometrów do Berlina. Tempo natarcia zmasowanych wojsk było bardzo szybkie, wynosiło 20–22 kilometry na dobę. Niemcy nie byli w stanie zorganizować żadnej trwałej obrony. W niemieckim Naczelnym Dowództwie Wojsk Lądowych zapanował chaos i panika. Od 15 stycznia trwał odwrót niemieckich jednostek z linii Wisły na zachód. 

W późnych godzinach popołudniowych 17 stycznia szef sztabu Naczelnego Dowództwa Wojsk Lądowych, gen. Heinz Guderian otrzymał meldunki o coraz groźniejszej dla Niemców sytuacji w rejonie Warszawy. Oficerowie oddziału operacyjnego „zaproponowali takie ustalenie linii oporu do dalszej obrony, jak gdyby miasto już znajdowało się w rękach wroga”. Szef oddziału operacyjnego twierdził, że Niemcy muszą utracić Warszawę „i niewykluczone, że wojska nasze już opuściły miasto. Łączność z twierdzą warszawską jest przerwana”.

Kiedy Guderian raportował Hitlerowi sytuację, otrzymał meldunek od komendanta twierdzy warszawskiej. „Z meldunku tego wynikało, że miasto znajduje się jeszcze w naszym ręku, lecz ewakuacja nastąpi jeszcze tej nocy. Gdy zameldowałem o tym Hitlerowi, wybuchnął gniewem i rozkazał utrzymać Warszawę za wszelką cenę. Polecił mi natychmiast wydać odpowiednie rozkazy i z oburzeniem odrzucił moją uwagę, że nadejdą one za późno. Załoga Warszawy, która według mego pierwotnego planu miała się składać z jednej dywizji fortecznej, wskutek wcześniejszego przerzucenia niektórych oddziałów na front zachodni liczyła tego dnia zaledwie cztery bataliony forteczne o nieznacznej zdolności bojowej oraz kilka oddziałów artylerii i saperów”. 


Czytaj także:


Furia Hitlera

Załoga ta w żadnym razie nie była w stanie utrzymać miasta i gdyby komendant wykonał rozkaz Hitlera, niechybnie dostałby się do niewoli. Toteż komendant, chociaż otrzymał rozkaz jeszcze przed ewakuacją, postanowił ze swą załogą wycofać się z Warszawy. Teraz gniew Hitlera nie znał już granic. Całkowicie stracił z pola widzenia straszliwą sytuację ogólną, przestał się nią interesować i dostrzegał tylko jedno – klęskę warszawską, która w ramach ogólnej sytuacji miała przecież tylko podrzędne znaczenie.

Najbliższe dni stały wyłącznie pod znakiem tego zdarzenia oraz szukania sposobów ukarania Sztabu Głównego, który za nie rzekomo ponosił odpowiedzialność”. Pod sąd wojenny oddani zostali: gen. Friedrich Weber, ostatni komendant twierdzy, rozstrzelany za tchórzostwo i niewykonanie rozkazów, płk Bonin, szef oddziału operacyjnego Naczelnego Dowództwa Wojsk Lądowych, oraz pracownicy tego oddziału, płk Knesebeck i ppłk Christen, oskarżeni o defetyzm i przekazywanie nieprawdziwych meldunków.

W Festung Warschau pozostały jedynie cztery bataliony forteczne i nieliczne pododdziały saperów. Okazało się zatem, że nacierająca na Warszawę 1. Armia Wojska Polskiego miała przed sobą jedynie siły osłonowe. Do poważniejszych starć na przedmieściach i w samym mieście dochodziło sporadycznie. Nad ranem 17 stycznia piechota stoczyła potyczkę w okolicach Lasku Bielańskiego. Niemcy wycofali się do Cytadeli bronionej przez około 250 żołnierzy.

Forteca padła po krótkotrwałych, choć intensywnych, zmaganiach. Na skrzyżowaniu Alej Jerozolimskich i Nowego Światu doszło do walk z kontratakującą niemiecką kompanią piechoty wspieraną przez sześć pojazdów pancernych. W obliczu przewagi Polaków Niemcy wycofali się jednak do Dworca Głównego i tam zostali pokonani. Do godziny piętnastej 17 stycznia ruiny Warszawy zostały oczyszczone z żołnierzy niemieckich. Do Warszawy już powracali mieszkańcy.

[Głosów:17    Średnia:3.6/5]
Komentarze

REDAKCJA

Co Za Historia - nowoczesny portal historyczny. Udowadniamy, że przeszłość jest ciekawa!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.