Ostatni kosynierzy z Gdyni. We wrześniu 1939 r. bronili wybrzeża przed Niemcami

12 września zapadła decyzja o opuszczeniu Gdyni, by uchronić ją przed zniszczeniem. Wtedy oddziały polskie opuściły front i przeszły na Oksywie. Pozostawiono tylko oddział wartowniczy oraz trzy drużyny strzeleckie z 2 Morskiego Pułku Strzelców. W nocy na 13 września wysadzono most. Niemcy zaatakowali 13 września, ale miasto zdobyli dopiero rano 14. Co do kosynierów to narosło wiele legend i sprzeczności. Relacja Rusinka mówi o tym, że kosynierzy byli ostatnim wojskiem polskim, które opuściło Gdynię 14 września. Uprzednio wytrzymując kolejne natarcia nieprzyjaciela i powstrzymując go ogniem.


CZYTAJ TAKŻE:


Nie odnajduje to jednak potwierdzenia w żadnych dokumentach, meldunkach czy innych relacjach a biorąc pod uwagę powojenną karierę i retorykę Kazimierza Rusinka, można tę historię włożyć między bajki. Najbardziej prawdopodobną i choć częściowo udokumentowaną wersję wydarzeń przedstawił pisarz i dziennikarz Edmund Kosiarz:

“O godzinie 18.00 pierwsze patrole konne hitlerowców dotarły do wylotu ulicy Świętojańskiej. Tam zostały powitane ogniem z placówki obsadzonej przez Kosynierów i grupę artylerzystów z 3 baterii artylerii przeciwlotniczej. Ogień nie był silny, ale powstrzymał hitlerowców przed wkroczeniem do Gdyni. W nocy drużyny osłonowe wraz z Kosynierami przedostały się do portu handlowego, a stamtąd przez kanał portowy przeprawiły się na Kępę Oksywską. Rano do opuszczonej przez oddziały polskie Gdyni wkroczyły wojska hitlerowskie”.

Dalsze walki

Na kępę Oksywską z opóźnieniem przedzierały się oprócz oddziałów do których nie dotarły rozkazy, również niezorganizowane w ogóle lub częściowo, oddziały ochotników. Ochotnicy ulokowali się w koszarach Marynarki Wojennej a dowództwo nad nimi przejął podpułkownik Wężyk. 

Było tam około 1.000 ludzi. Kosynierzy, marynarze i żołnierze z rozbitych oddziałów. Nawet w tej końcowej fazie walk, część wolontariuszy uzbrojona była w kosy. Podporucznik saperów Jan Żelewski wspominał wydarzenie z 14 września:

“W czasie obiadu ujrzałem zjawisko, które w pierwszej chwili wydawało mi się snem. Oto od strony Podgórza zdążała ku mnie grupka młodzieży około dwudziestu. Zamiast broni mieli koszy przekute pionowo po racławicku. Słyszałem już o tej robotniczej młodzieży pod wodzą Rusinka. Chcieli się bić, ale zabrakło dla nich mundurów i karabinów. Zbliżyli się. Jeden z nich zasalutowawszy zapytał czy mogą dostać obiad. Okazało się, że w kuchni coś jeszcze jest, pobiegli wiec ochoczo do kotła”.


POLECAMY KSIĄŻKĘ:

kosynierzy


2 Kompania Kosynierów wraz z regularnym wojskiem brała udział w walkach na Oksywiu. 15 Września brała udział w udanym ataku na Dębogórze. Udało się odrzucić Niemców aż do drogi na Rumię. Tam jednak pod silnym ogniem artylerii i broni maszynowej musiała się cofnąć do lasu i opuścić wcześniej zdobyte Dębogórze. Kompania licząca około 160 ludzi była w 30% uzbrojona w kosy i walczyła do 18 września, kiedy to miała osłaniać odwrót przy szosie Suchy Dwór. Tam dostała się jednak pod silny ogień CKMów. Sosę udało się przekroczyć jedynie grupce oficerów i 30 – 40 żołnierzom. Wówczas  kompania kosynierów przestała istnieć. Żołnierze ulegli rozproszeniu albo dostali się do niewoli.

Ostatnie bitwy 

1 Kompania Kosynierów, pierwotnie przewidziana do wsparcia ataku na Dębogórze, z niewiadomych przyczyn nie wzięła w nim jednak udziału. Żołnierze całkowicie uzbrojeni w broń palną 18 września w składzie 1 oficer, 2 sierżantów, 4 plutonowych i 141 szeregowców, broniła szkoły im. Piłsudskiego w kolonii Oksywie i 19 Września została wzięta do niewoli.

Ostatnie związki zwane kosynierami walczyły w obronie koszar Marynarki Wojennej. 18 września w ataku kombinowanych oddziałów udało się opanować kotlinę Obłuże i połączyć z siłami polskimi w samym Obłużu. Podpułkownik Wężyk wysłał na pierwszą linię niesformowane do końca oddziały kosynierów w sile 90 ludzi, którzy walczyli całą noc z 18 na 19 września.

19 rano wysłano dwa plutony kosynierów, około 140 ludzi do Obłuża, celem wzmocnienia oblężonych żołnierzy pułkownika Słodkowskiego. Kosynierom nie udało się niestety przebić. Polacy w ostatnim etapie bronili się na skrawku ziemi o wymiarach 5 km na 2 km. Po ostrzale artyleryjskim i dwugodzinnych walkach, Niemcy  ostatecznie zajęli koszary. 

Represje wobec kosynierów

Wtedy też ostatecznie kończy się historia ostatnich polskich kosynierów. Człowiek, który po wojnie nazywał się “ojcem Czerwonych Kosynierów”, Kazimierz Rusinek, wmieszał się w tłum jeńców z dokumentami wystawionymi na “porucznik Rusin”. Bał się represji jakie spotykały każdego podejrzanego o bycie kosynierem.

Niemcy nazywali ich przestępczymi bandami i skazywali na śmierć. Wielu mieszkańców Gdyni spotkało się właśnie z takim traktowaniem. Po zajęciu miasta przez Wehrmacht aresztowano około 4.000 osób w poszukiwaniu “Rote Hunde” (czerwonych psów).

Niestety pamięć o tych ludziach została świadomie nieco zatarta, a to za sprawą Rusinka. Ten, który szczycił się mianem organizatora i dowódcy oddziałów ochotniczych. Ten, który nazywał ich “Czerwonymi Kosynierami” i na siłę wpisując w narrację peerelowskiej polityki oraz tworząc z nich narzędzie propagandowe oraz dźwignię własnej kariery. Właśnie on zszargał w ten sposób ich imię.

Mity i fakty 

To prawda, że PPS było tym katalizatorem, który umożliwił utworzenie kompanii kosynierów, jednak tym ludziom było daleko do polityki, byli to po prostu patrioci, Polacy chcący bronić swojej ojczyzny. Stanisław Wielgucki, jeden z z uczestników walk we wrześniu ´39 po latach wspominał:

“Byłem kosynierem, ale nie czerwonym. Może z 10 procent było czerwonych, reszta to normalni ludzie, którzy chcieli bronić ojczyzny, choć nie byli żołnierzami… Po wojnie zaczęło się mówić „czerwoni”, jakoś nie protestowałem, zresztą co by to dało…”.

Do tego należy dodać, mnożącą się co roku, nieprzebraną ilość bohaterskich czynów i postaw “Czerwonych Kosynierów”, dopisywanych w czasach komunistycznych przez Rusinka. Mity i fakty wymieszały się tak bardzo, że trudno czasami oddzielić jedno od drugiego. Nadszarpnęło to tak bardzo reputację tych dzielnych ludzi, że zaczęto wręcz negować autentyczność całości wydarzeń a na to na pewno nie zasłużyli. Czas by pamięć o nich znów stała się wyraźniejsza.


Źródło: OKRUCHY HISTORII

[Głosów:16    Średnia:3.5/5]
Komentarze

OKRUCHY HISTORII

Okruchy historii to blog historyczny oparty o ciekawostki i mniej znane fakty ubogacone o zdjęcia w dobrej jakości.

1 Comment

  • Najsmutniejsze, że ulice Gdyńskich Kosynierów mają Rumia, Gdańsk, Słupsk, Elbląg i Grudziądz, a nie ma takiej ulicy Gdynia.
    Kiedyś w Gdyni główna ulica (wschód-zachód) nosiła nazwę Czerwonych Kosynierów, ale właśnie ze względu na tych “Czerwonych” miasto od niej odeszło na rzecz pierwotnej (jeszcze przedwojennej) nazwy i tak mamy tu teraz ulicę Morską.
    Wstyd, że właśnie to miasto, którego bronili, nie chce o Nich pamiętać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.