Ostatni kosynierzy z Gdyni. We wrześniu 1939 r. bronili wybrzeża przed Niemcami

Kosynier to ikona polskiej walki o wolność i tożsamość narodową. Wizytówka powstań niepodległościowych i bitew takich jak ta pod Racławicami. Każdy potrafi sobie wyobrazić chłopa w kościuszkowskiej czapce. Komu przyszłoby jednak do głowy, że kosynierzy, choć inaczej umundurowani, ale jednak z kosami na sztorc, wzięli udział w walkach o ojczyznę we wrześniu 1939 roku. 


Dodać należy, że wykazali się zarówno dużym męstwem jak i wyjątkową skutecznością. Niemcy panicznie bali się tych mężczyzn z kosami, czatujących na nich w lasach polskiego wybrzeża. Nadali im nawet nazwę: “czarne diabły”. Poniżej krótka historia ostatnich kosynierów, którzy oddawali życie za wolną Polskę.

Przed wybuchem wojny w 1939 roku siły wojskowe obrony wybrzeża liczyły zaledwie 15 tysięcy ludzi. W skład ich wchodziły dwa morskie pułki strzelców przekształcone z morskich batalionów strzelców, łącznie 4 bataliony. Cztery bataliony Morskiej Brygady Obrony Narodowej, morski dywizjon artylerii przeciwlotniczej, dwie kompanie saperów oddziały policji i straży granicznej. Z tego powodu już przed napaścią Niemiec na Polskę, w gdyńskich kręgach poruszana była sprawa oddziałów ochotniczych.

Dodatkowym czynnikiem był entuzjazm i poczucie patriotyzmu samego społeczeństwa. Inicjatywa utworzenia takowych oddziałów wyszła ze środowisk organizacji rezerwistów i była pozytywnie oceniana przez pułkownika Stanisława Dąbka. Pomysł nabrał kształtu po reorganizacji Dowództwa Obrony Wybrzeża, na Dowództwo Morskiej Obrony Wybrzeża i Dowództwo Lądowej Obrony Wybrzeża, oraz aprobacie Dowództwa Okręgu Korpusu VIII w Toruniu przy zgodzie Dowództwa Floty.

Tworzenie ochotniczych jednostek

Oddziały ochotnicze miały być tworzone po ogłoszeniu mobilizacji, planowano zorganizować trzy bataliony Morskiej Brygady Ochotniczej pod rozkazami podpułkownika piechoty Mariana Hyli. Cały plan miał jednak jeden mankament. Problemem było uzbrojenie, którego brakowało nawet dla regularnego wojska. Z tego też powodu, kiedy 24 sierpnia 1939 roku ogłoszono mobilizację, wysłano ochotników do budowy umocnień i kopania rowów strzeleckich oraz przeciwczołgowych.

W tych pracach miało wziąć udział około 2 do 2,5 tysiąca ludzi. 1 września podpułkownik Hyla, zgodnie z planem, przystąpił do tworzenia oddziałów ochotniczych. Już tego dnia, w punkcie werbunkowym przy ulicy Zgoda 4 w Gdyni miało się zgromadzić około tysiąca osób. Do punktu zgłaszali się również byli żołnierze jak i oficerowie, którzy albo nie zdążyli do swoich oddziałów albo nie otrzymali kart poborowych w ogóle. 

 Z pierwszych kilku setek wolontariuszy utworzono Pierwszą Kompanię Ochotników. Ludzi umundurowano i uzbrojono w broń wszelkiej maści, to co akurat było pod ręką. Pod rozkazami porucznika Wincentego Spyrlaka, kompania ruszyła w okolice Redłowa by wesprzeć 2 Morski Pułk Strzelców. Tego dnia utworzono również drugą kompanię pod rozkazami porucznika Władysława Cieślaka, jednak z powodu braku uzbrojenia ludzi odesłano do Redłowa. Kompania pozostawała do dyspozycji 2 Baterii Przeciwlotniczej, jednak udziału w walkach nie brała. Pozostałych ludzi pogrupowano w teoretyczne bataliony i ulokowano w okolicznych hotelach i budynkach publicznych, takich jak ZUS. 

Wrześniowi kosynierzy

Z powodu braku uzbrojenia i rozgoryczenia ochotników, którzy bronili się przed rozformowaniem, zdecydowano się wysłać ich do kopania rowów na tyłach oddziałów właściwych. Inicjatywę  pochwyciła gdyńska PPS, która już od pierwszego dnia wojny skupiała robotników wykonujących prace umoicnieniowe w bataliony pracy przy nowo powstałej Komendzie Drużyn Robotniczych. Na czele tej inicjatywy stanął gdyński radny i działacz PPS Kazimierz Rusinek, który wystosował odezwę:
“Towarzysze! Zanim dostaniemy broń, dajmy osłonę naszym żołnierzom!”.

kosynierzy, czerwoni kosynierzy

Kosynierzy gdyńscy – Andrzej Skibiński i jego syn Jan. Fot. Wikimedia Commons

Ludzie stawali się jednak coraz bardziej niecierpliwi i nalegali na przydzielenie ich do walki. Kiedy natrafiono na magazyn kos, przeznaczonych na eksport do Danii narodził się pomysł by użyć ich jako broni. 7 września, Rusinek na zebraniu w Komisariacie Rządu, zaproponował by przy braku karabinów użyć przekutych na sztorc kos. Szalony pomysł, o dziwo, spotkał się z aprobatą władz wojskowych.

Przygotowaniem kos, zależnie od źródeł, zajmowali się sami kosynierzy, robotnicy Warsztatów Żeglugi Polskiej lub kobiety zrzeszone w Przysposobieniu Wojskowym Kobiet. Prawdopodobnym wydaje się jednak, że każda z tych relacji jest prawdziwa, a kosy przekuwano nawet w małych prywatnych warsztatach. Należy nadmienić, że magazyn eksportowy nie był jedynym źródłem tej broni. Ostrza rekwirowano również w sklepach żelaznych, a gdy ich zabrakło na drzewcach osadzano metalowe szpikulce.

Czerwoni kosynierzy

Pierwszą kompanię nowego batalionu utworzono 8 września. Miał nim dowodzić podpułkownik w stanie spoczynku Stanisław Wężyk. Komisarz Franciszek Sokół dodaje, że ewidencję kosynierów prowadził major Adolf Dzierżyński ze sztabu Lądowej Obrony Wybrzeża. Zdecydowano aby kosynierzy posiadali karty mobilizacyjne, jako dokument formalnego wcielenia ich w szeregi wojska, tak aby figurowali jako regularni żołnierze, a nie „uzbrojeni bandyci”. 

Po utworzeniu pierwszej kompanii, 10 września zaczęto formować drugą, pod rozkazami porucznika rezerwy Stanisława Raucha. PPS wydała również odezwę do robotników, by wstępowali w szeregi “Czerwonych Kosynierów”:

“Towarzysze! Robotnicy Gdyni! Obok ludzi z łopatami stanie batalion kosynierów z bronią. Zrzućmy cywilne ubrania i przywdziejmy mundury naszej dzielnej Armii. Dziś w niedzielę, dnia 10 września wszyscy stawią się na ulecę Morską 98, bloki Gdyńskiej Spółdzielni Mieszkaniowej, przy Komendzie Drużyn Robotniczych”.

Odezwa miała na celu tworzenie dalszych oddziałów. Ponieważ pierwsza kompania została wyposażona w kosy i oddana do dyspozycji wojska 8 września. Choć nawet już dzień wcześniej na rozkaz pułkownika Dąbka, o godzinie 13 ruszyła do miejscowości Witomino przeprowadzając rewizję zabudowań w poszukiwaniu broni palnej i dywersantów. Na miejscu okazało się, że wszyscy mieszkańcy opuścili swoje domy, jednak w wyniku rewizji znaleziono 17 francuskich karabinów.

Akcję bez incydentów zakończono o godzinie 18. W tamtym czasie kompania składała się z 1 oficera podporucznika rezerwy Józefa Kąkolewskiego, 9 podoficerów i 128 szeregowych, którzy nigdy nie służyli w wojsku. Do 8 września kosynierzy pełnili funkcje wartownicze przy sztabie Lądowej Obrony Wybrzeża, wtedy to również otrzymali kosy jako broń. Pewnej nocy do podpułkownika Hyli przyszedł pułkownik Dąbek z rozkazem oddelegowania 200 uzbrojonych w kosy i piki żołnierzy, którzy po przełamaniu linii nieprzyjaciela przez regularne wojsko mają ścigać wroga.

Kosynierzy ruszają na front

11 września o godzinie 3 rano kosynierzy wyruszyli na swoją pierwszą akcję bojową. Rozkazem pułkownika Dąbka zostali oddani do dyspozycji dowódcy 1 Gdyńskiego Batalionu Obrony Narodowej majora Stanisława Zauchy. Kompanię podwieziono autobusami na drogę Chylonia-Kołeczkowo i o 7 rano rozlokowano na pozycjach. Major Zaucha przywitał nowo przybyłych, podniosłą przemową nawiązując do tradycji kościuszkowskich, kosynierów racławickich i powstańców z lat 1863 / 64.


kosynierzy


Zaznaczając, że terenem ich działań będą lasy, gdzie liczą się raczej bagnety a nie broń palna. Kompanię przerzucono w okolice Łężyc, dwa plutony kosynierów przyłączono do 2 Kompanii Obrony Narodowej, trzeci pozostawiono w odwodzie. Plan przewidywał atak ze wschodniego skraju lasu i odparcia Niemców z Łużyc oraz opanowania miejscowości. 

Koło godziny 13:30 Polacy zajęli pozycje na północno-wschodnim skraju polany. Trzeci pluton ON wraz z kosynierami i 2 CKMami natarł skrajem lasu, 2 pluton  i CKM uderzył przez otwarty teren po prawej stronie. Efektem było wycofanie się Niemców z lasu a polskie wojsko zajęło pozycje na wschodnim jego skraju. Niemcy próbowali kontratakować na pozycje 2 plutonu ON ale zostali odparci. W efekcie cofnęli się i pokryli pozycje Polaków ogniem artyleryjskim. Przez resztę nocy trwała wymiana ognia. Tego dnia kosynierzy odnotowali straty 3 zabitych i 8 rannych. Łączne straty związku bojowego, według majora Zauchy, wynosiły 15 zabitych i 20 rannych.

Nazajutrz oddział cyklistów zaatakował Niemców i odrzucił ich na południe. Kosynierzy wraz z oddziałami ON zabezpieczyli teren i przesunęli się w kierunku północno-wschodnim w stronę Rumi, która była atakowana przez wroga. 12 września o godzinie 17 oddziały zajęły pozycje na skraju lasu. Prawe i lewe skrzydło stanowiły oddziały Obrony Narodowej wraz z oddziałem CKM. Kosynierzy ulokowali się około 200 m za lewym skrzydłem.

Opuszczenie Gdyni

Patrol wysłany do zabudowań został ostrzelany przez Niemców z przeciwległych zalesionych wzniesień. Jednak Polakom udało się zdobyć część wrogiego taboru. Około godziny 18 rozległ się ogłuszający ostrzał 5 polskich CKMów i plutonu moździerzy. Pod ich osłoną kompanie ruszyły do ataku na niemieckie pozycje. Doszło do walki na bagnety i nieprzyjaciel został wyparty w głąb lasu. Kosynierzy cały czas dozbrajali się na broni zdobycznej lub po zabitych i rannych, tak, że 13 września większość oddziału była już w posiadaniu broni palnej. Część jednak nadal uzbrojona była w kosy i posługiwała nimi aż do ostatnich dni walki.

Komentarze

OKRUCHY HISTORII

Okruchy historii to blog historyczny oparty o ciekawostki i mniej znane fakty ubogacone o zdjęcia w dobrej jakości.

1 Comment

  • Najsmutniejsze, że ulice Gdyńskich Kosynierów mają Rumia, Gdańsk, Słupsk, Elbląg i Grudziądz, a nie ma takiej ulicy Gdynia.
    Kiedyś w Gdyni główna ulica (wschód-zachód) nosiła nazwę Czerwonych Kosynierów, ale właśnie ze względu na tych “Czerwonych” miasto od niej odeszło na rzecz pierwotnej (jeszcze przedwojennej) nazwy i tak mamy tu teraz ulicę Morską.
    Wstyd, że właśnie to miasto, którego bronili, nie chce o Nich pamiętać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.