Niemcy kazali Polakom budować domy wczasowe dla SS. Wstrząsające wspomnienia więźniów

Zaledwie 32 km na południe od Auschwitz znajdował się ośrodek wczasowy dla załogi obozu o nazwie Solahütte. Budynki zostały wzniesione dzięki ciężkiej pracy przymusowej  polskich więźniów z Oświęcimia oraz były przez nich obsługiwane. Prezentujemy fragmenty  ich wspomnień.


Wszystkie relacje zostały spisane z zachowaniem oryginalnej pisowni oraz adnotacjami osób spisujących wspomnienia więźniów. 

Solahütte: Antoni Syjota

W dniu 24 stycznia 1966 roku Antoni Syjota ur. w 1911 r. z zawodu stolarz, zamieszkały w Międzybrodziu Bialskim nr 215 złożył następującą relację dotyczącą działalności w okresie okupacji. 

Przed wybuchem wojny i  w okresie okupacji mieszkałem w Międzybrodziu. Pracowałem w hotelu noszącym nazwę “Sole-Tal” /dolina Soły/. Znajdował się on naprzeciw budynku, w którym obecnie mieści się Gospoda Ludowa. Pozostały po nim tylko ruiny. Przed wojną hotel był własnością Zawadzkiego z Katowic. W 1939 roku odebrali mu go Niemcy i przekazali Maksowi Polaczkowi z Gliwic. Początkowo grywałem tam w orkiestrze na dansingach. Od 1939 r. jako stolarz pracowałem przy naprawie mebli.

W 1941 r. zmarł Polaczek, a interes w dalszym ciągu prowadziła żona. Wtedy rozpocząłem pracę w charakterze kelnera w restauracji hotelowej. 

Z początkiem 1940 r. przywieziono kilkunastu więźniów Niemców i zatrudniono ich w kuchni. Jak się potem dowiedziałem od nich, byli to marynarze, którzy od 1936 r. przebywali w obozach. Oprócz Niemców pracowało też kilku Polaków / kobiety i mężczyźni /. Do hotelu często przyjeżdżali SS-mani z Oświęcimia, przeważnie w soboty na tzw. Kameradschafty (niem. braterstwo broni; tu: spotkania towarzyskie – przyp. red.). 


Czytaj także: Nastolatki hajlowały na terenie Auschwitz. Sprawa trafia do prokuratury

Solahütte


W 1941 r. rozpoczęto w Międzybrodziu budowę domu wczasowego dla SS-manów – SS-Hutte / obecnie dom wczasowy Z.Ch.O. /. Do pracy przy budowie przywieziono więźniów z obozu oświęcimskiego. Mieszkali oni w budynku znajdującym się poniżej budowanego baraku. Dom był okratowany, a SS-mani pełnili warty. Spośród więźniów pamiętam nazwisko Józefa Plaskury – pełnił rolę kapo i Hupsza. Praca w Międzybrodziu była ciężka. Więźniowie musieli nosić na plecach kamienie z kamieniołomu na teren budowy / ok. pół godziny drogi/. Drzewo natomiast przywieziono z Porąbki. 

Solahütte: Józef Plaskura

Na przełomie r. 1942/43 odesłano mnie wraz z 30 więźniami na okres około 10 miesięcy do Aussenkommando w Międzybrodziu koło Porąbki. Budowaliśmy tam barak wypoczynkowy dla SS. Szefem tego komanda był [Franz] Hössler. Praca w Międzybrodziu była bardzo ciężka, gdyż wszystkie materiały potrzebne do budowy nosili więźniowie 300 m w górę na plecach. Tam było jednak nieco bezpieczniej niż w obozie Oświęcim, a ludność okoliczna podrzucała więźniom wiele żywności. 

Tam też spotkałem się z moją rodziną. Bardzo częstym gościem wizytującym naszą pracę był Rudolf  Höss. Po ukończeniu budowy – Höss miał tam swój własny narożny pokój. Z wielką satysfakcją spędziłem w tym pokoju – po okupacji – jeden ze swoich urlopów. 

Pamiętam, ze gdy budowaliśmy obok tego domu piwnicę w skale – na przechowywanie produktów żywnościowych – przydzielono nam Niemca – wehrmachtowca jako strażnika. Został on ranny na froncie i przysłano go na pewnego rodzaju wypoczynek – powierzając mu zarazem nadzór nad nami. Zamieszkał tu wraz z żoną i dzieckiem. Ponieważ przyszedł z frontu nie znał warunków panujących w obozie. Traktował nas bardzo łagodnie – dzielił się z nami jedzeniem i papierosami. Gdyśmy mu opowiadali o okropnościach jakie mają miejsce w Oświęcimiu – nie wierzył. 

Przyjeżdżający wraz z swą żoną do Międzybrodzia [Gerhard] Palitzsch niejednokrotnie zwracał mu uwagę, że niewłaściwie z więźniami postępuje. Na tym tle dochodziło także do zatargów między żoną tego wehrmachtowca a żoną Palitzscha. Mimo wszelkich ostrzeżeń człowiek ten nie zmieniło swojego postępowania i po trzech miesiącach został z Międzybrodzia zabrany. 

Gerhard Palitzsch / Fot. Wikimedia Commons

Kiedy moje komando wróciło z Międzybrodzia do Oświęcimia, dowiedziałem się gdzie ów wehrmachtowiec mieszka i poszedłem tam. Żona jego powiedziała mi, że znajduje się w szpitalu dla obłąkanych. Przerzucono go bowiem z tamtej pracy wprost do Brzezinki, gdzie został zatrudniony przy gazowaniu i spalaniu na stosach. Okropności, w które nie mógł uwierzyć zobaczył na własne oczy. Skutek – choroba psychiczna.

Solahütte: Jan Baraniok

W okresie pracy  w “Bekleidungkaskamer” [magazynie odzieżowym – przyp. redakcji] jeździłem kilkakrotnie wraz z więźniami z magazynów kuchni do domu wypoczynkowego SS – “Solahütte” w Porąbce. Brali mnie ze względu na moja grę na akordeonie. 

30 kwietnia 1944 r. wyjechaliśmy z obozu do Porąbki na dwa dni. Nocowaliśmy na strychu, gdzie było pomieszczenie z oknami zakratowanymi. W następnym dniu, 1 maja uciekł jeden więzień z naszej grupy. Nazwiska jego nie pamiętam, wiem tylko, że był z 25 bloku i pochodził z Nowego Sącza. Wyszedł na podwórze, przylegające do lasu, trzepać koce. Zeszedł z nim jeden SS-man. Po chwili SS-man zauważył, że więźnia nie ma. Zgłosił naszemu kapie, który z nami jeździł, o ucieczce.


Solahütte


Zrobiono zbiórkę więźniów i liczono kilkakrotnie stwierdzając, że brak jednego – “einer feklt”. Zamknięto nas na górze zawiadamiając o ucieczce obóz w Oświęcimiu. W końcu załadowano nas do samochodu i odwieziono do obozu. O naszym nastroju nie trzeba  mówić  – byliśmy wszyscy pewni jak najgorszych konsekwencji.

Przyjechaliśmy po apelu. Ustawiono nas przed 24 blokiem. Po chwili nadszedł “Lagerfuhrer” Hossler. Przemawiał do nas, krzyczał każąc się wreszcie rozejść a kapie kazał zameldować się u siebie następnego dnia. Byliśmy pewnie dalszego ciągu na drugi dzień. Gdy kapo wrócił okazało się, że spisano z nim protokół, że nie uszło mu “na sucho”, lecz innych konsekwencji nie było. O ile wiem, więźnia, który uciekł nie schwytano. 

Solahütte: Jan Liwacz

W czasie jednej z takich wizyt była w tej grupie jakaś kobieta. Ktoś poinformował ją, że umiem zimnym żelazem rozpalić papierosa. Poprosiła, abym to zademonstrował. (…) Pręt żelaza rozgrzałem uderzając w niego młotkiem. Od pręta zapaliłem papierosa. Wówczas kobieta ta powiedziała: “Jednak ci Polacy to nie głupi naród!”. Bardzo przypadła mi do serca jej uwaga, lecz nie mogłem z tego powodu okazać radości, bo byłaby ona źle przyjęta przez towarzyszących jej SS-manów.

W czasie jednej z wizyt był w ślusarni i Himmler. Zapytał, czy potrafiłbym wykuć ładną lampę stojącą – do fortepianu, wieszak do przedpokoju, stolik do szachów itp. Wyjaśniłem, że jestem gotów to wykonać, ale musiałbym mieć jakiś ładny projekt. 

W czasie pobytu w obozie przywieziono mnie raz do Porąbki, gdzie budowano Solahütte (dom wypoczynkowy SS-manów obozu oświęcimskiego). Dla domu tego wykonywałem lampy ozdobne, klamki do drzwi, poręcze ogrodowe itp.

Z kustoszem Szymańskim i mgr. Tadeuszem Iwaszke udaliśmy się do Porąbki i na miejscu stwierdziłem, że zachowały się dwie lampy, wykonane przeze mnie w obozie oraz klamki drzwi wejściowych do obecnego Domu Wypoczynkowego Zakładów Chemicznych w Oświęcimiu. 


Fragmenty wspomnień pochodzą ze zbiorów Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu – zachowano oryginalną pisownię.

[Głosów:30    Średnia:3.7/5]
Komentarze

REDAKCJA

Co Za Historia - nowoczesny portal historyczny. Udowadniamy, że przeszłość jest ciekawa!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.