Największy absurd II wojny. Za namową rządu Brytyjczycy zabili w panice 750 tys. zwierząt!

Wojna to nie tylko ludzkie tragedie, ale również dramatyczne losy naszych braci mniejszych. Niedługo po niemieckiej inwazji na Polskę rozpoczęła się  wyciszana przez lata akcja, określana dziś mianem “british pet massacre”. W panice Brytyjczycy mieli uśmiercić blisko 750 tys. swoich ukochanych czworonogów. 


To był moment. Ulicami Londynu ciągnęły długie kolumny wytwornie odzianych obywateli z pupilami na rękach. Ludzie zmierzali w kierunku schronisk i gabinetów weterynaryjnych. Zwierzęta nie przeczuwały, że widzą swoich właścicieli po raz ostatni…

Wystarczył zaledwie tydzień, aby brytyjskie społeczeństwo uśpiło ogromną liczbę psów, kotów i gryzoni. Do akcji przystąpiono niedługo po przemówieniu premiera Neville’a Chemberlaina. Był 3 września 1939 r. Obywatele usłyszeli właśnie, że Wielka Brytania wstąpiła na wojenną ścieżkę z Adolfem Hitlerem.

Kraj ogarnęła psychoza strachu, w wyniku której doszło do masowego zabijania zwierząt. Według niektórych szacunków już po czterech dniach liczba zabitych czworonogów mogła sięgać nawet 400 tys. sztuk w samym tylko Londynie, co stanowiło 25 proc. populacji tamtejszych zwierząt domowych. Dlaczego Brytyjczycy w ogóle zdecydowali się na tak radykalny krok?

Rządowa instrukcja

Brytyjski establishment zakładał, że w związku z wybuchem nowego konfliktu konieczne stanie się magazynowanie racji żywnościowych. Prognoza ta posiadała całkiem mocne podstawy. Gdy w 1917 r. nasiliły się ataki niemieckich okrętów podwodnych, Zjednoczone Królestwo stanęło przed widmem głodu i potrzebą odpowiedniej aprowizacji. Założenia rządu musiały zatem w znacznym stopniu wynikać  z pamięci o ciężkiej sytuacji podczas I wojny światowej. 

Jednym z nurtujących problemów byli właściciele zwierząt domowych – obawiano się, że będą się oni dzielili posiadanym prowiantem  ze swoimi pupilami, powodując  poważne braki. Istniało również ryzyko, że ograniczona ilość żywności doprowadzi do sytuacji, w której zwierzęta zaczną głodować. 

Latem 1939 r. powołano specjalny  National Air Raid Precautions Animals Committee, którego zadaniem miało być wydawanie instrukcji dotyczących ochrony zwierząt w czasie wojny. Komitet szybko doszedł do wniosku, że właściciele muszą wysłać swoich czworonożnych towarzyszy na wieś, a jeśli byłoby to niemożliwe, powinni ich uśpić. 

Powyższe zalecenia opublikowano w specjalnej broszurce pt. “Porady dla właścicieli zwierząt”. Instrukcja ta, z dołączonym zdjęciem pistoletu do humanitarnego zabijania psów, zawierała w zasadzie jasną sugestię, które z proponowanych rozwiązań rząd uważa za najlepsze. Na rozwój dalszych wypadków wpłynął również apel w brytyjskim radiu, z którego wynikało, że zgodnie z kierunkiem prowadzonej polityki zwierzęta miały być w czasie wojny wyłączone spod ochrony państwa. 

Zwierzęta umierają w ciszy

“Rozległy się syreny.  I prawie natychmiast w ratuszu West Ham zapanowała panika, która doprowadziła do zagłady zwierząt” – odnotowała we wrześniu rada weterynaryjna  ze wschodniego Londynu. 

Wielu Brytyjczyków było jednak szczerze przekonanych, że dokonują właściwego wyboru. Wierzono, że tylko w ten sposób można oszczędzić zwierzętom przyszłych cierpień. Właściciel 11-letniego kota perskiego o imieniu Lulu tłumaczył na przykład motywy swojego postępowania tym, że nie zniósłby, gdyby znalazł się on w innych rękach lub został narażony na niebezpieczeństwo. Inna obywatelka, niejaka Betty Morell, wspominała natomiast, że jej matka zabiła kota, ponieważ pamiętała bombardowania  z czasów I wojny światowej i nie chciała, aby zwierzę błąkało się po ulicach. 

W wypowiedzi dla brytyjskiej stacji BBC starszy kustosz National Army Museum Pip Dodd zwracał uwagę, że dla niektórych uśpienie ukochanego psa lub kota było również związane z poczuciem obywatelskiego obowiązku: 

“Ludzie martwili się zagrożeniem bombowym i brakiem żywności, dlatego uważali za niewłaściwe posiadanie ‘luksusu’ w  postaci zwierzęcia w czasie wojny”.

Przyjmuje się, że w pierwszym tygodniu od wypowiedzenia Niemcom wojny przez Wielką Brytanię uśmiercono blisko 750 tys. zwierząt domowych. Określenie dokładnej liczby zabitych czworonogów jest dziś jednak praktycznie niemożliwe.

“Nie wiadomo dokładnie, jak wiele zwierząt zostało zabitych, ponieważ nie jest to fajna historia, nie pasuje do naszego wyobrażenia, że jesteśmy krajem miłośników zwierząt. Ludzie nie lubią pamiętać, że po pierwszych oznakach wojny poszliśmy zabić kotka”

stwierdziła w rozmowie z BBC brytyjska historyk Hilda Kean, autorka książki “Wielka masakra kotów i psów: prawdziwa historia nieznanej tragedii drugiej wojny światowej” (“The Great Cat and Dog Massacre: The Real Story of World War Two’s Unknown Tragedy”). 

“Pet massacre”

Część gabinetów weterynaryjnych sprzeciwiała się tym drastycznym środkom, ale w obliczu nalegań klientów nie przerwano w nich akcji usypiania zwierząt.  Maria Dickin, założycielka Ludowej Dyspensy dla Chorych Zwierząt miała po wszystkim powiedzieć, że osoby odpowiedzialne za “wykonywanie tego przykrego obowiązku nigdy nie zapomną tragedii tamtych dni”.

Pracownicy jednej z klinik wspominali później, że liczba zwierząt, które mieli uśmiercić była tak duża, że musieli zatrudnić dodatkowy personel obsługujący interesantów przez całą noc. Pojawiły się także problemy z paleniem ogromnych stosów złożonych ze zwłok psów, kotów, królików i papug. Bywało, że kolejki ustawione przed gabinetami ciągnęły się nawet przez pół mili. 

Masakra nie ominęła również zwierząt trzymanych w ogrodach zoologicznych. W zoo w Southend zabito wszystkie lwy, a w ogrodzie w Bristolu uśpiono niedźwiedzie polarne i niektóre małpy, przekazane potem do eksperymentów. 

Masowe zabijanie zwierząt przez Brytyjczyków może dziwić o tyle, że w pierwszych dniach wojny jedna z gazet wydawanych na Wyspach postanowiła zilustrować bezduszność zwolenników nazizmu, przywołując historię psa porzuconego przez pracownika niemieckiej ambasady. 

Opór

Oczywiście nie wszyscy ulegli temu “wojennemu trendowi” – jak nazywano niekiedy brytyjską akcję – i próbowali na własną rękę ratować zwierzęta. Szacuje się, że determinacja schroniska “Battersea Dogs & Cats Home” pozwoliła zachować przy życiu ok. 145 tys. psów. 

To co jednak budziło największe zgorszenie u obrońców praw zwierząt, to fakt, że nie zrezygnowano z ich usypiania nawet wówczas, gdy niebezpieczeństwo już minęło. W listopadzie 1939 r. Bruce Mitford, publicysta i hodowca psów, pisał na łamach magazynu “Time”:

“Codziennie dostarczane są dowody, że duża liczba psów jest nadal zabijana bez żadnego lepszego powodu niż to, że pozostawienie ich przy życiu jest niewygodne – pokazuje to jedynie, że właściciel nie potrafi docenić zobowiązań, które ma wobec swojego zwierzęcia”. 

W całej tej tragicznej historii szczególnie wyróżniają się prywatne inicjatywy ludzi, którzy nie mogli przejść obojętnie obok losu zwierząt przeznaczonych do uśpienia. Godna podziwu była postawa jednego z pracowników sklepu w Euston, który zajął się małym pieskiem klientki, chociaż osobiście nie był miłośnikiem zwierząt domowych. Jak sam potem tłumaczył:

“Tak naprawdę nie chciałem go mieć, ale nie miał domu. Pewnego dnia przyszła do sklepu i pokazała mi go, a on był tak kochany, że nie byłem w stanie znieść myśli, że mógłby zostać zabity”.

Plan Morrisona

Innym chlubnym przykładem była znana miłośniczka kotów, księżna Hamilton Nina Douglas, która prowadziła kampanię przeciwko okrutnym praktykom, organizując m.in. schronienie dla czworonogów na ogrzewanym lotnisku. Wielu mieszkańców wsi – zgodnie z instrukcją rządu – zdecydowało się ponadto przyjąć pupili swoich sąsiadów, przyjaciół i rodzin z ośrodków miejskich. 

Należy również nadmienić, że spora część właścicieli zwierząt żałowała później pochopnie podjętej decyzji. Nie brakowało przy tym oskarżeń pod adresem rządu, że to właśnie on – siejąc bezpodstawnie panikę w narodzie – przyczynił się do śmierci tysięcy niewinnych zwierząt. 


Czytaj także:


System dystrybuowania żywności zaczęto opracowywać w styczniu 1940 r. Wówczas brytyjskie elity polityczne na czele z Ministrem Żywności Williamem Morrisonem  przyznały wreszcie, że zwierzęta nie muszą wcale ginąć, gdyż rozsądne rozdzielenie racji pozwoli uchronić je przed głodem. Koncepcje te nie przemawiały już jednak do przerażonego społeczeństwa. Gdy Niemcy zaczęli bombardować Londyn, niektórzy obywatele znów wyruszyli w kierunku gabinetów weterynaryjnych…


Zdjęcie główne: Winston Churchill głaszczący Blackiego, kota pokładowego pancernika HMS Prince of Wales (zdjęcie ilustracyjne) / Fot. Wikimedia Commons

[Głosów:34    Średnia:3/5]
Komentarze

II wojna światowa w obiektywie

II wojna światowa w obiektwie - jedna z największych stron na polskim FB poświęconych historii. Ciekawe zdjęcia okraszone są szegółowymi opisami, a w przyszłości planowane sa także autorskie, profesjonalne filmy. Zachęcamy do wsparcia strony na: https://patronite.pl/IIwojnaswiatowawobiektywie

2 Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.