Najdziwniejsza bitwa II wojny światowej. Amerykanie i Niemcy walczyli w niej ramię w ramię!

Cóż, wszystko to zmieniło się kiedy John został przyjęty na studia do Koledżu. Norwich University w Vermont było jedną z największych akademii wojskowych w U.S.A. Początkowo również i tam był futbolistą, jednak po odwiedzeniu kursu jazdy konnej dla kadetów, zamarzył o zostaniu kawalerzystą. Fascynowała go walka na grzbiecie konia. Jak przystało na nietuzinkową osobę, kawalerii również nie pozostał długo wierny. Pewnego dnia na terenie gdzie trenowali kawalerzyści odbywała się parada wojskowa.

Lee miał okazję przejechać się w pojeździe pancernym i od tego momentu myślał już tylko o czołgach. Okazało się, że potrafi świetnie dostosować taktyki stosowane w kawalerii do działań jednostek pancernych. 11 maja 1942 roku John Lee ukończył akademię wojskową i został wysłany na szkolenie dla oficerów wojsk pancernych do Fort Knox. Po jej ukończeniu, w stopniu porucznika wcielono go jako dowódcę czołgu do 12 Dywizji Pancernej i wysłano najpierw do Anglii a potem 11 listopada 1944 roku do Francji. Tam biorąc udział w walkach na pograniczu Francji i Niemiec wykazał się wyjątkowym talentem dowódczym i odwagą. Otrzymał wiele odznaczeń w tym Brązową Gwiazdę. 9 grudnia, po śmierci dotychczasowego dowódcy Kompanii B, tę funkię powierzono Johnowi. W raportach pisano, że wyróżnia się nieprzeciętnymi zdolnościami dowódczymi, dużym doświadczeniem taktycznym i zdolnością przejmowania inicjatywy w czasie walki. Później uznano go za jednego z najlepszych dowódców czołgów swego czasu.

Studiowanie mapy przerwał młodemu kapitanowi warkot silnika. Zeskoczył ze swojego ukochanego czołgu, któremu nadał imię “Besotten Jenny” i stanął obok patrząc w kierunku z którego nadchodził hałas. Amerykanie poderwali się w gotowości, kiedy nagle zza rogu wypadł niemiecki Kübelwagen mało co nie rozbijając się na Shermanach. Z pewnością Niemcy nie przeżyliby tego spotkania gdyby nie biała flaga powiewająca przez otwarty dach. Kiedy samochód stanął, major Gangl i jego kierowca wysiedli niepewnie z rękoma w górze. Josef rozejrzał się po mierzących ze swej broni w jego kierunku Amerykanach. Nie mógł się pomylić wypatrując ich dowódcy.

Zwalista postać patrząca “spod łba”, na biodrze pistolet kalibru 45 mm i to cygaro w zębach. Nim Niemiec zdołał podejść w jego stronę i przedstawić się łamaną angielszczyzną, został dokładnie przeszukany przez GI’s. Wiele ułatwił list przekazany przez Krobota, który Gangl teraz wręczył “Jackowi”. Po przeczytaniu, Lee skontaktował się przez radio z dowództwem i przedstawił im sytuację. Jako, że on i jego ludzie byli najbardziej wysuniętą szpicą wojsk amerykańskich, otrzymał pełną autonomię i swobodę w podjęciu dalszych działań. Oczywiście John “Jack” Lee nie byłby sobą gdyby przypuścił okazję na taką przygodę. Przystał więc na propozycję Gangla i zapewnił pomoc. Jednak wpierw chciał sam rozeznać sytuację i zażądał by Niemcy zabrali go swoim autem do Wörgl oraz Itter.

Amerykański kapitan usadowił się na tylnym siedzeniu z bronią wycelowaną w plecy swoich “gospodarzy”. Obok niego zajął miejsce jego strzelec i towarzysz walk, Edward “Stinky” Szymczyk. Po drodze, gdy mijali grupki żołnierzy Wehrmachtu, “Jack” zauważył że patrzyli na majora rozpoznając go a on lekko kiwał im głową. Już w tedy Amerykanin musiał się zorientować, że Niemcy nie mają ochoty walczyć a na pewno umierać, przynajmniej nie wszyscy.

Na miejscu w Wörgl okazało się, że wszystkie oddziały SS zniknęły z miasta a pozostali w nim żołnierze Wehrmachu na widok dwóch ludzi w amerykańskich mundurach od razu się poddawali i składali broń. Było to dosyć dziwne ponieważ wojska alianckie były jeszcze daleko od miasta a SS mogło wrócić w każdej chwili i dokonać rzezi biednych żołnierzy uznając ich za zdrajców ojczyzny. John kazał im więc zachować swą broń do czasu wkroczenia właściwych sił. Na miejscu spotkał się również z Rupertem Hagleitnerem i we trojkę uzgodnili dalsze działania odnośnie znajdujących się w pułapce Francuzów.

Następnie niemiecki samochód ze swoimi dziwnymi pasażerami i kilkoma niemieckimi żołnierzami ruszył w stronę zamku Itter, klucząc blisko godzinę by nie natknąć się na jedną z blokad zorganizowanych przez SS. W momencie kiedy wjechali do wioski, drogą szedł właśnie Hauptsturmführer Shrader. Okazało się, że Gangl poznał go kiedy trafił na obersta Giehla, poręczył więc za niego u kapitana Lee.

Dwóch uzbrojonych francuskich VIPów, którzy zostali ustawienie w charakterze strażników przed bramą zamku, dostrzegło zbliżający się niemiecki samochód z białą flagą. Już po chwili rozeszła się po zamku nowina, że przybył amerykański oficer. Więzieni politycy mieli, jak się można było spodziewać, odmienne zdanie na temat Johna Lee. Były premier z lat 40 Paul Reynaud był pod wrażeniem młodego kapitana, spodobała mu się jego prostolinijna i pewna siebie postawa. Natomiast Edouard Dalaider, również premier Francji z lat 30 wyrażał się niezbyt przychylnie:
“…Surowy zarówno pod względem wyglądu jak i manier. […] Jeśli Lee jest odzwierciedleniem amerykańskiej polityki, to Europę czekają ciężkie czasy.”

Po krótkiej rozmowie, Amerykanin obiecał wrócić z większymi siłami i zapewnić Francuzom ochronę do czasu przybycia pozostałych wojsk alianckich. Miał podobno powiedzieć, że przybędzie z kawalerią. Paru żołnierzy majora Gangla pozostało w zamku pod rozkazami Hauptsturmführera Schradera, podczas gdy oficerowie ruszyli z powrotem do Kufstein.

Kapitan Lee po powrocie do reszty swoich sił starał się zorganizować coś w rodzaju “korpusu ekspedycyjnego”. Udało mu się zebrać pięć “Shermanów” z 753 Batalionu Pancernego i trzy oddziały piechoty z 143 pułku. Amerykanie wyruszyli z Kufstein krótko po godzinie 19. Co prawda za sprawą Zvonimira Čučkovića z Innsbrucka ruszył major John. T. Kramers na czele 103 Dywizji Piechoty, ale dotarcie do zamku miało zająć mu jeszcze trochę czasu a Lee obawiał się, że to mogło by okazać się za późno.

[Głosów:191    Średnia:2.8/5]
Komentarze

OKRUCHY HISTORII

Okruchy historii to blog historyczny oparty o ciekawostki i mniej znane fakty ubogacone o zdjęcia w dobrej jakości.

1 Comment

  • Ciekawe spojrzenie. Historia niby mi znana, ale najwidoczniej nie do końca. Tragiczny koniec głównych postaci świadczy raczej o fakcie, że na wojnie nie ma dobrych i złych. Są raczej same ofiary.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.