Najdziwniejsza bitwa II wojny światowej. Amerykanie i Niemcy walczyli w niej ramię w ramię!

Kiedy Niemcy napadły na Polskę, Gangl wraz ze swoim regimentem stacjonował w rejonie Saary przy Francuskiej granicy, nie wziął więc udziału w walkach na wschodzie. Jego pierwszym wojennym doświadczeniem, były starcia z francuskimi dywizjami, które 7 września 1939 roku na krótko przekroczyły granicę i weszły 8 km w głąb Niemiec. W trakcie Walk we Francji w 1940, służył jako zwiadowca 25 Dywizji Piechoty. Po francuskiej kapitulacji szkolił się na różnych kursach artyleryjskich. W 1941 roku już jako dowódca baterii haubic 105 mm artylerii polowej brał udział w walkach na Ukrainie, między innymi w bitwie o Kijów.

Do lutego 1942 roku został dwukrotnie odznaczony Krzyżem Żelaznym II i I klasy. W kwietniu przeniesiono go na stanowisko dowódcy jednostki wieloprowadnicowych wyrzutni rakietowych “Nebelwerfer” przy 25 Regimencie Artylerii. Na tym stanowisku pozostał na froncie wschodnim do stycznia 1944, kiedy to wysłano go do szkoły dla oficerów i przydzielono do 83 Werfer-Regiment wchodzącego w skład 7 Brygady Wyrzutni stacjonującej we Francji. Po inwazji w Normandii Josef Gangl i jego wyrzutnie zostały podporządkowane 12 Dywizji Pancernej SS “Hitlerjugend” i wysłane do walk o Cannes, gdzie jego brygada odegrała znaczącą rolę. Po klęsce niemieckich wojsk i zamknięciu ich w kotle pod Falaise przez aliantów, 7 Brygada zdołała się z niego wyrwać ponosząc ciężkie starty.

Następnie przegrupowano ją i wyposażono w nowy sprzęt. Brygada Gangla wzięła również udział w ostatniej niemieckiej ofensywie w Ardenach. Po przegranej cofając się w stronę Niemiec zachowała względną dyscyplinę i brała udział w działaniach opóźniających. Ostatnią walną bitwą Josefa Gangla była obrona Saabrücken, miasta leżącego na granicy Francji i Niemiec. Po niej, 34 letni Josef Gangl, otrzymał awans na Majora i Złoty Krzyż Niemiecki za zasługi i poświęcenie. Na początku kwietnia 1945 roku, kiedy dezorientacja i chaos w niemieckich szeregach osiągnęły apogeum, głównodowodzący 7 Brygadą Wyrzutni, generał Kurt Paape, skierował majora Gangla i jego 83 Regiment do obrony Twierdzy Alpejskiej. Było to dosyć kuriozalne, ponieważ regiment jak i cała 7 Brygada nie posiadały ani jednej wyrzutni a stan osobowy liczył 50%. Major Gangl wraz z garstką swoich ludzi ruszył jednak w stronę Obersalzbergu.

W Wörgl trafił na pułkownika Johanna Giehla i jego ludzi. Ten uważał wojnę za zakończoną i wydal rozkaz wszystkim żołnierzom pozostającym pod jego rozkazami, by poddali się najbliższym wojskom alianckim. W tym momencie Josef Gangl postanowił przyłączyć się do ludzi których spotkał w austriackim mieście. Nie jest jasnym co skłoniło go do tego kroku, zamiast na przykład skapitulować przed aliantami.

Być może chciał w ten sposób poprawić swoją pozycję i pokazać się z lepszej strony a nie tak po prostu iść w niewolę, lub faktycznie powodowały nim pobudki altruistyczne. W każdym razie, kiedy Andreas Krobot pojawił się z listem, prosząc o pomoc dla uwięzionych Francuzów, major nie wahał się by ją zapewnić. Miał jednak pewien problem, z jego regimentu zostało zaledwie 30 żołnierzy i to oni stanowili większość stanu osobowego ów austriackiego ruchu oporu. Nie mógł jednak zabrać ze sobą ich wszystkich, ponieważ obiecał niejakiemu Rupertowi Hagleitnerowi, przywódcy lokalnych antynazistów, pomoc w obronie ludności cywilnej Wörgl.

Mając jednak kartę przetargową w postaci więźniów z Itter zdecydował się poszukać pomocy u wroga. Major Gangl wsiadł do swojego Kübelwagen i wraz z kierowcą, niejakim Obergefreitrem Keblitschem ruszył w stronę Kufstein, gdzie spodziewał się spotkać Amerykanów. Podróż trwała około godziny, Niemcy mijali po drodze zarówno oddziały Wehrmachtu jak i Waffen-SS, jednak oficer w samochodzie nie był kimś kogo zatrzymywano by bez powodu. Dojechawszy na peryferie Kufstein z którego żołnierze III Rzeszy już prawie się wycofali, major i jego kierowca wywiesili białą flagę i skierowali się w stronę centrum. Za jednym z rogów budynku, niemalże wpadli na rozstawione na rynku amerykańskie czołgi M4 “Sherman”.

Rankiem 4 maja 1945 roku, kapitan John C. “Jack” Lee jr. wraz ze swoją Kompanią B z 23 Batalionu 12 Dywizji Pancernej, weszli na terytorium Austrii. Kompania B została wysłana do Kufstein jako wysunięty zwiad, po którym miały na ten teren wkroczyć pozostałe siły akermańskie. Po uporaniu się z niezbyt energicznym oporem Niemców w mieście, pięć “Shermanów” jak i towarzysząca im piechota zatrzymały się na rynku. Żołnierze odpoczywali licząc na to, że być może była to ich ostatnia bitwa jaką przyszło im stoczyć tej wojny. “Jack” siedział po turecku na wieży swojego czołgu i żując niedopałek cygara studiował mapę.

Dwudziestosiedmioletni, świeżo upieczony dowódca marzył o solidnym łyku i drzemce. Był żołnierzem cieszącym się dobrą reputacją zarówno u przełożonych jak i podwładnych. Tych pierwszych zachwycał nieszablonowym prowadzeniem walki i sporą inwencją. Był opisywany jako agresywny i nieustraszony dowódca. Przy tym dbał o swoich żołnierzy i traktował ich po koleżeńsku co oczywiście zapewniło mu ich oddanie. Przed wojną był gwiazdą Futbolu w Norwich High School. Dobrze się uczył a jego wykładowcy rysowali przed nim przyszłość akademicką, jednak jego celem było zostanie zawodowym futbolistą. Był utalentowanym sportowcem określanym jako kandydat na lidera.

[Głosów:188    Średnia:2.8/5]
Komentarze

OKRUCHY HISTORII

Okruchy historii to blog historyczny oparty o ciekawostki i mniej znane fakty ubogacone o zdjęcia w dobrej jakości.

1 Comment

  • Ciekawe spojrzenie. Historia niby mi znana, ale najwidoczniej nie do końca. Tragiczny koniec głównych postaci świadczy raczej o fakcie, że na wojnie nie ma dobrych i złych. Są raczej same ofiary.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.