Najdziwniejsza bitwa II wojny światowej. Amerykanie i Niemcy walczyli w niej ramię w ramię!

Jakiś czas temu austriacki serwis regionalny “Kitzbüchler Alpen” przeprowadził z nim wywiad na temat wydarzeń z 1945 roku. Hans miał w tedy 14 lat, i dobrze znał swoją okolicę jak i ludzi w niej mieszkających. Dobrze pamiętał również komendanta zamku Itter:

“[…] Powiedział swoim ludziom [Wimmer]: Teraz oddajcie broń Francuzom. Ale oni nie chcieli jej przyjąć, nie chcieli się sami bronić, liczyli na wyzwolenie i poprosili kucharza aby pojechał na rowerze na przeciw Amerykanom. Ten kucharz sam mi to opowiedział kiedy był tu na urlopie w 1972.[…] Wimmer Wast kazał Francuzom wystawić sobie zaświadczenie o ich dobrym traktowaniu i darowaniu im życia. Swoim 25 żołnierzom poradził na 2 dni przed wyzwoleniem by uciekli. Sam zaś dzięki dobrym kontaktom z właścicielem zajazdu Mühltal ukrył się na hali pod snopkiem siana na jego górskim pastwisku. Nie chciał wpaść w ręce Amerykanom, czekał aż przyjdą Francuzi jako okupanci. Wtedy się ujawnił, nie został jednak aresztowany i mógł się swobodnie poruszać. Zatrudnił się później w firmie Biochemicznej w Kundl. Hans pomógł mu załadować resztki jego dobytku na wóz drabiniasty, zaprzągł swoją grzeczną klacz Lorę i pociągnął to wszystko do Kundl, gdzie on [Wimmer] znalazł mieszkanie. Dwa lata później Wimmer odebrał sobie życie. Najwyraźniej dogoniła go jego przeszłość…”

Wnioski i refleksje na temat Sebastiana Wimmera jak i dalszych jego losów, każdy powinien wyciągnąć sam…

Wracając do dalszego przebiegu sytuacji, kucharz który ruszył na rowerze z listem napisanym przez jedną z kochanek przetrzymywanych prominentów Augustę Bruchlen, w poszukiwaniu pomocy nazywał się Andreas Krobot i był czeskim więźniem z Dachau. Francuscy “goście” na zamku w Itter, słusznie obawiali się operujących w pobliżu wiernych do końca III Rzeszy, oddziałów SS. 17 Dywizja Grenadierów Pancernych SS “Götz von Berlichingen”, pod rozkazami SS-Oberführera Georga Bochmanna, zmierzała właśnie w kierunku średniowiecznej warowni, by wykonać rozkaz Himmlera, który zaniedbał SS-Hauptsturmführer Sebastian Wimmer.

Francuzi mieli co prawda broń, pozostawioną przez zbiegłych strażników, jednak nie wierzyli by sami skutecznie mogli odeprzeć niemiecki atak. Poza tym pewnie ponieśliby już porażkę przy wyborze dowódcy z pośród swego zacnego grona. Świadomi tego zwrócili się o pomoc do przebywającego w Itter, o ironio, oficera SS. Hauptsturmführer Kurt-Siegfried Schrader jest kolejnym “bohaterem” tej barwnej opowieści. Ten oficer SS pochodzący z Magdeburga, był już w wieku 29 lat wysoko udekorowanym i zasłużonym żołnierzem. Służył od początku wojny i na wielu frontach. Odniósł rany pod Leningradem a później w Normandii, walczył przeciw aliantom cofając się razem z niemiecka armią. W styczniu 1945 roku, na skutek ponownie odniesionych ran, odesłano go do szpitala w Wörgl na leczenie i rehabilitację.

Do leżącej nieopodal wioski Itter ściągnął swoją żonę i dwie małe córeczki. Był częstym gościem na zamku, gdzie odwiedzał swojego przyjaciela Sebastiana Wimmera. W trakcie długich wizyt, poznał również przebywających tam więźniów. Najbliższe kontakty nawiązał z Léonem Jouhaux i jego partnerką a późniejszą żoną Augustą Bruchlen. Już w marcu jednak Rzesza upomniała się o Schradera. Pomimo niesprawnej nogi odesłano go do obrony mostu “Ludendorfa” na Renie, który został zdobyty przez aliantów 7 marca.

Niemalże z marszu przerzucono go jako oficera SS w stronę Węgier do obrony Budapesztu przed sowietami. Jednak gdy dotarł do Wiednia, madziarska stolica została już zdobyta. Kurt postanowił wrócić do rodziny, nie mógł mieć już złudzeń co do wyniku wojny. Kiedy dotarł do Itter, na progu pojawili się Léon Jouhaux i Augusta Bruchlen prosząc o pomoc w obronie przed ewentualnym oddziałem egzekucyjnym. Schrader zgodził się, zabrał ze sobą do zamku swoją rodzinę i w ten sposób został komendantem więzienia, choć teraz miał bronić wcześniej w nim zamkniętych ludzi. Jednak, czy podjęcie tej decyzji było podyktowane odruchem człowieczeństwa i chęcią pomocy? Czy raczej była to zimna kalkulacja na późniejsze losy swoje i swojej rodziny, w obliczu klęski Niemiec?

Krobot dotarł na swoim rowerze do Wörgl, gdzie natknął się na wszechobecnych i szykujących się do ostatecznej obrony SS-manów. Próbując uniknąć śmiertelnej konfrontacji trafił na ludzi z tak zwanego austriackiego antynazistowskiego ruchu oporu. Cóż, w Niemczech i Austrii byli ludzie sprzeciwiający się Hitlerowi i jego Partii. Jednak były to raczej odizolowane komórki i pojedyncze osoby, bądź też agenci obcego wywiadu próbujący budować swoje siatki. Należy zwrócić uwagę na fakt, że wraz z pogarszaniem się sytuacji na frontach i stającą się coraz bardziej realną porażką, ów antynazistów robiło się coraz więcej.

Niejednokrotnie sami naziści a nawet oficerowie stawali się przeciwnikami tworzonego przez siebie samych reżimu. Pozwolę sobie tu sparafrazować Heinricha Bölla. Napisał on w swojej książce “Zwierzenia Klowna”, że po wojnie każdy Niemiec, który nie zaciągnął zasłony w czasie zaciemnienia i dostał za to mandat twierdził później że to był wyraz jego oporu wobec nazizmu.

W każdym razie ten, dumnie nazywany w artykułach zarówno polskojęzycznych jak i przede wszystkim niemieckich, ruch oporu z Wörgl składał się zaledwie z kilku osób. Wśród tych ludzi znaleźli się również żołnierze Wehrmachtu, nie mający zamiaru dalej walczyć ani zginąć z rąk swoich rodaków w mundurach SS. Ich dowódcą był Major Josef “Sepp” Gangl. To właśnie on stał się później niejako ikoną wydarzeń wokół zamku Itter.

Już jako młody człowiek wiedział co chce zrobić ze swoim życiem. Urodził się w 1910 roku na Bawarii w Obertraubling, niedaleko Regensburga. W wieku 18 lat wstąpił do, ograniczonej w tedy przez traktat wersalski zaledwie do 100.000 ludzi, Reichswehry by zostać zawodowym żołnierzem. Karierę rozpoczął w 5 Regimencie Artylerii w Ulm. W 1935 już jako żołnierza nowo sformowanego Wehrmachtu, wcielono go do 25 Regimentu Artylerii w Ludwigsburgu. Tam też się ożenił i doczekał 2 córek.

[Głosów:188    Średnia:2.8/5]
Komentarze

OKRUCHY HISTORII

Okruchy historii to blog historyczny oparty o ciekawostki i mniej znane fakty ubogacone o zdjęcia w dobrej jakości.

1 Comment

  • Ciekawe spojrzenie. Historia niby mi znana, ale najwidoczniej nie do końca. Tragiczny koniec głównych postaci świadczy raczej o fakcie, że na wojnie nie ma dobrych i złych. Są raczej same ofiary.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.