Najbardziej okrutne i przerażające eksperymenty w historii świata! [WIDEO, FOTO 18+]

Postęp w medycynie bardzo często zostawiał za sobą wiele ofiar. Nie raz w imię nauki dokonywano drastycznych i makabrycznych eksperymentów. Przedstawiamy 10 najdrastyczniejszych i najstraszniejszych eksperymentów które zapisały się na czarnych kartach historii.

W imię nauki! Taki często początek miały najokrutniejsze badania w historii ludzkości. Przedstawiam państwu dzisiaj zestawienie 10 niezwykle “wyszukanych” oraz często kompletnie w moim odczuciu niepotrzebnych eksperymentów

Dekapitacja psa

Fot. YouTube/Screenshot

U schyłku lat dwudziestych Sergei Bruyukhonenko skonstruował wymyślną maszynę podtrzymującą przy życiu… uciętą wcześniej głowę psa. “Epokowy” moment prezentacji wyników badań odbył się na oczach wielu osób. Naukowiec podczas eksperymentu badał reakcję słowy stworzenia na bodźce zewnętrzne. Gdy świecił latarką w czy zdekapitowanego psa – ten mrugał, kiedy natomiast usiłował połaskotać go piórkiem – odcięty psi łeb usiłował go ugryźć.

Śmiałej prezentacji nie można nazwać sukcesem, ponieważ zebrani tłumnie ludzie, mocno zniesmaczeni i w zdecydowanej większości przerażeni tym co zobaczyli – zaczęli opuszczać salę nie czekając na śmierć zwierzęcia. Co ciekawe, środowisko nauki rosyjskiej doceniło starania badacza i pośmiertnie odznaczyło go nagrodą Lenina. 

Dwugłowy pies

Fot. io9.com

Kolejny przerażający i niestety “udany” eksperyment przeprowadził Władimir Demikow. W 1954 r. stworzył on przerażające stworzenie o dwóch głowach. Obie reagowały i co najgorsze nieustannie usiłowały się gryźć. Mimo tak makabrycznego wymiaru eksperymentu pseudonaukowego, efekt uzyskany przez Demikowa odbił się szerokim echem na całą Europę. Sowieci byli niezwykle dumni z tych osiągnięć.

W ciągu kolejnych piętnastu lat spod ręki Władimira wyszło jeszcze kolejnych dwadzieścia podobnych, przerażających hybryd. Wszystkie zdychały po upływie około trzech miesięcy z powodu odrzucenia przeszczepionych tkanek. 

Sam naukowiec twierdził, że robił to w imię wyższego dobra, chcąc dopracować do perfekcji techniki transplantacyjne aby móc w przyszłości pomagać ludziom. Czy jednak aż tak wielkie okrucieństwo było konieczne?

Ludzkie marionetki

Fot. Wikipedia

Zapewne już gdzieś słyszeliście o tym eksperymencie. Został on przeprowadzony przez Stanleya Milgrama w 1960 roku celem sprawdzenia tego, jak daleko jest w stanie posunąć się zwykły człowiek.

Do programu badawczego zgłosiło się wiele osób. Przebieg eksperymentu:

Badany wchodził do laboratorium gdzie znajdował się już inny “ochotnik”. W rzeczywistości był to aktor – pomocnik naukowca. Wtedy dochodziło do “losowania ról” – nauczyciela oraz ucznia. Oczywiście wszystko było jedną wielką ustawką jednak prawdziwie badany nie miał o tym pojęcia.

Zadaniem nauczyciela było odczytywanie listy słów, następnie miał sprawdzić jak wiele z nich zapamięta uczeń. Faza sprawdzająca polegała na tym, że nauczyciel czytał pierwsze słowo z pary, następnie cztery słowa-propozycje, z których uczeń miał wybrać słowo prawidłowe (przyciskając jeden z czterech guzików). W przypadku prawidłowo udzielonej odpowiedzi przechodzili do następnego słowa, jednak w przypadku błędnej ochotnicy musieli wymierzać karę w postaci porażenia “ucznia” prądem. Zapewne domyślacie się, że aktor celowo popełniał błędy i w rzeczywistości wcale nie raził go prąd. Odgrywał swoją rolę. Krzyczał, wił się z bólu, błagał o zakończenie eksperymentu… Mimo to badani wypełniali rozkazy naukowca stopniowo zwiększając natężenie prądu elektrycznego.

Wyniki badań wskazały jednoznacznie, że zdecydowana większość osób jest bardzo podatna na manipulację i jest gotowa nawet zabić człowieka na wyraźny rozkaz. 

Freud, kokaina i… seks

Emma Eckstein/Wikipedia.org

Pod koniec XIX wieku Wilhelm Fliess wymyślił teorię, w myśl której nos był odpowiednikiem genitaliów, a jego zaburzenia mogły powodować problemy psychoseksualne. W przypadku „neurozy nosowo-odruchowej” należało stosować „przyżegnanie kości gąbczastej przewodu nosowego i aplikowanie kokainy”.

Fliess uważał, że bóle menstruacyjne brzucha spowodowane są masturbacją: 

“Spośród cierpień pochodzących z masturbacji chciałbym wskazać szczególnie jedno z powodu jego ważności: neurotyczny ból żołądka.”

Freud zgadzał się z teorią  Fliessa bez reszty, czego dowodem był fakt, że w 1885 r. podesłał mu bardzo atrakcyjną pacjentkę Emmę Eckstein.

Historia tej pacjentki była skrzętnie skrywana przez Freuda i została ujawniona dopiero poprzez analizę jego korespondencji prywatnej w 1885 r. (Pozostaje jeszcze nieznana ich część, zamknięta „dla dobra nauki”w tzw. „kapsule czasu” w Bibliotece Kongresu Narodowego aż do XXII w.).Warto przypomnieć, że w 1950 r. ukazały się teksty listów Freuda, ale wersji mocno ocenzurowanej, m.in. przez jego córkę, Annę Freud1.

Fliess zdiagnozował „neurozę nosowo-odruchową” i operował nos atrakcyjnej pacjentki usuwając część jej kości nosowej. Niedługo po operacji doszło do infekcji i poważnego krwotoku, która o mało nie zakończył się śmiercią.

Freud uznał również, że nieustające krwawienia Emmy Eckstein mają pochodzenie psychologiczne, a nie fizyczne:

„jej ból jest nieprawdziwy, a krwawienia, które wydawały się być spowodowane twoją operacją mają w rzeczywistości podłoże psychologiczne – są histeryczne”

Zdiagnozowano przyczynę. Emma „wykrwawiała się przez miłość do niego”. Wkrótce potem u atrakcyjnej dziewczyny i wywiązała się infekcja, doszło do niebezpiecznego dla życia krwotoku.  Rzeczywisty powodem była jednak półmetrowa gaza zaszyta w ciele pacjentki.

Emma co prawda uszła z życiem, ale została oszpecona i resztę dni życia spędziła w łóżku.

Efekt szefa

Charlesa Hofling podjął się wykonania eksperymentu z założenia bardzo przypominającego to, które przeprowadził Milgram. Eksperyment dotyczył relacji władzy pomiędzy personelem medycznym. Do 22 oddziałów szpitalnych zadzwonił eksperymentator, który podał się za pracującego tam lekarza i zlecił pielęgniarce, która odebrała telefon, podanie choremu zbyt dużej dawki leku o nazwie Astroten. 21 z 22 pielęgniarek niemal od razu (średnio po 2 minutach – z czasem na sprawdzenie, czy Astroten znajduje się na oddziale) zgodziło się na podanie pacjentowi leku. A wszystko to, by zyskać aprobatę i sympatię dzwoniącego lekarza.

Jednostka 731 – laboratorium diabła

Już podczas otwarcia ośrodka w Pingfang, Ishii mówił bez ogródek do czego ma służyć: „Misją od Boga każdego medyka jest blokowanie choroby i jej eliminacja, lecz zadanie, nad którym będziemy tu pracować jest całkowitą odwrotnością tej reguły”. Eksperymenty były dokonywane w sposób bestialski. Przeprowadzano wiwisekcje, sztucznie wywoływano choroby, truto więźniów fosgenem lub cyjankiem potasu, zakażano wąglikiem, symulowano rany wojenne, wywoływano celowe udary, zawały serca oraz dokonywano aborcji. Oprócz tego, na więźniach testowano nowe rodzaje broni takie jak granaty czy miotacze ognia. Każda śmierć była uważnie obserwowana i opisywana przez członków oddziału. W czerwcu i lipcu 1942 Japończycy rozpoczęli w prowincji Zhejiang rozsiewanie zarazków dżumy i cholery za pomocą zrzucania woreczków z zakażonymi pchłami i ziarnem. Ziarno zwabiło szczury, które następnie rozniosły insekty na ludzi.

Laboratorium Mengele

Fot. io9.com

Okrucieństwa medyczne wykonywane przez nazistów są dobrze udokumentowane i powszechnie znane. Niewątpliwie najbardziej przerażający eksperymenty wykonywał Josef Mengele. Z jego polecenia wybrane dzieci cygańskie chore na raka były uśmiercane, w celu przeprowadzenia badań histopatologicznych. Wykonywano przy tym preparaty poszczególnych organów, a nawet konserwowano w słojach całe głowy dzieci i wysyłano m.in. do Akademii Medycznej w Grazu. Oczywiście, jest to jeden z bardzo wielu przykładów, które sprawiły, że Mengele zyskał przydomek anioła śmierci.

Diabelski rdzeń

Wikimedia Commons

Diabelski rdzeń to kryptonim nadany 6,2 kg podkrytycznej masie plutonu Pu-239 o kształcie kuli, która była używana do eksperymentów w Los Alamos National Laboratory w latach 1945–1946. Nazwa została nadana przez pracowników Laboratorium po dwóch niezależnych incydentach związanych z doprowadzaniem rdzenia do masy bliskiej krytycznej, w wyniku których zmarło dwóch naukowców. Rdzeń został użyty do budowy bomby „Gilda” o mocy 23 kiloton, a następnie 1 lipca 1946 zdetonowany w trakcie próby na atolu Bikini w ramach Operacji Crossroads.

Promień Śmierci

Wikimedia Commons

Nikola Tesla był genialnym naukowcem i wynalazcą. W ostatnich latach swej naukowej działalności pracował nad potężną bronią cząsteczkową, której prasa nadała nazwę Promień Śmierci. Jej zapowiedź po raz pierwszy pojawiła się w 1934 roku w gazecie New York Times. Tesla ogłosił wtedy, że nowa broń uczyniłaby wojnę niemożliwą do prowadzenia. Wypuszczone w niebo skoncentrowane promienie cząsteczek o ogromnej energii strąciłyby nawet 10 tys. wrogich samolotów w odległości 250 mil i doprowadziłyby do śmierci ogromną ilość żołnierzy…

Powrót z zaświatów

Na uczelni w Berkeley Robert E. Cornish przeprowadził serie eksperymentów, dzięki którym doszedł do wniosku, że jeśli śmierć nastąpiła nie wcześniej niż 10 minut temu, a narządy nie są uszkodzone, to jest w stanie przywrócić życie. Swe doświadczenia przeprowadzał na psach, dusząc je i pozostawiając na 10 minut martwe. Następnie aplikował im mieszaninę adrenaliny i środków przeciwzakrzepowych. Eksperymenty powoli zaczęły przynosić oczekiwane rezultaty, jednak były na tyle kontrowersyjne, że sąd zabronił ich dalszego wykonywania. Tym bardziej, że ostatnia faza testów przewidywała doświadczenia na ludziach.

Źródła: 

T. Witkowski, Psychologia Zakazana, Taszów 2009, s. 128.

Masson, J.M. (1985). The Complete Letters of Sigmund Freud to Wilhelm Fliess 1887-1904 – np. list z 18 grudnia 1892; 17 grudnia 1894.

Fliess Wilhelm, On the Casual Connection between the Nose and the Sexual Organ

Hal Gold, Jednostka 731. Okrutne eksperymenty w japońskich laboratoriach wojskowych. Relacje świadków.

Madscientistblog.ca

Gizmaniak.pl

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.