Mroczna tajemnica Coco Chanel. Francuzi skazali ją za to na śmierć!

Za co francuski ruch oporu wydał wyrok śmierci na słynną projektantkę mody Coco Chanel? Fragment książki Przemysława Słowińskiego “Kobiety wywiadu”

Mademoiselle Chanel była władczą kobietą sukcesu. Jednocześnie korzystała z pomocy dobrze usytuowanych starszych kochanków, szczególnie na początku swojej kariery. Przez prawie sześć dziesięcioleci wywierała ogromny wpływ na paryski świat mody. To, co zrobiła dla mody Coco Chanel, śmiało można przyrównać do tego, co dla astronomii zrobił Mikołaj Kopernik.

Całe życie ukrywała swoje pochodzenie. Nie było czym się chwalić. Ukrywała też pewien epizod z lat drugiej wojny światowej. „Nawet księdzu nie mówię prawdy” – wyznała po latach. Nieślubna córka wędrownego handlarza Alberta Chanela i dziewiętnastoletniej panny Jeanne Devolle urodziła się 19 sierpnia 1883 roku w przytułku w Saumur, niewielkim mieście położonym w regionie Pays de la Loire w zachodniej Francji. Miała jeszcze pięcioro rodzeństwa: Julie (ur. w 1882 r.), Alphonse’a (1885), Antoinette (1887), Luciena (1889) i Augustine’a (1891, który zmarł jednak wkrótce po przyjściu na świat).

W roku jej urodzenia rodzice wzięli ślub. W akcie urodzenia wpisano jej nazwisko: Gabrielle Chasnel. Ten drobny błąd przez wiele lat uniemożliwiał historykom i biografom dotarcie do jej rodowodu. Nie pomagał w tym również fakt, że sama Coco Chanel przez całe życie fałszowała swoją biografię (zarówno datę urodzin, wątki rodzinne, jak i wiele innych detali). Jedni uważają, że robiła to, bo wstydziła się swojego pochodzenia, dla innych stanowi to wyraz tajemnicy i niechęci dzielenia się z otoczeniem swoją prywatnością.

Trudne początki 

Osierocona przez matkę dwunastoletnia Gabrielle trafiła wraz z siostrami do zakonnego sierocińca w Aubazine, prowadzonego przez siostry Najświętszego Serca Marii – ojciec porzucił rodzinę wkrótce po śmierci Jeanne. Podczas sześciu spędzonych tam lat nauczono ją porządku i dyscypliny oraz mistrzowskiego szycia. Chociaż nienawidziła klasztornych reguł, jakimi krępowano jej życie, skrzętnie wykorzystała je potem jako zalety, a z kontrastowego zestawienia czerni i bieli, zaobserwowanego w zakonnych habitach, uczyniła kanon mody. Odeszła z sierocińca, gdy tylko osiągnęła pełnoletność.

Długo szukała dla siebie miejsca. Zaczęła pracować jako szwaczka w Moulins, w sklepie ze strojami ślubnymi, ubrankami dla dzieci oraz odzieżą dla kobiet. Szukając ucieczki od nudnego zajęcia – a nudy nie cierpiała nade wszystko – wieczorami występowała w kawiarni muzycznej „La Rotonde”, śpiewając tam piosenkę o zaginionym piesku imieniem Coco. Publiczność, w większości składająca się z oficerów stacjonującego w pobliżu pułku kawalerzystów, bardziej zachwycona dziewczyną niż jej głosem, nazwała ją „La petite Coco” (Mała Coco). Nieprzypadkowo chyba słowo coco oznacza również po prostu kokotę, czyli kobietę lekkich obyczajów…

Prawdę mówiąc, była kiepską śpiewaczką, ale nadrabiała tańcem, charyzmą i urodą. Któregoś wieczoru, przeraźliwie wygwizdana, schroniła się w garderobie. Nie wiedziała jeszcze wtedy, że takim miejscu właśnie odniesie swój największy sukces. Jeden z oficerów uwiódł małą Coco, wpędzając ją w nie lada kłopot. Musiała ryzykować więzieniem, aby pozbyć się niechcianej ciąży.

Oficer ów miał 24 lata i pochodził z bogatej rodziny produkującej tekstylia. Nazywał się Étienne Balsan. To on wprowadził Gabrielle w wyższe sfery – świat znudzonej burżuazji i artystycznej bohemy. Dwudziestoparoletnia Coco zwracała uwagę swoim oryginalnym wyglądem. Nosiła spodnie lub prostą spódnicę i klasyczny żakiet. Na głowę, zamiast popularnego wówczas kapelusza przypominającego tacę z owocami, nakładała płaski melonik.

W porównaniu z damami z la belle epoque, w sukniach sprawiających wrażenie uszytych przez tapicerów, wyglądała nad wyraz młodzieńczo i powabnie. Czyż nie o to właśnie chodzi kobietom? W sklepie, w którym pracowała, zaczęły ustawiać się długie kolejki dam proszących o poradę. Dążąca do niezależności Coco pomyślała wtedy: po co udzielać paniom bezpłatnych porad, skoro sama może im sprzedawać ubrania? 

Pierwsza pracownia

Étienne nie krył zaskoczenia. Miał wiele kochanek, które prosiły go o stroje, fatałaszki czy biżuterię. Ale żadna dotąd nie poprosiła go o sfinansowanie pracowni! Załatwił jednak kredyt, dzięki któremu w 1909 roku Coco otworzyła w Paryżu salon z kapeluszami przy 160 boulevard Malesherbes. Były to przede wszystkim toczki oraz tak zwane cloches, czyli kapelusze w kształcie hełmu. Czas ku temu był wprost idealny, kapelusznictwo stawało się coraz bardziej uznawaną w towarzystwie drogą kariery dla młodej kobiety. Projektowane przez mademoiselle Chanel pełne prostoty nakrycia głowy znalazły klientelę wśród najwyższych sfer stolicy.

Wkrótce sklep okazał się zbyt mały, lecz Étienne odmówił jej kolejnej pożyczki. Wybawcą okazał się Arthur Edward Capel, który wyasygnował kwotę potrzebną na otwarcie większego sklepu. Arthura nazywano powszechnie „Boy”. Śniady Anglik o nieprawdopodobnie szmaragdowych oczach był świetnym graczem w polo i jeszcze znakomitszym uwodzicielem. Pozbawiona złudzeń, że Étienne kiedykolwiek się z nią ożeni, Coco zostawiła mu na stole karteczkę: „Wyjeżdżam z Boyem. Wybacz mi, ale go kocham”. 

„Boy” okazał się dla niej kimś więcej niż tylko kochankiem. Stał się jej największą miłością. Obydwoje mieli bardzo wiele wspólnego. Obydwoje wprost uwielbiali pracować i pomnażać pieniądze. On w swoich brytyjskich kopalniach węgla, ona w odnoszącej coraz większe sukcesy swojej pracowni. Otworzyła ją przy 21 rue Cambon, małej zacisznej uliczce na tyłach hotelu Ritz.

Od tamtej pory, aż do dzisiaj, jest to główny adres Domu Mody Chanel. Pracownię sfinansował wprawdzie Capel, ale Coco chciała zwrócić mu te pieniądze. Przede wszystkim jednak pragnęła je pomnożyć. W sklepie przy rue Cambon zaczęły się pojawiać zamożne klientki. Najpierw ekscentryczne aktorki, potem arystokratki i mieszczki.

REDAKCJA

Co Za Historia - nowoczesny portal historyczny. Udowadniamy, że przeszłość jest ciekawa!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.