Mówił, że z Auschwitz “można wyjść tylko przez komin”. Oni udowodnili, że się mylił!

Auschwitz był z pewnością jednym z lepiej zaplanowanych obozów. Wszędzie były ogrodzenia, zasieki, alarmy, strażnicy, a jakby tego było mało – więźniowie funkcyjni, czyli tak zwane „komando”. Wydawać by się mogło, że z obozu nie ma drogi ucieczki, a wyjść z niego można, jak mawiał zastępca komendanta obozu Karl Fritzsch, jedynie „przez kominy krematoryjne”.

Znalazł się jednak więzień który postanowił złamać tą regułę: Eugeniusz Bendera. W obozie był mechanikiem samochodowym, którego talent Niemcy szybko docenili, oddając mu swoje samochody do naprawy. Pewnego majowego dnia 1942 roku kolega Bendery zajmujący się sprzątaniem esesmańskich biur znalazł listę egzekucyjną, na której widniało nazwisko Eugeniusza. Wiedząc, że i tak nie ma nic do stracenia, postanowił wówczas uciec z obozu.

Miał sporo czasu na planowanie, gdyż Niemcy nie zabiliby go, póki ten nie skończy naprawy samochodu komendanta obozu. Eugeniusz rozpoczął poszukiwania kompana do ucieczki. Padło na „doświadczonego” więźnia – Kazimierza Piechowskiego. 23-latek był jednym z pierwszych oświęcimskich więźniów- jego obozowym numerem była liczba 918. Piechowski pracował w magazynach SS. Do tego bardzo dobrze mówił po niemiecku.

Od planu do realizacji 

Pierwotna wersja planu była prostsza i łatwiejsza od jego ostatecznej wersji. Piechowski i Bandera planowali zbiec w mundurach Niemców, które zdobyliby po zabójstwie jednego z żołnierzy. Największą wadą tego planu było jednak to, że za zabójstwo Niemca komendant obozu rozkazałby zamordować wielu więźniów. Uciekinierzy zaczęli więc snuć inną wizję ucieczki, opierając się na zasadzie: ‘zero ofiar”.

W zdobyciu mundurów SS bardzo nieocenione był fakt, że Piechowski pracował w obozowych w magazynach. Co prawda zajmował się tam rozładunkiem towarów, ale był najbliżej składu z odzieżą, jak tylko było to możliwe. Pewnego razu postanowił wejść do pomieszczenia, w którym – jak podejrzewał – przechowywano mundury. Gdy wszedł, ujrzał z drzwiami Niemca, który był tymi „odwiedzinami” bardzo zaskoczony. Esesman zaczął bić więźnia za wkroczenie do niedozwolonych pomieszczeń, ale między ciosami Piechowski zdążył wykonać rekonesans pomieszczenia. Teraz miał pewność, że mundury znajdują się właśnie w tym miejscu.

Tymczasem  Bendera zajął się opracowywaniem sposobu zdobycia samochodu. Postanowił wykorzystać Steyr’a 220, który należał do komendanta obozu. Ukrainiec zgromadził paliwo i dorobił kluczyk. Najlepszym dniem do ucieczki była sobota, ponieważ wtedy sporo Niemców kończyło pracę o 12:00 i obóz pozostawał z mniejszą obsadą. Aby koledzy naszych bohaterów nie ponieśli kary za wybryk tej dwójki, postanowiono uciec całym komandem. Dwoma kolejnymi uciekinierami zostali Józef Lempart oraz Stanisław Jaster.

Nadszedł wreszcie wyczekiwany dzień: 20 czerwca 1942 roku. W dniu ucieczki nie było miejsca na błędy. Piechowski w opasce brygadzisty prowadząc swoje komando wyjechał wózkiem przez bramę, tłumacząc wartownikowi, że wywozi śmieci. Następnie Bendera udał się do swojego garażu, aby przygotować samochód, a trzech pozostałych udało się do magazynu po mundury. Piechowski założył mundur oficera SS. Po upewnieniu się że są bezpieczni, Piechowski dał znak Benderze, że może ruszać.

Bendera podjechał pod magazyn i zameldował się oficerowi SS, którym był oczywiście Kazimierz. Po założeniu munduru ruszyli w kierunku głównej bramy wyjazdowej. Po drodze spotkali Niemca, który na ich widok wyrzucił papierosa, wyprężył się jak struna i zasalutował im. Wtedy więźniowie zorientowali się, jak wysokiego rangą oficera udaje ich kolega. Ten atut okazał się bardzo ważny przy ostatniej bramie. Podjeżdżając do budki wartowniczej Piechowski krzyknął po niemiecku do strażnika:

Do jasnej cholery, ty dupku zas*any, śpisz czy co? Otwieraj ten szlaban, bo zaraz cię obudzę!

Strażnik natychmiast podniósł szlaban, po czym zasalutował odjeżdżającym więźniom. Wyjechali za bramę. Byli wolni.

Skompromitowani Niemcy

Podekscytowani ucieczką pomylili drogę i skierowali się w kierunku innego podobozu. Gdy zorientowali się o pomyłce, było już za późno. Naprzeciw nich jechał konno zastępca komendanta obozu – Karl Fritzsch. Przejeżdżając obok niego oddali mu przepisowe honory, a on nie zauważył nic podejrzanego. Uciekinierzy zawrócili i ruszyli dobrą drogą. Niestety po drodze spotkali kolejnego, tym razem niższego rangą Niemca, który próbował ich zatrzymać. Nie zważając na nic dodali gazu i ominęli go. Po ucieczce polami samochód uległ awarii i musieli uciekać piechotą.

W obozie wiedziano już o ucieczce, za więźniów wyznaczono nagrodę, której  wartość odpowiadałaby dziś kwocie pół miliona złotych. Niemcy dowiedziawszy się w jaki sposób więźniowie uciekli, zapadali się pod ziemię ze wstydu. Przyjechała komisja dyscyplinarna, mająca skontrolować obóz. Przesłuchiwano wszystkich wysokich rangą oficerów, wielu z nich wysłano na front. Głównego winowajcę, za którego uznali zarządcę magazynu skazano na śmierć głodową. Niemcy byli tak zawstydzeni tą ucieczką, że nie zabili ani jednego więźnia w ramach zemsty.

Nie była to jednak jedyna ucieczka z niemieckiego obozu śmierci. 10 miesięcy później uciekł Pilecki, ale to już temat na osobny artykuł. Podczas dalszej ucieczki Józef Lempart został ranny, więc koledzy oddali go na plebanię pod opiekę księdza. Józef do końca wojny ukrywał się w klasztorze w Starym Sączu, udając zakonnika. Stanisław Jaster oraz Kazimierz Piechowski wstąpili do AK. Eugeniusz Bendera pozostał w ukryciu do końca wojny. Czwórka uciekinierów udowodniła zastępcy komendanta, jak bardzo się mylił, mówiąc że obóz można opuścić tylko kominem. Kazimierz Piechowski zmarł w grudniu 2017 roku.

Warto na koniec dodać, że ucieczka Piechowskiego i jego kolegów była tak spektakularna, że już w czasie wojny zaczęła krążyć plotka, jakoby uciekinierzy wysłali po wszystkim list do komendanta Auschwitz, Rudolfa Hössa, w którym dziękują mu za użyczenie samochodu i przepraszają za kłopot. Po wojnie Piechowski podkreślał, że – choć ta legenda żyje do dziś – żaden list nie został wysłany.


Autor: Krystian Waligóra


Więcej ciekawych historii o brawurowych ucieczkach naszych rodaków znajdziesz w książce Andrzeja Fedorowicza “Słynne ucieczki Polaków”. Książka do kupienia na tej STRONIE

[Głosów:3    Średnia:5/5]
Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.