“Mam pełne zaufanie do Stalina”. Dlaczego Roosevelt nie posłuchał rad swojego dyplomaty?

Amerykański dyplomata Arthur Bliss Lane alarmował waszyngtońską administrację, że niepodległość Polski jest zagrożona i w jej obronie USA powinny czynnie przeciwstawić się Sowietom. Roosevelt odpowiedział mu jednak, że ma pełne zaufanie do Stalina. Fragment pamiętników Lane’a “Widziałem Polskę Zdradzoną”


Arthur Bliss Lane, absolwent University of Yale, rozpoczął karierę zawodowego dyplomaty tuż po zakończeniu pierwszej wojny światowej, zaś szczyt tej kariery przypadł na lata sprawowania przezeń funkcji ambasadora Stanów Zjednoczonych w Polsce. W zrujnowanej Warszawie znalazł się on w lipcu 1945 roku, po utworzeniu Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej, opuścił zaś Polskę w lutym 1947 roku, a więc w miesiąc po sfałszowanych przez komunistów wyborach do sejmu ustawodawczego.

Po powrocie do Stanów Lane wystąpił ze służby dyplomatycznej, by poświęcić się sprawie poinformowania społeczeństwa amerykańskiego o rzeczywistym przebiegu wypadków w zajętej przez Armię Czerwoną Polsce. Wtedy też powstały prezentowane tutaj pamiętniki. 

Ukazały się one drukiem w roku 1948. Fakt ten z punktu widzenia współczesnego Czytelnika ma podwójne znaczenie. Z jednej strony Lane dawał świadectwo faktom dobrze utrwalonym we własnej pamięci, dzielił się swymi wrażeniami prawie „na gorąco”, co podnosi wartość poznawczą jego wspomnień. Z drugiej jednak strony od opisywanych wydarzeń upłynęło już prawie czterdzieści lat, w trakcie których nasza wiedza o tamtym okresie została poważnie wzbogacona.

To, co stanowiło rewelację w roku 1948, obecnie przyjmujemy jako rzecz oczywistą. Niepełny zasób informacji, jakimi dysponował Autor, spowodował też, iż nie ustrzegł się on od wielu błędów i uproszczeń. Warto wreszcie pamiętać, iż wspomnienia swe adresował Lane do czytelnika amerykańskiego, słabo wówczas orientującego się w sytuacji panującej we Wschodniej Europie.

Walk o prawdę

Natychmiast po wyborach w Polsce, które odbyły się 19 stycznia 1947 roku, podjąłem decyzję o rezygnacji ze stanowiska ambasadora Stanów Zjednoczonych w tym kraju. Moja misja – zagwarantowanie, iż wybory będą „wolne i nieskrępowane” – zakończyła się fi askiem. Pozostanie w Warszawie mogło zostać zinterpretowane jako milcząca zgoda na zastosowane w wyborach oszukańcze metody.


Roosevelt


 

Czułem ponadto coraz silniej, iż wydarzenia, które doprowadziły do tragicznej sytuacji Polski, powinny być opisane i przedstawione opinii publicznej. Nie można było tego uczynić, dopóki pozostawałem w służbie rządu Stanów Zjednoczonych; fakty dowodziły bowiem nie tylko nieuczciwości rządu radzieckiego i polskiego, lecz także poważnych błędów popełnionych przez nasz własny rząd, prowadzący w stosunkach ze Stalinem politykę ustępstw. Moja rezygnacja została przyjęta 31 marca 1947 roku, z tym zapewnieniem ze strony prezydenta Trumana i pełniącego obowiązki sekretarza stanu Deana Achesona, że mogę opowiedzieć tę historię tak, jak ją widziałem.

Departament Stanu ułatwił mi odświeżenie pamięci, oddając do mej dyspozycji odpowiednie dokumenty, dotyczące okresu mojej pracy w Polsce. Jednakże opinie wyrażone w tej książce są wyłącznie moje i nie powinny być odbierane jako wyraz poglądów rządu Stanów Zjednoczonych, z którym nie jestem już związany. Roosevelt

Polska w uścisku Stalina

Znaczenie sprawy polskiej dla narodu amerykańskiego wynika nie tylko ze strategicznego położenia tego kraju w Europie oraz polskiego pochodzenia milionów Amerykanów. Najnowsze dzieje Polski są ogromnie istotne dla całego świata jako analogiczne do losu, jaki stał się już udziałem Albanii, Bułgarii, Węgier, Rumunii i Jugosławii oraz w mniejszym stopniu Czechosłowacji. Litwę, Łotwę i Estonię pozbawiono nawet pozorów niepodległości, włączając je do Związku  Radzieckiego. W Polsce Rosjanie postępowali podobnie jak w tamtych krajach – tworząc państwo policyjne zlikwidowano wszelką opozycję polityczną, wszelkie tendencje niepodległościowe i praktycznie wszelką wolność słowa. 

Realizacja tej polityki, nieludzkiej w swych metodach, oznacza coś więcej aniżeli zdławienie demokracji w Europie Wschodniej. Nieodłączną cechą polityki dyktatorów, takich jak Hitler i Stalin, jest dążenie do światowej dominacji, a droga do niej prowadzi poprzez uzależnianie po kolei państw europejskich, aż do chwili, gdy przyjdzie kolej na Stany Zjednoczone. Interesy narodu amerykańskiego są więc żywotnie związane z losem Polski – i całej Europy. Nie wolno nam zamykać oczu na to, czym jest imperializm komunistyczny bez narażania jednocześnie naszego własnego istnienia.  Roosevelt

W czasie pisania tych słów doszła do mnie wiadomość o ucieczce z Polski i bezpiecznym dotarciu do Londynu Stanisława Mikołajczyka, przywódcy Polskiego Stronnictwa Ludowego, byłego premiera rządu polskiego w Londynie, a także byłego wicepremiera i ministra rolnictwa w Tymczasowym Rządzie Jedności Narodowej. Wiadomość, że ten wielki przywódca demokratyczny, który odważnie powrócił do Polski w 1945 roku, choć był przekonany, że wybory zostaną sfałszowane i że naraża się na sądowe morderstwo, jest bezpieczny na przyjaznej ziemi, jest dla mnie źródłem wielkiej satysfakcji.

Oczekiwanie na pomoc

Pięć lat cierpień, doznawanych od września 1939 roku, nie odebrało Polakom odwagi. Armia podziemna, licząca 200 tysięcy osób, z czego 40 tysięcy w Warszawie, czekała niecierpliwie na sposobność podjęcia z Niemcami otwartej walki. Dowódcą Armii Krajowej był generał Bór-Komorowski, a dowódcą AK w Warszawie pułkownik Monter. Generał Bór posiadał stałą łączność radiową z rządem polskim w Londynie.

W lipcu 1944 roku armie niemieckie na wschodzie kontynuowały swój odwrót. 22 lipca w Lublinie powstał Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego, który za aprobatą Moskwy ogłosił się jako rzeczywisty ośrodek władzy w Polsce. W następnym tygodniu Rosjanie znaleźli się w odległości około 10 mil od Warszawy. Miasto to, liczące przed wojną ponad 1,2 mln mieszkańców – więcej aniżeli Pittsburgh, Cleveland lub San Francisco – przecina rzeka Wisła, która płynie ukośnie od południowego wschodu do północnego zachodu.  Roosevelt

Pod koniec tygodnia Rosjanie byli zaledwie 7 mil od miasta, na krańcach Pragi. Słychać było radzieckie armaty, a ich samoloty przelatywały codziennie nad miastem, startując z baz odległych o 20 minut lotu. Pragi broniły siły niemieckie niewiele większe od 1 dywizji.  Generał Bór i jego sztab byli pewni, że rosyjski atak na Warszawę rozpocznie się niemal natychmiast. Borowi nie udało się jednak nawiązać łączności z dowódcą radzieckim, marszałkiem Rokossowskim. Radiowe depesze pozostawały bez odpowiedzi. 

Niewiarygodna zbrodnia

Armia Czerwona czekała u wrót Warszawy od sierpnia do połowy stycznia – pełne cztery miesiące. W tym okresie hitlerowcy dokończyli dzieła zniszczenia miasta. Niemiecki dowódca Warszawy dotrzymał obietnicy, iż nie pozostawi kamienia na kamieniu. Rząd radziecki dokonując z pomocą swych marionetek zaplanowanej z zimną krwią zbrodni przeciwko Polsce, osiągnął dwa cele:

  1. Rząd polski w Londynie został zdyskredytowany
  2. Armia Krajowa została rozbita tak, by nie pozostała żadna siła przywódcza, która mogłaby zakwestionować władzę lubelskiego gangu.

Niewiarygodna zbrodnia została dopełniona. Cóż za znaczenie dla tych, którzy się jej dopuścili, miało to, że wielkie miasto zniknęło z powierzchni ziemi, a 250 tysięcy jego mieszkańców zostało wymordowanych? Czyż cele ich nie zostały osiągnięte?


CZYTAJ TAKŻE:


Kiedy w końcu października 1944 roku znalazłem się w Waszyngtonie, powstanie warszawskie zostało zduszone, generał Bór przebywał w niemieckiej niewoli, a Armia Czerwona, przyczajona u bram Warszawy, obserwowała z zadowoleniem niszczenie przez hitlerowców polskiego ruchu patriotycznego. W Departamencie Stanu czytałem depesze naszego rządu wysyłane do Moskwy z apelami o szybką pomoc dla walczących Polaków.

Czytałem także wykrętne odpowiedzi radzieckie. Zapamiętałem ostateczny finał sprawy, toteż z poczuciem głębokiej dezaprobaty i niewiary śledziłem dalsze wysiłki naszego rządu, zmierzające do uzyskania od ZSRR gwarancji poszanowania po wojnie praw Polski i pozostałych wyzwolonych narodów.

Jałta – śmiertelny cios dla polskich nadziei 

W przeddzień odlotu prezydenta do Jałty odbyłem rozmowy na temat sytuacji Polski z wysokiej rangi urzędnikami Departamentu Stanu. Fakt, iż nie ujawnili oni, jakie stanowisko zajmą w Jałcie, z wyjątkiem ogólnikowego żądania „wolnej, silnej i niepodległej Polski”, obudził we mnie złe przeczucia. Co więcej, niepokoiła mnie przesadna pewność siebie prezydenta wierzącego, że posiada dar przekonywania dyplomatycznych i politycznych adwersarzy. Roosevelt

Dowiedziałem się od bliskich doradców Roosevelta, że tę jego przesadną pewność siebie zauważono już w Teheranie. Rooseveltowi wydawało się, że swym urokiem wywiera szczególny wpływ, zwłaszcza na Stalina. Pomimo to w kluczowych sprawach prezydent nie zdołał przeciągnąć go na swoją stronę. Najbliżsi współpracownicy prezydenta nalegali, by konferencja odbyła się jak najbliżej Stanów Zjednoczonych, by jak najmniej męczyć Roosevelta. Stalin jednak uparcie odmawiał opuszczenia terytorium ZSRR, motywując to koniecznością bezpośredniego kierowania działaniami wojennymi. 

Zdrowie Roosevelta było nadwyrężone, a podróż przez Egipt na Krym wiązała się z naprawdę dużym wysiłkiem fizycznym. Bez wątpienia przyspieszyła ona jego śmierć, która nastąpiła trzy miesiące później. Stalin jednak znów postawił na swoim. Znajdowaliśmy się wówczas w stanie wojny i względy natury militarnej niewątpliwie zmuszały nas do czynienia kosztem Polski ustępstw na rzecz ZSRR dla ocalenia życia wielu Amerykanów i skrócenia wojny. Roosevelt

Polska zdradzona

Sprawa polska stanowiła w końcu tylko jedną z kwestii dyskutowanych na konferencji i było zrozumiałe, iż problem jednego narodu nie może zdominować całej uwagi walczących z nieprzyjacielem w Europie i na Pacyfiku sojuszników. Czy w tych okolicznościach Stany Zjednoczone mogły spełnić swoje często i głośno wypowiadane obietnice dotyczące „silnej, wolnej i niepodległej Polski”?

Urzędnicy Departamentu Stanu, z którymi rozmawiałem, nie wiedzieli być może, jaką politykę zaprezentujemy w Jałcie. Departament Stanu nie był w rzeczywistości informowany o przebiegu konferencji, a o tym, w jakiej mierze mieliśmy stawić czoła radzieckiej polityce ekspansji kosztem Polski i innych narodów europejskich, rozstrzygnęły decyzje Roosevelta i jego osobistych doradców – takich jak Hopkins i Byrnes (wówczas dyrektor Biura Mobilizacji Gospodarczej).


POLECAMY KSIĄŻKĘ:

Rooevelt


Rząd Stanów Zjednoczonych otwarcie i nieodwołalnie przyjął tezę radziecką i brytyjską – że granica polsko-radziecka winna przebiegać wzdłuż linii Curzona. Pozbawiało to Polskę bogatych obszarów leśnych, pól naftowych oraz wspaniałego miasta Lwowa, które nawet po rozbiorach Polski w XVIII wieku nie zostało wcielone do państwa rosyjskiego. Prawda, Polska miała otrzymać kosztem Niemiec pewną rekompensatę na północy i zachodzie, lecz przy zmniejszeniu terytorium o około 27 tys. mil ludność jej zmalała z 35 do 23 milionów. Roosevelt

Od marca do czerwca studiowałem doniesienia z moskiewskich dyskusji nad formowaniem rządu tymczasowego w Polsce. Trafiały one regularnie na moje biurko w Departamencie Stanu i każde z nich utwierdzało mnie w przekonaniu, że Stany Zjednoczone poszły na tak daleko idące ustępstwa, iż nawet najostrzejsza reprymenda nie byłaby w stanie powstrzymać radzieckich machinacji w Polsce.

REDAKCJA

Co Za Historia - nowoczesny portal historyczny. Udowadniamy, że przeszłość jest ciekawa!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.