Makabryczne metody dentystyczne. Robaki zębowe i “leczenie” ubytków jako widowisko rozrywkowe

Obrazy prezentują szarlatanów, partaczy i cyrulików przy pracy, zmieniające się otoczenie, narzędzia oraz warunki pracy. Przedstawione stroje jarmarcznych uzdrowicieli są bardzo zróżnicowane, nie tylko ze względu na kraj i epokę. Zdarzają się okrycia charakterystyczne dla obowiązującej w danym czasie mody, ale również odzież niezwykła, jak kolorowa tunika, strój egzotyczny czy jakiś kostium teatralny. 

Niekiedy rwacz wygląda jak pospolity włóczęga, innym razem wyróżnia się strojem bogatego mieszczanina lub rycerza. Często ma on dodające powagi wąsy, brodę lub jedno i drugie. Niekiedy jego szyję zdobi charakterystyczny naszyjnik z zębów – znak rozpoznawczy zawodu dentysty. Bardzo rzadko przedstawia się ich bez nakrycia głowy, co świadczyłoby, że są lub chcą uchodzić za ludzi nie pochodzących z plebsu. Nosili rodzaj furażerki bądź kapelusza, później również kwef i futrzany toczek. Zdarzały się też niezwykłe, dziwaczne kapelusze z piórami.

Niecodzienny strój mógł służyć jako element „reklamy”, przyciągając uwagę potencjalnej klienteli. Jarmarczni uzdrowiciele dbali o efektowną oprawę swej pracy. Od XV wieku „występowali” na podestach, podwyższeniach czy wręcz scenach. Stanowisko pracy dekorowały szyldy, chorągwie, plansze i ryciny poglądowe oraz podrabiane dyplomy uczelni medycznych na wyprawionej skórze. Znajdujące się na nim pieczęcie miały potwierdzać autentyczność dokumentu i uwiarygodnić metody stosowane przez samozwańczych dentystów. Jaką rolę spełniał wiszący krokodyl, często spotykany w takich gabinetach? Prawdopodobnie, jego pełne uzębienie miało symbolizować zdrowe, dobre utrzymane zęby i zachęcać potencjalnych pacjentów do korzystania z usług „dentysty”.

Leczenie zębów było przez wieki widowiskiem parateatralnym, przyciągającym tłumy gapiów. Poza samym „lekarzem” w niecodziennym stroju na podwyższeniu występowali kuglarze, błaźni, muzycy i tancerze. Nierzadko szarlatan miał pomocnika lub pomocników, którzy prezentowali się nie mniej ekstrawagancko niż szef. Asystowali oni wykonującemu zabiegi, trzymając i podając mu narzędzia lub lekarstwa albo przytrzymując wyrywających się pacjentów. Poza tym zabawiali publiczność, zachwalali kunszt „dentysty” i sprzedawali różne rzekomo cudowne specyfiki. Ich skuteczność zmyślnie demonstrowali za pomocą sztuczek i zwykłego oszustwa.

Bardziej zamożni rwacze wozili ze sobą różne egzotyczne zwierzęta, które miały przyciągać uwagę gapiów. Ślad po tego typu praktykach na gruncie polskim pozostawił Komornicki – burmistrz żywiecki, który tak opisał przybycie rwacza w 1707 roku na żywiecki jarmark:

“Tegoż roku na jarmark żywiecki na niedzielę pierwszą po Wniebowzięciu Panny Mariej doktor z Śląska do Żywca przyjechał, przyniósłszy na wielbłądzie lekarstwa swoje i obrazy uleczonych ludzi. Na rynku jawnie swoje umiejętności głosił i lekarstwa przez tłomacza prezentował, przy tym zęby bez boleści wielom wyrywał. Poczym wielbłąda kazał przyprowadzić, z którym sztuczki różne przed pospólstwem czynił. Także i żółwie żywe miał, a te ludziom pokazywał. Czemu się pospólstwo dziwowało nie widząc jeszcze wielbłąda i żółwi żywych i takiego doktora…”.

Autor ten opisał również inny przypadek przybycia na jarmark „sławnego doktora”. Obok wymalowanych sylwetek ludzi, których rzekomo uleczył z ciężkich kalectw, prezentował także poświadczające to listy na pergaminach z pieczęciami. Jak relacjonował Komornicki:

“[…] miał małpę samicę, którą w skrzynce woził i ludziom prezentował, różne z niej czyniąc uciechy. Także miał jednego konstarza, który na rękach i nogach w tył chodził i nogi podniósłszy w górę, a głowę w dole mając, na rękach po teatronie biegał, wywracając się rozmaicie dla uciechy ludzkiej. Na ostatku po linie wśród rynku chodził i tańcował…”.

Na obrazach przedstawiających wędrownych rwaczy i innych domorosłych medyków często pojawiają się robaki leżące na stole lub widoczne w szyldzie dentysty. Wynikało to z rozpowszechnionych wierzeń, że przyczyną bólu i psucia się zębów są robaki zębowe. Wielu jarmarcznych uzdrawiaczy proponowało mikstury leczące tę dolegliwość. Skuteczność sprzedawanych specyfików demonstrowali w trakcie odpowiednio wyreżyserowanych spektakli. W rzeczywistości nie musiała być ona wysoka, gdyż po sprzedaży handlarze szybko ulatniali się. Często musieli zmieniać miejsce pobytu, by uniknąć spotkania z zawiedzionymi klientami.

***

Na podstawie: Anna Pietrzyk „Wspomnienia przeszłości: wędrowni rwacze zębów i inni uzdrowiciele”, „Zeszyty Wiejskie” UŁ Interdyscyplinarny Zespół Badania Wsi, z. XIV, Łódź 2009.

 

Źródło: To ci Historia!

[Głosów:1    Średnia:5/5]
Komentarze

TO CI HISTORIA!

Przeszłość – jest to dziś, tylko cokolwiek dalej, nie jakieś tam coś, gdzieś, gdzie nigdy ludzie nie bywali!” – napisał dawno temu poeta Cyprian Kamil Norwid. Spróbujmy spojrzeć na przeszłość oczami naszych przodków. Podejrzeć ich życie codzienne w oparciu o źródła: prasę, relacje świadków, pamiętniki i wspomnienia. Blog prowadzony przez Wiesława Klimczaka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.