Mafijne porachunki w warszawskiej restauracji Gama

Zabójstwo w “Gamie” na warszawskiej Woli było największą mafijną egzekucją w historii stolicy. Pomimo upływu prawie 20 lat od tych wydarzeń, kulisy tej sprawy wciąż pozostają nieznane. 


Przy stoliku siedziało pięciu mężczyzn. Dyskutowali, wyraźnie czymś bardzo zaaferowani. Nawet nie zwracali uwagi na stojące na stole talerze z pierogami. – Nie rozumiesz?? Ten szczeniak podłożył mi bombę pod samochód! Bombę! Do niedawna tolerowałem jego bezczelność, teraz miarka się przebrała! Drugi z mężczyzn uważnie słuchał. Od niego, jak i od jego rozmówcy bez problemu dało się wyczuć autorytet, bez zbytniego wysiłku można to było zauważyć w wzroku i gestach pozostałych osobników siedzących z nimi przy stole.
 
Ktoś wszedł do restauracji, rozejrzał się po całym lokalu, po czym szybko wyszedł. Ledwie kilka sekund po tym, jak zatrzasnęły się za nim drzwi, do lokalu weszło trzech kolejnych gości. Jeden miał w rękach kałasznikowa, drugi strzelbę myśliwska, a trzeci pistolet. Wszystko potoczyło się błyskawicznie. Przybysze bez słowa podeszli do rozmawiających i otworzyli do nich ogień. Wszystko nie trwało nawet minuty. Kiedy przerażona barmanka podniosła się z podłogi jej oczom ukazał się widok podziurawionych kulami ciał..
Polska przestępczość zorganizowana
Lata dziewięćdziesiąte. Czas szalonych przemian w naszym kraju, tak politycznych, jak i gospodarczych oraz społecznych. To wtedy, często na łóżkach polowych ustawionych wprost na chodniku, wyrastał polski kapitalizm. Prawo było cały czas w okresie zmian. Cała ta sytuacja miała także skutki uboczne. Bo tam, gdzie prawo jest niejasne otwierają się możliwości dla wszelkiej maści kombinatorów, szemranych biznesmenów, czy po prostu zwykłych bandytów. Ci z nas, którzy żyli w tym niesamowitym czasie z pewnością pamiętają, jak cała Polska mówiła o mafiach z Pruszkowa i Wołomina i o ich szefach. Pseudonimy takie jak Pershing czy Dziad obiły się chyba niemal każdemu o uszy.
 
W zasadzie sam podział na Pruszków i Wołomin to dzieło policji. A dokładniej – funkcjonariusze, aby ułatwić sobie pracę, dokonali  z grubsza podziału Warszawy i okolicznych miejscowości. I tak  wszystkie grupy działające po zachodniej strony Wisły zostały wrzucone do worka z napisem Pruszków i analogicznie, a ci po wschodniej stronie rzeki zostali zaszufladkowani jako grupa wołomińska. Podział jest dość nieprecyzyjny, ponieważ o ile tym z Pruszkowa udało się lepiej zorganizować i wyłonić wspólny zarząd, to gangsterzy z drugiej strony Wisły byli raczej zbiorem band, które tylko luźno ze sobą współpracowały. Ale hasło podchwyciła prasa, dorzuciła swoje i tak już zostało.
Mafijne porachunki 
W latach 90′, po zatrzymaniu “Dziada”, czyli jednej z głównych postaci Wołomina, stery przejął Marian Klepacki czyli Stary Klepak lub po prostu Maniek. Jego najbliższym współpracownikiem, a także osobą odpowiedzialną za sprawy finansowe organizacyjne był jego przyjaciel, Ludwik Adamski – “Lutek” Panowie ze swojej działalności przestępczej byli już znani w czasach PRL i pod koniec lat 90 wręcz okrywała ich sława starych i charakternych gangsterów. Problem zaczął się tworzyć, kiedy młodym bandziorom z ich grupy przestał podobać się system zarobków. Do tej pory wszystkie zebrane z haraczy i innych nielegalnych działań pieniądze dzielono na dwie części. Jedna połowa wędrowała do kieszeni szefostwa, a drugą rozdzielano pomiędzy żołnierzy. Najbardziej z takiego obrotu sprawy zawiedziony był jeden z “młodych wilków” – Karol Sarna, nie dorobił się on żadnej ksywki i pozostał po prostu “Karolem”. Początkowo protestował nieśmiało, później coraz odważniej.
 
Klepak, przywykły do bezwarunkowego posłuszeństwa, bagatelizował całą sprawę, później zaczął reagować coraz bardziej agresywnie. W końcu doszło do tego, że spoliczkował ambitnego bandziora. A ten się wściekł i odszedł z grupy, zabierająć przy tym wszystkich, którzy podzielali jego zdanie. Pierwszym akordem tej wojny była eksplozja bomby pod samochód Starego Klepaka. Miało to miejsce 14 grudnia 1998r. Pomimo, iż eksplozja miała raczej charakter ostrzegawczy i miała tylko uświadomić Mańkowi, że Karol i jego grupa nie cofną się przed niczym. Obie strony zaczęły gorączkowe poszukiwania sojuszników. Po stronie szefostwa opowiedział się jeden z najlepszych złodzieji samochodowych w Warszawie – “Kajtek”. Już w styczniu 1999r. Kajtek zaczął werbować sprzymierzeńców. W tym celu dnia 06 – 01 – 1999 spotkał się w podwarszawskim Aninie z gangsterem z grupy markowskiej o pseudonimie “Baniak”.
 
Panowie mieli przedyskutować wspólny front przeciwko młodym. Kiedy rozmawiali o swoich sprawach, podjechał do nich samochód z opuszczonymi szybami, a po chwili w oknach pojazdu pojawiły się lufy kałasznikowów. Baniak, trafiony kilkunastoma kulami ginie na miejscu. Kajtek miał więcej szczęścia, bo został tylko lekko ranny. Natomiast o prawdziwym szczęściu może mówić ochroniarz Kajtka, który pomimo otrzymania 17(!) postrzałów – przeżył. Inni członkowie grupy po tych wydarzeniach dali mu nowy pseudonim – “Durlszak”. Ogólnie, policja naliczyła 52 łuski. Karol i jego grupa nie potrafią wybaczyć Kajtkowi wyboru strony. Poprzysięgają mu śmierć.
Egzekucja
15 marca tego samego roku sojusznik szefostwa idzie z żoną do restauracji. Tam ktoś zaczyna bez przerwy wydzwaniać na jego telefon. W końcu wściekły gangster wychodzi przed lokal, by porozmawiać z natrętem. Kiedy tylko wyszedł, zbliżyło się do niego kilku młodych ludzi, którzy wyciągnęli broń automatyczną i zastrzelili go długą serią. Niestety, trafili też przypadkowego człowieka, który w wyniku obrażeń zmarł… Przesilenie konfliktu nastapiło 31 – 03 – 1999r w Wolskiej restauracji Gama, która była częstym miejscem spotkań gangsterów, mniej lub bardziej związanych z Wołominem. Stary Klepak i Lutek oraz ich ochroniarze: “Łysy”, “Piguła” i “Kurczak” zasiedli w restauracji, tematem spotkania miało być ostateczne rozwiązanie kwestii młodych wilków w bandzie.
 
W zakrwawionej marynarce Klepaka znaleziono później zdjęcia członków grupy Karola. Oprócz samego pana Sarny głownym celem starszyzny miał być Andrzej Tyburski czyli “Tybur” lub “Tyburek”. Ten niesamowicie groźny bandzior i morderca prawdopodobnie brał udział w większości ataków na starych szefów. Patrząc na jego zdjęcie z tamtych czasów, bardzo łatwo dać się zaskoczyć, bo Tybur przypominał raczej miłego chłopaka z sąsiedztwa niż zimnokrwistego killera. Sama strzelanina w “Gamie” jest największą gangsterską egzekucją w historii Polski. Napastnicy nie dali ujść z życiem nikomu z siedzących przy stole. Widok był makabryczny. Na podłodze leżały poszatkowane kulami ciała.
 
Krew zabitych mieszała się z wodą wypływającą z przestrzelonych grzejników. Policja postanowiła zrobić w końcu porządek w półświatku i pozamykać “młodych”. Aresztowany zostaje sam Karol, jak i większość jego ludzi. Przed obławą udaje się niestety uciec Tyburowi. Pobroi jeszcze trochę w Polsce i wyjedzie, ale o tym zaraz. W październiku tego samego roku, areszt śledczy w Białołęce opuszcza Jacek Klepacki, syn Mańka. Pierwszymi rzeczami, które postanawia zrobić, to jako takie odbudowanie struktury grupy oraz zemsta na tych, którzy byli zamieszani w wydarzenia w “Gamie”. I tak w roku 2001 zostaje zastrzelony powiązany z grupą Karola “Długopis”. Krótko potem ginie kolejny – “Łata”. Razem z nim ginie jego znajomy, którego jedynym błędem było siedzenie razem z Łatą w jednym aucie.
 
Zmierzch polskiej mafii
 
Za młodym Klepackim zostaje wystawiony list gończy. Udaje mu się jednak wymknąć z Warszawy. Kiedy policja jest pewna, że Klepak nawiał za granicę, ten bawi w Mikołajkach. Ma tam wszystko, czego trzeba 32 latkowi. Jeziora, muzykę, piękne panie oraz piwo sączone w mazurskich knajpach. Spotkałem się także z przekazami, że młody Klepak za mocno obnosił się ze swoją kasą i pozycją. To musiało prędzej czy później sprowadzić kłopoty.. 17 sierpnia 2002 roku szczęście go opuszcza. Po dniu pełnym wrażeń idzie ze znajomymi do baru “Okoń”. Tam też imprezują przez pare godzin. W pewnym momencie do stolika, przy którym siedział podeszło trzech młodych ludzi w dresach. Jeden z nich miał na głowie wędkarski kapelusz. Zbliżyli się oni do syna Mańka i oddali do niego 11 strzałów z broni krótkiej. Mafioso nie miał szans.. W barze wybuchła panika, przerażeni ludzie zaczęli uciekać. Korzystając z zamieszania, oddalili się też mordercy. Niestety, nie był to ostatni strzał tego dnia.
 
W okolicy, na rutynowym patrolu, przebywał patrol policji. Kiedy stróże prawa usłyszeli strzały i zobaczyli spanikowanych ludzi, jeden z nich sierżant Marek Cekała, rozpoczął pościg. Widząc to, jeden z przestępców odwrócił się i wystrzelił w kierunku ścigającego, raniąc go, jak się okazało chwile potem – śmiertelnie. W tamtym czasie, tj. połowie sierpnia 2002 roku pracowałem w nieodległym Giżycku i wieść o strzelaninie w “Okoniu” dotarła pocztą pantoflową jeszcze szybciej niż oficjalny komunikat. Śmierć młodego Klepackiego jest ostatnim akordem tej wojny. Można zaryzykować stwierdzenie, że gangsterzy w dużej mierze wyręczyli policje, eliminując się sami.
 
Osłabiony Wołomin był już bez szans w walce z organami ścigania. Karol oraz większość członków jego grupy dostali wyroki dożywotniego pozbawienia wolności. Najdłużej, bo aż do roku 2009 ukrywał się Tybur. Mieszkał on w Niemczech, pod zmienionym nazwiskiem. Został schwytany przez specjalnie wydzieloną do tego celu komórkę CBŚ. Także został skazany na dożywocie. Krótko po Wołominie policja zabrała się za Pruszków, który niedługo potem także został rozbity. Ale to już inna historia. Słowem zakończenia – ostatnio pewna osoba zapytała mnie, czemu chcę pisać na temat ludzi, którzy nie zasługują na żadne upamiętnienie. To fakt – nie zasługują, trafili na śmietnik historii. Bez wątpienia jednak stanowią oni jakąś część folkloru lat 90. Kiedy policja została już doposażona, zmotywowana i odpowiednio pozmieniano prawo – problem zorganizowanej przestępczości w ostatniej dekadzie minionego wieku został niemal całkowicie rozwiązany.
 
A ludzie o których można było wtedy poczytać w gazetach? Cóż, opcji jest niewiele. Albo nie żyją, albo odsiadują dożywocia lub 25 letnie wyroki. Więzienia opuścili już ci, którzy dostali krótsze wyroki, w tym 15 lat pozbawienia wolności. Jest jeszcze jeden status przy bandytach z tamtych czasów, tzn. zaginiony. W 99% przypadków oznacza to, że taki delikwent spoczywa gdzieś lesie pod brzózką i czeka, kiedy ktoś odnajdzie jego ciało. A ten 1% to ci, którym udało się uciec z Polski, podobnie jak Tybur. Ale nie ma niemal nikogo z tego towarzystwa, kto by nie trafił na jakiś czas do więzienia.
[Głosów:50    Średnia:3.4/5]
Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.