Latające czołgi. Najdziwniejszy projekt ubiegłego stulecia?

Podczas II wojny światowej wszystkie strony konfliktu opracowywały nowe rodzaje broni, które miały przechylić szalę zwycięstwa na ich stronę. Jednym z najbardziej osobliwych projektów były bez wątpienia “latające czołgi” – maszyny będące połączeniem czołgu i szybowca.


W latach 30. i 40. wiele państw prowadziło innowacyjne, a z dzisiejszej perspektywy także – na pozór zabawne – eksperymenty o charakterze militarnym. Projekty latających czołgów – choć na zachowanych fotografiach i szkicach wyglądają nieco absurdalnie – były konsekwencją dotychczasowych doświadczeń na frontach. Konstruktorzy słusznie zauważyli, że jednostki powietrznodesantowe potrzebują do skutecznie przeprowadzonego ataku osłony artyleryjskiej.

Latający czołg wydawał się tym samym idealnym rozwiązaniem dla państw, które rozwijały ten typ wojsk. Nie powinno być zatem dla nikogo zaskoczeniem, że pomysłem zbudowania takiej maszyny byli żywo zainteresowani Sowieci

Pierwsze eksperymenty

Wstępne projekty zaczęto opracowywać już w 1929 r.  Dywizje pancerne”zrzucane” z powietrza miały trafiać na tyły wrogich armii, gdzie – zgodnie z założeniami – siałyby spustoszenie niszcząc stanowiska dowodzenia oraz linie zaopatrzeniowe.  W początkowych próbach eksperymentowano z czymś w rodzaju “powietrznych autobusów” wypełnionych po brzegi żołnierzami (jednostki rowerowe) oraz prostymi amfibiami. 

Za pierwszy “latający czołg” uznaje się radziecką tankietkę T-27, który podwieszano pod kadłubami ciężkich bombowców Tupolev TB-3 (zdjęcie poniżej). W późniejszym czasie do jednostek powietrznych włączono też lekkie czołgi pływające T-37T-40.  W 1935 r. bombowce z podczepionymi pojazdami pancernymi pojawiły się na wielkiej paradzie wojskowej w Kijowie. 

latające czołgi

Podobne koncepcje zagościły w tym czasie także w Stanach Zjednoczonych. Nad projektami latających czołgów pracował  amerykański inżynier i wynalazca Walter Christie – znany pionier w zastosowaniu przedniego napędu w pojazdach. Projekt składał się z samobieżnego czołgu oraz pary dwupłatowych skrzydeł. Ster maszyny – jak dowodził wynalazca – mógł być napędzany silnikiem czołgu. 

“Latający czołg jet maszyną, która przyczyni się do zakończenia wojny – mówił konstruktor w 1932 r. dziennikarzowi branżowego magazynu “Modern Mechanics”. – Wiedza o jego istnieniu i posiadaniu będzie większą gwarancją pokoju niż wszystkie traktaty, które ludzie są w stanie  wymyślić. Maszyna ta pozwoli pokonać wroga, a każda wojna zostanie natychmiastowo zakończona”. 

Wynalazcy udało się zbudować prototyp, jednak projekt został z miejsca odrzucony przez dowództwo Stanów Zjednoczonych. Wojskowi zgodnie uznali, że maszyna Christie’go jet stwarza zbyt duże niebezpieczeństwo dla osoby, która by ją pilotowała. 

Latający czołg Antonowa

Najbardziej znany projekt latającego czołgu przedstawił pod koniec 1942 r. radziecki konstruktor lotniczy Oleg Antonow. Koncepcja stworzenia tego typu maszyny kiełkowała w jego głowie od ponad roku. Pierwotnie inżynier zamierzał przekształcić w szybowiec słynny czołg średni T-34. Ostatecznie zdecydował się na wykorzystanie do badań lekki czołg rozpoznawczy T-60. Szybowiec Antonowa opierał się na konstrukcji drewnianej i – podobnie jak teoretyczny schemat Christie’ go – był dwupłatowy. Kierowca czołgu miał być jednocześnie pilotem. 

Maszyna otrzymała oznaczenie A-40 KT, gdzie ostatnie litery były skrótem od słów “krylja tanka” – “skrzydlaty czołg”. Oblot szybowca przeprowadził 2 września 1942 r. zasłużony pilot doświadczalny Siergiej Anochin


Czytaj także: Zapomniana zbrodnia. Miesiąc przed kapitulacją Niemcy spalili żywcem ponad 1000 ludzi! [ZDJĘCIA]

latające czołgi


Podczas prób dowiedziono, że T-60 zachowuje się prawidłowo w czasie lotu, jednak jest za ciężki dla samolotu holującego TB-3.  Pomimo dużego potencjału nie dokonywano już dalszych prób konstrukcji Antonowa. Powodem był brak samolotów, które mogłyby holować ten specyficzny czołgo-szybowiec. Co więcej, Sowieci nadal mieli ochotę stworzyć konstrukcję zgodną z pierwszym planem Antonowa. Problemy z lekkim T-60 pokazały jednak, że szybowiec stworzony na bazie cięższego T-34 jest poza możliwościami radzieckich naukowców. Z oblotu A-40 KT zachowała się za to do dziś unikatowa fotografia (patrz: zdjęcie główne tego artykułu). 

latające czołgi

Projekt Waltera Christie na grafice z magazynu “Modern Mechanics”, 1932 r. / Fot. Domena publiczna

Japoński czołg latający 

Kolejnym państwem, które było żywo zainteresowane badaniami nad latającymi czołgami była Japonia. Od 1939 r. prowadzono na Uniwersytecie Tokijskim prace nad projektem o nazwie “Projekt specjalnego czołgu numer 3″ (później zmieniono jego kryptonim na ” Sora-sha”, co w języku japońskim oznacza”pojazd powietrzny”). Ukoronowaniem tych badań było stworzenie maszyny o nazwie Maeda Ku-6 (ostatnie litery były skrótem od słów “Kuro-sha” – “czarny pojazd”). Maszyna miała w planach wziąc udział w przyszłym desancie powietrznym na Filipiny. 

Szybowiec różnił się nieco od projektów radzieckich – był to specjalny, aerodynamiczny czołg Ku-Ro z doczepionymi po bokach skrzydłami, które można było zdejmować. Do pojazdu można było także domontować belkę ogonową. 

Sam czołg został skonstruowany przez koncern Mitsubishi, skrzydła i ogon natomiast – przez Maeda Koken Kogyo (Instytut Badań Lotniczych Maeda). Projekt został ukończony w 1945 roku. Jego dalsze losy są niestety nieznane. Zachowało się jednak zdjęcie (powyżej), które może sugerować, że Japończycy zdołali przeprowadzić próbny oblot szybowca. 

Wiadomo, że skrzydła miały rozpiętość prawie 22 m. a ich waga łącznie z ogonem wynosiła ok. 700 kg. Maksymalny udźwig czołgu z załogą wynosił z kolei 2800 kg. Do podobnych projektów nie powrócono już nigdy potem. Udało się za to stworzyć samoloty zdolne do desantów powietrznych, takie jak amerykańskie C-17, z których na specjalnych spadochronach można zrzucać ciężkie wozy bojowe. Udźwig tych maszyn jest na tyle duży, że bez problemu poradziłyby dziś sobie ze zrzutem japońskiego Ku-Ro. 


latające czołgi

ADAM GAAFAR

Redaktor naczelny portalu Co Za Historia. Interesuje się dziejami propagandy politycznej oraz historią II wojny światowej. Publikował m.in. w Focusie Historia, Wirtualnej Polsce i tygodniku Wprost.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.