Lądowanie w Normandii. Jak Polacy ratowali D-Day

D-Day to również polska historia. Oto jak marynarze i lotnicy zadbali o pomyślność największej operacji desantowej w dziejach. Opowiada autor bloga “Okruchy historii”


“D-Day” to dzień w którym rozpoczęła się długo, bo już od 1943 roku, i rzetelnie planowana operacja “Overlord”. Pierwotny termin został wyznaczony na 5 czerwca, jednak z przyczyn pogodowych przesunięto go na następny dzień. 6 czerwca 1944 roku, na normandzkich plażach miała miejsce największa akcja desantowa II wojny światowej i w historii w ogóle. W ciągu 24 godzin w 5 strefach lądowania miało się znaleźć około 200 tysięcy alianckich żołnierzy, którym towarzyszyło 11 tysięcy samolotów oraz około 5,5 tysiąca statków i okrętów. 

Na przeciwko siebie mieli umocnienia Wału Atlantyckiego, naszpikowane zabójczymi karabinami i artylerią. Za tym “szańcem” znajdowały się dwie niemieckie dywizje pancerne. 12 Dywizja Pancerna SS „Hitlerjugend” i 21 Dywizja Pancerna. Resztę swoich czołgów Niemcy rozlokowali w pobliżu Calais, miejscu w którym, błędnie spodziewali się inwazji. Na sukces przedsięwzięcia wpłynął własnie fakt, że sprzymierzonym udało się przekonać niemiecki wywiad, iż to własnie tam wylądują alianckie wojska. W pierwszych godzinach operacji Hitler nadal myślał, iż cała akcja to zmyłka, mająca na celu odciągnąć główne siły od Calais.  D-Day

Gdy stało się jasnym, że to faktyczna inwazja, niemieckie kolumny pancerne ruszyły zbyt późno by nie dopuścić do uchwycenia przez aliantów przyczółków. Tego dnia na francuskich plażach życie oddało około 12 tysięcy aliantów i ponad 4 tysiące Niemców. 

Udział Polaków w D-Day

A gdzie w tym wszystkim Polacy? -“Was tam nie było” –usłyszałem kiedyś od mojego znajomego, obcokrajowca. Kiedy jednak zwróciłem mu uwagę, iż na corocznych obchodach upamiętniających inwazję powiewa polska flaga, obok angielskiej, kanadyjskiej i amerykańskiej, zastanowił się i dodał:
– “No tak, mieliście tam jakiś oddział czołgów. Ale oni wylądowali później, kiedy plaże były już bezpieczne a Niemcy zepchnięci daleko w głąb lądu.”

Tak, miał na myśli 1 Dywizję Pancerną generała Maczka. Jednak zasługi tych żołnierzy to materiał na osobną historię.Trzeba przyznać, że plaż w Normandii nie szturmował, żaden żołnierz w polskim mundurze. Większość Polaków znajdowała się we Włoszech. Armia Andersa zdobyła własnie Monte Casino, a 1 Samodzielna Brygada Spadochronowa generała Stanisława Sosabowskiego nie była jeszcze gotowa do działań wojennych. Dlaczego więc w Warszawie na tablicach Grobu Nieznanego Żołnierza, można przeczytać dwa napisy? Pierwszy brzmi:„INWAZJA NORMANDII 6 VI 1944”. Drugi natomiast to: „NORMANDIA 6 VI 1944”.

Pierwsza grawura poświęcona jest polskim marynarzom, druga natomiast lotnikom, którzy od pierwszych chwil brali udział w operacji. Choć stosunkowo nakład polskich sił nie był zbyt duży, to wkład jaki włożyli w powodzenie lądowania był ogromny. D-Day

Desant w Normandii

Kiedy o świcie na normandzkiej plaży w okolicy Bieville, oznaczonej w alianckich planach jako “Sword” zaczęli lądować brytyjscy żołnierze, Niemcy zdecydowali wysłać w ten rejon czołgi. Mogły one zająć pozycję na wzgórzach wokół plaży i unicestwić, pozostawionych bez osłony i broni przeciwpancernej, angielskich piechurów. D-Day

D-Day

Dywizja Pancerna “Hitlerjugend” była nieco bardziej oddalona od wybrzeża, niż 21, która to niezwłocznie ruszyła. Kiedy 22 Pułk Pancerny, dowodzony przez generała Hermanna von Oppeln-Bronikowskiego, szykował się do akcji, odprawy udzielił sam dowódcza 84 korpusu. Generał Marcks około godziny 6 rano żegnał się z Bronikowskim, zdarzenie to w swojej książce pod tytułem “Najdłuższy dzień” opisał Cornelius Ryan:

– “Oppeln – powiedział [gen. Marcks] – na twoich barkach, być może, spoczywa los Niemiec. Jeżeli nie wepchniesz Brytyjczyków z powrotem w morze, to przegraliśmy wojnę.”

Wieczorem 6 czerwca niemieckie czołgi, w większości Panzerkampfwagen IV i III znalazły się 3 kilometry od plaży “Sword”. Wystarczyło wjechać na pobliskie wzniesienia by Anglicy znaleźli się w zasięgu ognia. Kiedy kolumna pancerna zaczęła wspinać się na wzgórza, nagle jeden z pojazdów stanął w płomieniach. Na czołgi Oppeln-Bronikowskiego spadł huraganowy ogień artyleryjski. W kwadrans zniszczonych zostało 6 maszyn. Niemcy nie potrafili zlokalizować źródła ostrzału. Bronikowski był przekonany, iż są to brytyjskie działa, umieszczone gdzieś na plaży, lub wzgórzach. Nie wiedział, że Anglicy nie zdołali jeszcze uchwycić przyczółka by rozładować ciężki sprzęt. 

W obliczu dużych strat i bezsensowności prowadzenia natarcia, zdecydował się na odwrót. Jedyny niemiecki kontratak przeprowadzony 6 czerwca, który faktycznie mógł zagrozić aliantom i zepchnąć ich z plaży “Sword” z powrotem do morza, został zatrzymany przez tajemniczą artylerię. Przypuszczenia Niemca nie były zbyt trafne. Nie pomylił się jedynie co do faktu, że była to artyleria. Jednak nie brytyjska, 22 Pułk Pancerny przetrzebiły działa znajdujące się na pokładzie ORP “Dragon”. 

D-Day – polski krążownik w akcji

Polski krążownik, naprowadzany przez samoloty rozpoznawcze ostrzelał ze swoich 6 dział 152mm kolumnę pancerną. Polscy marynarze oddaleni o 10 mil morskich nie byli w stanie widzieć celu, mogli polegać jedynie na koordynatach przekazanych przez obserwatorów, nie zdawali sobie nawet sprawy z tego czego dokonali. Ocalili życie tysiącom Anglików, a może nawet zażegnali niebezpieczeństwo niepowodzenia inwazji w tym rejonie. D-Day

Nie była to jednak jedyna zasługa “Dragona”, polski lekki krążownik walczył od samego początku. Wchodził w skład zespołu kontradmirała Wilfrida Pattersona, a jego pierwszym zadaniem było zniszczenie baterii dział 105mm, znajdujących się w Colleville-sur-Orne. Niestety “Dragon” otworzył ogień dopiero koło godziny 7, ponieważ oficer naprowadzający został ranny i okręt musiał czekać na przydzielenie samolotu rozpoznawczego. Polacy uporali się z niemiecką baterią w przeciągu 40 minut. W swoich wspomnieniach “Granatowa Załoga” Wincenty Cygan pisał:

“Rzygnęliśmy zaraz na przemian z rufowych i dziobowych dział, dziewiętnaście kilometrów w głąb nieszczęsnej Normandii” 

Na następne cele nie trzeba było długo czekać. Umocnienia i moździerze w pobliżu Caen również zakosztowały polskich pocisków, jak i wyżej już wspomniany 22 Pułk Pancerny Oppeln-Bronikowskiego. Polacy dostawali pochwały za celny i skuteczny ostrzał każdej z wyznaczonych pozycji, nie zdając sobie sprawy z wymiaru swojego sukcesu. Wincenty Cygan zanotował:

“Dałbym wiele, by móc przeniknąć teren i zobaczyć to na własne oczy. Niestety… Po półtorej doby takiej harataniny komory amunicyjne się opróżniły.”

“Dragon” zwalczał niemieckie cele aż do 8 lipca, kiedy to trafiony niemiecką “żywą torpedą”, został uszkodzony w stopniu uniemożliwiającym naprawę. Swój żywot zakończył jako część sztucznego falochronu. Na marginesie należy dodać, iż ORP “Dragon” był okrętem przekazanym pod polską banderę przez Brytyjczyków. Polacy zgodnie z obietnicami mieli nadzieję otrzymać nowoczesną jednostkę. W zamian za to dostali wyeksploatowany okręt z  1917 roku, Anglicy argumentowali to brakiem doświadczenia polaków na tak dużych jednostkach. W zamian za to, polscy marynarze uratowali brytyjski desant. 


Czytaj także: Układ AK z Niemcami. Dlaczego akowcy zdecydowali się na rozmowy z wrogiem?


Polscy marynarze w Normandii

Nie był to odosobniony przypadek, gdzie polscy marynarze wyciągali Anglików z opresji. Wsparcia przy lądowaniu udzielały jeszcze dwa inne polskie okręty. Niszczyciele ORP “Krakowiak” i ORP “Ślązak”. Pierwszy ostrzeliwał cele w sektorze plaży “Gold”, drugi wspierał lądowanie na plaży “Sword”.  ORP “Ślązak” Płynął na czele alianckiej floty inwazyjnej i w nocy 5 czerwca, jako pierwszy niszczyciel na brytyjskim odcinku lądowania, przeszedł przez wytrałowany “korytarz” w polu minowym. Zajął pozycje między normandzkim brzegiem a trałowcami poławiającymi miny, by osłaniać je na wypadek ewentualnego kontrataku Niemców.

OKRUCHY HISTORII

Okruchy historii to blog historyczny oparty o ciekawostki i mniej znane fakty ubogacone o zdjęcia w dobrej jakości.

1 Comment

  • Przyzwyczailiśmy się lub raczej , przyzwyczajono nas bagatelizować sukcesy Polaków Jak inni wykazali się bochaterstwem to wow a jak rodak coś uczyni to reszta odwraca głowy i nie widzi Sam tego doświadczyłem
    Kto nas tak zaprogramował ? Czemu nie promujemy swoich ?
    Kiedy odejdą homo sowietikus ?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.