Kto i dlaczego zabił gen. Pattona? [FELIETON]

Dzisiaj zajmiemy się wpisem, dotyczącym zagadkowej śmierci najbardziej hałaśliwego amerykańskiego generała w Europie.  Opowiada autor strony II wojna światowa w kolorze.


Patton – gen. niepoprawny politycznie

Fakty:

Generał Patton słynął ze swoich ciętych wypowiedzi – mistrzem taktu był na poziomie marszałka Montgomery’ego, z tą różnicą, że ten drugi nie rzucał mięsem publicznie. Kiedy wojna się kończyła, pragnął zająć Pragę. Czechosłowacja stała się de facto pierwszym polem bitwy zimnej wojny. Gdy generałowi nie pozwolono ruszyć na wschód, wpadł w furię. Publicznie mówił, że należy podrzeć umowy z Sowietami i ich zmiażdżyć. Podczas spotkania z Żukowem nie drgnęła mu powieka, gdy powiedział, że jego armia może unicestwić dowolny czołg, jaki Sowieci mieli. Gdy przybył w czerwcu 1945 r. do Waszyngtonu witały go miliony obywateli. Patton wówczas głośno domagał się powszechnej mobilizacji i ataku na ZSRR. 
 
Mimo iż wielokrotnie prosił o wysłanie na Pacyfik (gdzie, zapewne, chroniłby go jeszcze potężniejszy protektor, jakim był mój ulubieniec, generał Douglas MacArthur), został przydzielony na wojskowego gubernatora Bawarii. I tam wywołał parę skandali, np. unikając denazyfikacji byłych nazistów. Nie wydał też Sowietom polskich partyzantów z Brygady Świętokrzyskiej, mimo nacisków z Moskwy. Patton w ogóle miał mało poprawny politycznie stosunek do Rosjan, Żydów, nazizmu. Nie trzeba było długo czekać na konsekwencje.
 
We wrześniu 1945 r. zdymisjonowano go z pozycji gubernatora, a następnie odebrano mu jego ukochaną 3. Armię. Został dowódcą ”15. Armii”, w rzeczywistości grupy kilkudziesięciu historyków, kronikarzy i pisarzy, dokumentujących działania US Army w Europie. Patton wiedział, że nic już nie znaczy, że zepchnięto go na boczny tor, dlatego postanowił wykorzystać potęgę Ameryki – media. Zapowiedział w liście do żony swoją rezygnację, powrót do Stanów i ujawnienie ważnych informacji. Jego powrót miał mieć miejsce w grudniu. 
“Wypadek”
9 grudnia 1945 roku generał wyruszył swoim Cadillakiem (serii 75 z 1938 r., maszyna – z co ważne – bardzo długą maską) na polowanie ze swoim kolegą, gen. Hobartem Gayem. Następnego dnia miał już odlecieć – generał był już spakowany. Kierowcą – jak zawsze – był zaufany szeregowiec Horace L. Woodring (tak na marginesie podkreślę – NIE, Leon Niemczyk NIE BYŁ kierowcą Pattona). Dzień był bardzo pogodny, widoczność znakomita, a na drodze pustki – w końcu w powojennych Niemczech niewiele było aut. Po bokach drogi było wiele zdezelowanych samochodów. Patton rzekł do Gaya: “Jaka straszna jest wojna. Spójrz na te zdezelowane pojazdy, Hap.”
 
W pewnym momencie Woodring zauważył ciężarówkę GMC, jadącą powoli po przeciwnym pasie. Zwykły widok. Jednak, gdy ciężarówka i Cadillac miały się już minąć, kierowca ciężarówki niespodziewanie i bez ostrzeżenia skręcił w lewo i wjechał tuż przed maskę Cadillaka. By uniknąć zderzenia czołowego, Woodring odbił kierownicą i zaczął hamować. Mimo to, Cadillac uderzył prawą stroną maski i błotnikiem w ciężarówkę o 11:45. Gdy Woodring obejrzał się za siebie, zobaczył straszny widok. Generał Patton leżał na generale Gayu, z głębokiej rany na głowie ciekła mu krew. Patton prosił Gaya, by ten poruszył jego palcami. Był sparaliżowany. 
 
Wściekły Woodring wyskoczył z pojazdu i zaczął krzyczeć na kierowcę ciężarówki: ”Wiecie, durnie, czyj to jest pojazd?! Generała Pattona!”. Z szoferki ciężarówki wytoczył się kapral Robert L. Thompson, wyglądający podobno jak ”odurzony alkoholem półidiota”. Wybełkotał tylko: ”Generała? Zajebiście, stary!”. 
 
Natychmiast przybyła na miejsce żandarmeria i sanitarka, zabierając Pattona. Generał odwiedzał wielu lekarzy, najlepszych chirurgów. Pytał ich, kiedy będzie mógł usiąść na koniu. Ci tylko kręcili przecząco głowami… Generała przewieziono do szpitala w Heidelbergu, gdzie opatrzono go. Wbrew pozorom, zaskakująco szybko dochodził do zdrowia, a nawet były rokowania na poprawę, gdyż rdzeń kręgowy nie został całkowicie przerwany. Organy wewnętrzne pracowały bardzo dobrze. Lekarze nawet przygotowywali go do podróży do USA na 30 grudnia! Niespodziewanie jednak stan pacjenta pogorszył się 21 grudnia – objawy wskazywały na ostrą niewydolność płucną. Generał zmarł w samotności o godzinie 16. 
Ofiara zamachu?
A teraz wątpliwości.  Poważne wątpliwości ws. oficjalnej wersji wywołała książka Roberta K. Wilcoxa ”Cel: Patton”, w której opisuje on swoje wątpliwości dotyczące zamachu. Mam tę książkę i muszę przyznać, że jest dramatycznie słaba. Pełno w niej jakichś bzdurnych teorii spiskowych, nie wspominając o opowieściach o zablokowanych oknach i karabinach strzelających doniczkami. 
 

Wilcox jednak zwrócił uwagę na pewien niepodważalny fakt. W Fort Knox stoi samochód Pattona. Gdy Wilcox się tam udał, odkrył, że to zupełnie inny samochód, a jego numery seryjne zostały zatarte pilnikiem. Wyciągnął więc bardzo słuszny wniosek, że prawdziwe auto generała zostało zniszczone wiele lat temu, a jedyny ślad po nim stanowią zdjęcia z wypadku. 


Czytaj także:


Pamiętacie, jak wspomniałem wyżej o długiej masce Cadillaka? Samochód, mając długą maskę, miał też bardzo dużą strefę zgniotu. W wypadku kolizji większość energii na siebie wziąłby przód samochodu, ratując tym samym kabinę pasażerów. Co więcej, Woodring, jak napisałem wyżej, odbił w lewo. Pasażerowie powinni więc polecieć w prawo, a Patton powinien uderzyć głową w szybę. Tymczasem poleciał w przód, uderzając głową w siedzenie. Co jeszcze ważniejsze, tylko Patton odniósł poważne obrażenia w wypadku. Zarówno Gay, jak i Woodring wyszli ze zdarzenia bez żadnego szwanku. 
 
Sprawca zdarzenia, kapral Thompson i jego dwaj towarzysze, nieznani z nazwiska, nie zostali nawet rzetelnie przesłuchani. Puszczono ich wolno zaraz po wypadku. Nie podali żadnego powodu, czemu zabrali z jednostki ciężarówkę. Niedługo potem kapral Thompson zniknął z Niemiec. Nie wiadomo nawet, kiedy zmarł. 
 
Co jeszcze dziwniejsze, ze śledztwa dotyczącego wypadku, w którym ucierpiał – przypomnijmy – jeden z najwyższych rangą dowódców armii amerykańskiej, żadne dokumenty się nie zachowały. Po prostu zniknęły, jak jego samochód. Po śmierci Pattona nie przeprowadzono sekcji zwłok, zasłaniając się brakiem zgody wdowy. Tymczasem żona Pattona po latach przyznała się, że do zarzucenia sekcji nakłonili ją przedstawiciele władz, mówiąc, że opóźni to znacznie sprowadzenie ciała do USA. Było to o tyle dziwne, że śmierć Pattona była nagła. Być może faktycznie nastąpił skrzep – dość typowe wśród unieruchomionych pacjentów – który wystrzelił z nogi w stronę płuc i przebił je, a być może zakrzep został spowodowany podaniem trucizny. 
Wnioski i domysły
Czy generał Patton został zabity? Moim zdaniem – tak. Pytanie brzmi, kto go zabił. Wielu zwolenników tej teorii wskazuje na NKWD i przypomina o antykomunizmie Pattona oraz o jego stosunku do ZSRR. Moim zdaniem teoria ta nie jest prawdziwa. 
 
Patton był tylko jednym z wielu antykomunistów. Poza nim, bardzo zaciekłym antykomunistą był wspomniany Douglas MacArthur, bodaj jedyny amerykański dowódca, który jawnie sprzeciwiał się jakimkolwiek ustępstwom wobec ZSRR na Dalekim Wschodzie. Bardzo negatywny stosunek do Sowietów miał też generał Mark Clark, dowódca 5. Armii we Włoszech. 
 
No i na deser: marszałek Bernard Montgomery, dowódca 21. Grupy Armii, a później BAOR do końca życia pozostał zaciekłym antykomunistą. Jego nienawiść do Sowietów szła tak dalece, że zbierał poniemiecką broń i kazał ją konserwować, ”na wypadek, gdyby miała się przydać”. W swojej strefie okupacyjnej utrzymywał trzy, co prawda rozbrojone, ale istniejące armie Wehrmachtu. Stacjonowały one do stycznia 1946 r. Co więcej, Monty, sprzeciwiał się wydawaniu Sowietom uciekinierów, jeńców i kolaborantów z niemieckiej armii i był w tym wyjątkowo konsekwentny. 
 
Dlaczego więc, żadnego z wyżej wymienionych nie spotkał podobny los, co Pattona? Odpowiedź brzmi: bo to nie Sowieci go zabili. W mojej ocenie, za śmierć Pattona odpowiadają amerykańscy generałowie, przede wszystkim sam Eisenhower. 
 
Od lata 1944 roku nie było tajemnicą, że Dwight Eisenhower nie planuje do końca życia pozostać w armii, a jego ambicje sięgają znacznie wyżej – do Białego Domu. W tym celu brylował wśród dziennikarzy, bawił się w różne akcje społeczne, mające przygotować jego wizerunek dla publiczności. Mocno ugruntował swoją pozycję nieprzejednanym stosunkiem do Niemców i odebraniem kapitulacji od generała Jodla 7 maja 1945 r. w Reims. 
 
Jego plany mógł popsuć tylko ktoś, kto znał jego wszystkie brudki, ukryte za szerokim, płazim uśmieszkiem, jaki rozdawał na prawo i lewo reporterom. 
 
A brudków tych nie było mało. Eisenhower był beznadziejnym dowódcą. Nigdy w życiu nie walczył i nie strzelał w boju. W 1944 roku swoją kwaterę umieścił wiele kilometrów od frontu, w Granville, a potem w Paryżu, gdzie zajmował się raczej obracaniem swojej niesamowicie brzydkiej sekretarki, aniżeli wojaczką. Co więcej, dowodzenie Ike’a było wyjątkowo niedbałe. Doprowadził do hekatomby w boju o las Hürtgen, gdzie większa część amerykańskiej 1. Armii wykrwawiała się przez pół roku, nie odnosząc większych sukcesów, tracąc 50 tys. ludzi. Co więcej, Eisenhower w ogóle nie zadbał o przewidzenie niemieckiej ofensywy w Ardenach (Ike w ogóle nie zwracał uwagi na kwestie wywiadowcze w tym okresie), co doprowadziło do rozcięcia frontu na ponad miesiąc i kolejnych 100 tysięcy ofiar. Jeszcze gorzej PR-owo wypadał fakt, że w przypadku operacji Market-Garden, która kładła się i do dziś kładzie cieniem na postaci marszałka Montgomery’ego, to Eisenhower wyraził zgodę na jej realizację, a wręcz ponaglał Monty’ego. 
Niewygodny generał
Wszystkie te kwestie znał bardzo dobrze generał Patton. Wiedział o roli Eisenhowera w każdej z operacji, wiedział też, że wszędzie tam był generał Bradley. Obydwu mógł ukręcić jednym raportem. Zamknąć im drzwi do jakiejkolwiek przyszłości. Gdyby rodziny poległych i okaleczonych amerykańskich żołnierzy dowiedziały się, że ten słodko uśmiechający się Ike jest odpowiedzialny za ich tragedie, Eisenhower byłby skończony. Co więcej, Patton wielokrotnie krytykował fanatyczny upór Ike’a w dążeniu do zniszczenia Niemców i wymuszenia bezwarunkowej kapitulacji, słusznie rozumując, że pokonane Niemcy nie będą stanowić przeszkody dla Armii Czerwonej. Wskazywał też, że Eisenhower doprowadził do śmierci dziesiątek tysięcy Niemców – cywilów i jeńców, oraz dawnych więźniów obozów koncentracyjnych i przymusowych robotników, którzy marli w obozach z głodu, chorób i pragnienia. Ujawnienie, że ”dobrzy” Amerykanie doprowadzili do niehumanitarnej śmierci nie tylko jeńców, ale i więźniów, którzy przetrwali Holocaust byłaby torpedą, która posłałaby Ike’a do diabła. 
 
Na rękę śmierć Pattona byłaby też szefowi OSS (poprzedniczki CIA), Williamowi Donovanowi. Donovan nie cierpiał Pattona i nie krył tego, zaś Patton i szef FBI, sławny J. Edgar Hoover, wiedzieli, że OSS jest nie tylko nieudolna (w tym okresie skrót jej nazwy wielu rozwijało jako “Oh, So Silly!” – “och, jak głupio”), ale i może być zinfiltrowana przez Sowietów (tak na marginesie, to właśnie Donovan rozpuszczał plotki o rzekomym homoseksualizmie J. Edgara). OSS w czasie wojny zajmowała się absurdalnymi pomysłami, jak podawanie żeńskich hormonów Grofazowi, wyrządzając spustoszenie wśród interesów USA. Patton wielokrotnie wskazywał, że działalność tej służby jest szkodliwa. 
 
Kto stoi za śmiercią amerykańskiego generała? Tego się zapewne nie dowiemy. Możemy tylko snuć przypuszczenia, ale to, że generał został zamordowany – jest moim zdaniem pewne. 
 
ODWIEDŹ STRONĘ AUTORA:

Wpis pochodzi ze strony II wojna światowa w kolorze. W każdy poniedziałek i piątek będziemy prezentować na naszej stronie nowy komentarz autora. 

[Głosów:39    Średnia:3.3/5]
Komentarze

II wojna światowa w kolorze

Popularna strona na polskim Facebooku, która za pomocą kolorowych fotografii przybliża fanom karty największego konfliktu zbrojnego w dziejach - i nie tylko.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.