Krystyna Skarbek – ulubiona agentka Churchilla

Brytyjski Wydział Operacji Specjalnych – Special Operations Executive (SOE) powstał latem 1940 roku.  Od 1940 do 1944 roku wysłano ich do Francji dokładnie 393, z tego zginęło 102. Jednym z agentów, którzy przeżyli, była piękna Christine Granville, której prawdziwe nazwisko brzmiało Krystyna Skarbek. Fragmenty książki Przemysława Słowińskiego “Kobiety wywiadu”


Słowami najwyższego uznania wyrażał się o niej sam Winston Churchill. Dokonywała niezwykłych wyczynów i wychodziła cało z nieprawdopodobnych wręcz opresji. Za swoją działalność otrzymała najwyższe odznaczenie francuskie (Croix de Guerre avec Etoile) i angielskie (George Medal). Z polskich ani jednego, nawet zwykłego Krzyża Walecznych, chociażby bez okucia… Dlaczego polskich? Ano dlatego, że była Polką, a jej prawdziwe nazwisko brzmiało: Krystyna Skarbek. Przez wiele lat komunizmu nie mogliśmy uczcić swoich bohaterów. A po 1989 roku – nie chcieliśmy tego zrobić. O polskich legendach zaczynamy opowiadać dopiero teraz…


Krystyna Skarbek


Kiedy była jeszcze dzieckiem, ojciec podarował jej na gwiazdkę specyficzny prezent. Był to nowoczesny, wielostrzałowy karabin Remingtona. Wkrótce w okolicznych lasach rozległo się głośne echo wystrzałów, efekt treningów młodej Krystyny. Nie wiedziała jeszcze wtedy, że za kilka lat przyjdzie jej strzelać do ludzi…

Urodziwa Krystyna

Wysoka smukła blondynka o proporcjonalnej budowie, pełna temperamentu i fantazji, a do tego wyjątkowo wysportowana – uprawiała taternictwo – szybko zyskała sobie sympatię w kręgach towarzyskich stolicy. Nie była olśniewająco piękna, ale miała w sobie „to coś”, co usuwało inne kobiety w cień. W połowie lat trzydziestych uczestniczyła w konkursie o tytuł Miss Warszawy, zdobyła również
tytuł Miss Nart Zakopanego. Któregoś dnia jeden z bogatych klientów zaprosił ją na kolację. Nazywał się Gustaw Göttlich. W 1932 roku została jego żoną. Po dwóch latach uciekła od niego.

W 1937 roku wyszła ponownie za mąż, za starszego o 17 lat pisarza i dyplomatę Jerzego Giżyckiego (1889–1970). Przedtem jednak czekała ją cała skomplikowana procedura odzyskiwania wolności. Musiała zmienić wyznanie z rzymskokatolickiego na augsburskie, co wiązało się z wyjazdem do zboru do Wilna, jedynie tam można było otrzymać rozwód w tamtych czasach. Wróciła stamtąd naznaczona
opinią osoby mocno podejrzanej, nie tylko o niepewne pochodzenie, ale także flirciary, która zmienia mężów równie łatwo jak religie. Pod koniec 1938 roku oboje wyjechali do Kenii, gdzie małżonek
miał objąć posadę konsula. 

W październiku 1939 roku państwo Giżyccy znaleźli się w Londynie, gdzie ich drogi wkrótce się rozeszły. (Formalny rozwód Krystyna przeprowadziła w 1946 r. poprzez polski konsulat w Berlinie). Po kilku tygodniach rozpoczęła pracę w brytyjskim wywiadzie.

Pierwsze zadania

Krystyna Skarbek 21 grudnia 1939 roku wyjechała do Budapesztu z zadaniem zorganizowania przerzutu jeńców wojennych na terytorium alianckie. Jej talent i brawura dały się dostrzec już w tej pierwszej fazie działalności, na przykład wówczas, gdy przeprowadzała pięciu czeskich oficerów do Jugosławii. Z powodu awarii samochodu, którym jechali, zostali skontrolowani przez niemiecki patrol. Krystyna nie straciła głowy, i ufając fałszywym dokumentom nie tylko nie zdekonspirowała siebie, ani całej grupy, ale namówiła jeszcze Niemców do przepchnięcia przez granicę samochodu, który utknął na drodze.

W tym samym czasie w Budapeszcie zjawił się podporucznik Andrzej Kowerski (posługujący się pseudonimem „Andrew Kennedy”), potężnie zbudowany mężczyzna o czerstwej twarzy z ciemnym wąsem i błyskiem w niebieskich oczach. Z powodu protezy lekko utykał na lewą nogę. Generał Stanisław Maczek zlecił mu zorganizowanie przerzutu do Francji ukrywających się na Węgrzech żołnierzy słynnej 10. Brygady Kawalerii Zmotoryzowanej, tej samej, którą dowodził we wrześniu. Andrzej i Krystyna poznali się już dużo wcześniej, latem 1930 roku, kiedy to hrabia Jerzy Skarbek w towarzystwie córki odwiedził w Zamościu ziemianina znad Prypeci, kolekcjonera rasowych koni i dostawcę wierzchowców dla wojska Stanisława Kowerskiego. 

Od momentu ponownego spotkania w Budapeszcie losy Krystyny i Andrzeja splotły się jednak już na zawsze. Rozłączała ich wojna i osobiste nieporozumienia, lecz zawsze schodzili się jakoś razem, jak dwie osoby, które spotkały się gdzieś w nieskończoności, poza czasem i przestrzenią. Krystyna miała później wielu kochanków, należeli do nich między innymi pułkownik Francis Cammaerts – szef misji alianckiej na południu Francji i serbski pilot  Michajło Michaloff, ale tak naprawdę jej serce zawsze należało
tylko do niego.

Działalność w okupowanej Polsce

Rankiem 17 lutego 1940 roku Krystyna, jakby nigdy nic, stanęła przed drzwiami swojego mieszkania w Warszawie przy ulicy Rozbrat pod numerem 15. Drzwi otworzyła jej matka. Przez długą chwilę żadna z nich nie mogła wykrztusić nawet słowa, potem rzuciły się sobie w objęcia.

Na rodzinne spotkania nie było jednak wiele czasu. Brytyjska agentka szybko nawiązała kontakt z ruchem oporu. Zorganizowała między innymi głośne odbicie aresztowanych z więzienia w Radomiu. W towarzystwie kilku ludzi, z fałszywymi dokumentami w ręce, wkroczyła do siedziby gestapo w mundurze oficera SS. Po kilkunastu minutach wyszła stamtąd spokojnie wraz uwięzionymi członkami ruchu oporu.

Podróże do okupowanej Polski z rozmaitymi zadaniami odbywała potem jeszcze dwukrotnie, za każdym razem przedostając się tam konspiracyjnym szlakiem przez Słowację. Według źródeł brytyjskich informacje zebrane wówczas przez Krystynę Skarbek pomogły Churchillowi w uściśleniu przewidywanego terminu niemieckiej inwazji na ZSRS.

Agentka tymczasem wróciła do Budapesztu starym szlakiem przemytniczym przez góry. W brytyjskich służbach wywiadowczych nastąpiło jednak przegrupowanie i Krystyna Skarbek została agentką Special Operations Executive. (W Polsce SOE właściwie nie działało, z wyjątkiem misji łącznikowej, zrzuconej niedaleko Radomska już po upadku powstania warszawskiego. Nie było takiej
potrzeby z uwagi na współpracę Brytyjczyków z Armią Krajową za pośrednictwem polskich władz w Londynie).

Zmiana tożsamości 

Późną jesienią 1940 roku do Krystyny dotarła wiadomość o aresztowaniu jej brata. Przygnębiło ją to bardzo, niepokój potęgowała także obawa o los matki. Jeszcze raz wyruszyła do Polski. Sama. Po tygodniu zjawiła się w Warszawie, ale pod numerem 15 przy ulicy Rozbrat nie zastała nikogo. Od kuzynki dowiedziała się, że pani Stefania przebywa na Pawiaku. Podjęła energiczne próby ratowania matki, zakończone jednak niepowodzeniem. Kilka miesięcy później Stefania Skarbek zmarła w obozie w Auschwitz. Zrozpaczona Krystyna powróciła do Budapesztu. 

Nocą walenie do drzwi. Wraz z Andrzejem Kowerskim została aresztowana i poddana niekończącym się przesłuchaniom. Przez trzy noce nie dano jej zmrużyć oka. Wyciągnięta z więzienia przez brytyjski wywiad opuściła Węgry w bagażniku samochodu. ambasadora Marka Russella. Wcześniej jeszcze otrzymała komplet fałszywych dokumentów. Odtąd będzie nosiła nazwisko Christine Granville…


Czytaj także:


Odmłodziła się przy okazji o całe sześć lat. Była wprawdzie agentem wywiadu, ale przecież także kobietą… (Ta nieprawdziwa data jej urodzin – 1 maja 1915, figuruje do dzisiaj na grobie Krystyny Skarbek na cmentarzu St. Mary`s w Kensal Green pod Londynem). To, co teraz nastąpiło, można przyrównać do triumfalnej odysei. Poprzez podminowane Bałkany, a w dalszej kolejności kraje
Bliskiego Wschodu dotarła do Kairu, kwatery głównej armii brytyjskiej w basenie Morza Śródziemnego. Wzdłuż marszruty placówki angielskie podawały sobie z rąk do rąk Krystynę owianą
sławą węgierskich dokonań, Kowerskiego zaś traktowano jako „księcia małżonka”. 

Nieoczekiwana śmierć

Dziesiątki razy bohaterska agentka wywiadu wywijała się czyhającej na nią śmierci, lecz ta w końcu ją dopadła. Zazdrosny szaleniec 13 czerwca 1952 roku na schodach hotelu pchnął Krystynę sztyletem prosto w serce. Zmarła po dwóch dniach w szpitalu. Napad wydarzył się niemal w przeddzień jej wyjazdu do Bonn do Kowerskiego, kiedy zdecydowała się porzucić dotychczasowe zajęcia i otoczenie i połączyć na zawsze ze swoją największą miłością. Widać inna była jednak wola bogów…

Za dokonaną zbrodnię sąd skazał Dennisa Muldowneya na karę śmierci. Oskarżony wysłuchał wyroku spokojnie. – Kochałem ją – powiedział w ostatnim słowie. – Proszę o szybką śmierć, byśmy mogli połączyć się w zaświatach.We wrześniu zawisnął na szubienicy. Na grobie Krystyny Skarbek w Londynie przyjaciele zawiesili ryngraf z jasnogórską Czarną Madonną, z którym nigdy się nie rozstawała. Podobno wisi tam do dziś.


Zdjęcie główne: Krystyna Skarbek. Fot. Niken14 [CC BY-SA 4.0], Wikimedia Commons

[Głosów:10    Średnia:2.9/5]
Komentarze

REDAKCJA

Co Za Historia - nowoczesny portal historyczny. Udowadniamy, że przeszłość jest ciekawa!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.