Krwawa Niedziela w Bydgoszczy – pogrom volksdeutschów czy niemiecka prowokacja?

Zbrodnia w Bydgoszczy stała się pretekstem do krwawych prześladowań Polaków, wśród których największą daninę krwi złożyli przedstawiciele przedwojennej inteligencji, w tym nauczyciele, księża, urzędnicy czy lekarze.

Był to także efekt wdrażania hitlerowskiej koncepcji wyniszczenia okupowanych ziem z najbardziej prężnego i aktywnego elementu społecznego, w którym Niemcy upatrywali największego zagrożenia podziemnymi działaniami o charakterze niepodległościowym. Krwawa Niedziela stanowiła zatem pożywkę dla niemieckiej machiny eksterminacji i w gruncie rzeczy była traktowana jako wygodny wybieg dla zaplanowanych wcześniej operacji. Krwawa Niedziela

Propaganda idzie w ruch

Goebbelsowska propaganda szybko sformułowała chwytliwe hasło „Bromberger Blutsonntag”, co oznacza wprost „bydgoską krwawą niedzielę”. Pojawiło się na łamach dziennika “Deutsche Rundschau” w kilka dni po zajściu. Slogan ten wszedł do oficjalnej nomenklatury stosowanej przez historyków, co samo w sobie jest źródłem negatywnych skojarzeń. Hasło niesie bowiem określony ładunek emocjonalny.

Jego popularne używanie nawet po ponad siedemdziesięciu latach od zakończenia II wojny światowej jasno wskazuje na skuteczność niemieckiej propagandy i utrwalenie pewnych stereotypów historiograficznych. Nie oznacza to oczywiście, że należy wprowadzić jakiś zamiennik dla Blutsonntag, lecz konieczne jest uświadamianie odbiorców, iż operowanie tym pojęciem może być mylące ze względu na niejednoznaczność wydarzeń w Bydgoszczy. Krwawa Niedziela

Joseph Goebbels świetnie wykorzystał propagandowy potencjał zajść w polskim mieście. O sprawie poinformowano zagraniczne media, a korespondenci byli przez Niemców oprowadzani po miejscu rzekomej polskiej zbrodni. Co więcej, w oficjalnych komunikatach prasowych posługiwano się licznymi przekłamaniami, wskazując na wyłączną winę Polaków oraz znacząco zawyżając liczbę zamordowanych obywateli niemieckich. W 1940 roku “Völkischer Beobachter” wskazywał już na absurdalną liczbę 58 tys. ofiar. Krwawa Niedziela

Niemcy starali się w ten sposób zbudować obraz prześladowanych przez Polaków Volksdeutschów, znajdując tym samym wygodne uzasadnienie nie tylko dla samej agresji przeciwko sąsiadowi, ale i późniejszych represji przeciw ludności polskiej. Podjęte środki i skala reperkusji były oczywiście nieadekwatne w stosunku do rzekomych win mieszkańców Bydgoszcz.  Jednakże liczył się sam przekaz i fakt użycia siły wyłącznie w odpowiedzi na agresję Polaków. 


Czytaj także: Górale, którzy zdradzili Polskę. Ich przywódca zawisł na świerku!


 Nie wiadomo, jak duży wpływ na zachodnią opinię publiczną miały doniesienia niemieckiej propagandy. Jej zasięg był bowiem ograniczony, choć Francuzi i Brytyjczycy nie mogli sobie jeszcze zdawać sprawy z rozmachu i skali przekłamań, jakimi posługiwał się pion kierowany przez Goebbelsa. Niemcy orzekli winę żołnierzy Wojska Polskiego i ludności cywilnej. Koncentrowali csię przede wszystkim na uwypukleniu zaangażowania Armii „Pomorze” oraz osobistych decyzji gen. Władysława Bortnowskiego, który dowodził wówczas związkiem taktycznym. 

Historyczne spory

Wydarzenia w Bydgoszczy mocno poróżniły polskich i niemieckich historyków, którzy przez lata bronili mniej lub bardziej wygodnych wersji historii. „Wygodnych” oznacza w tym wypadku zaprzeczenie „wiarygodnych”, bowiem obie strony starały się udowodnić swoje racje i odmiennie postrzegały Krwawą Niedzielę. Dla niemieckich historyków wydarzenia z 3 września 1939 roku były dowodem na antyniemieckie nastroje, które przyczyniły się do pacyfikacji niewinnych Volksdeutschów. Dla Polaków dywersja przeprowadzona przez V Kolumnę stanowiła wystarczające uzasadnienie dla środków podjętych następnie przez żołnierzy gen. Przyjałkowskiego.

W  toku postępowań prowadzonych przez Główną Komisję Badania Zbrodni Niemieckich w Polsce oraz Instytut Pamięci Narodowej ustalono ponad wszelką wątpliwość, że na terenie Bydgoszczy działali niemieccy dywersanci i to oni sprowokowali zajścia. Należy jednak podkreślić, że w wielu wypadkach strzelaniny mogły być efektem błędów polskich obrońców, którzy omyłkowo skierowali ogień na polskie jednostki. Niemieccy historycy podkreślali tymczasem charakter zbrodni wojennej i wymierzenie sprawiedliwości przez Polaków w warunkach uniemożliwiających przeprowadzenie uczciwego dochodzenia.

Rozstrzelanie niemieckiej ludności uznawano jednoznacznie za samosąd niepoparty realnymi przesłankami. Podpierając się tezami goebbelsowskiej propagandy, ignorowali fakt ostrzelania polskich oddziałów przez V Kolumnę. Co ciekawe, przebywająca we wrześniu 1939 roku na terenie miasta angielska nauczycielka Lucy Baker-Beall zeznawała jeszcze w trakcie wojny, że Polacy zabijali Niemców pojmanych z bronią w ręku.

Mit Krwawej Nidzieli

Według strony polskiej miało to oddalać zarzuty o rozstrzeliwanie niewinnych. Nie wiadomo, skąd Lucy Baker-Beall miała tak dokładne informacje. Jej relacja jest oczywiście cennym historycznym świadectwem, ale może nosić znamiona pewnej manipulacji i niedoinformowania. 

W 2003 roku niemałą sensację wzbudziła publikacja Güntera Schuberta zatytułowana “Bydgoska krwawa niedziela. Śmierć legendy”. Niemiecki historyk odrzucił dotychczasowe tezy rodaków o jednoznacznej winie Polaków, którzy mordowali niewinnych Volksdeutschów. Podpierając się licznymi dokumentami, w tym dziennikami Armii „Pomorze”, dokonał bogatej analizy zdarzeń, wskazując na dywersję strony niemieckiej i ostrzeliwanie sił Wojska Polskiego na terenie Bydgoszczy.

Zamordowanie Niemców było odwetem za wcześniejsze ataki na ludność cywilną i oddziały 15. Dywizję Piechoty, przy czym skala represji przekraczała rzeczywistą winę dywersantów, a wśród zamordowanych znalazły się także niewinne osoby. Aktualnie mit „Czarnej Niedzieli” wydaje się wzbudzać mniej kontrowersji niż jeszcze kilkanaście lat temu. Nie oznacza to jednak, że temat ten został już w całości opracowany, a wszystkie wątpliwości rozwiane. Wydaje się jednak, że ze względu na coraz mniejszą liczbę świadków zdarzeń oraz brak realnych możliwości dotarcia do innych relacji uniemożliwia rozwiązanie pozostałych kwestii spornych. 


Źródło: II wojna światowa. Blog Mateusza Łabuza

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Komentarze

MATEUSZ ŁABUZ

Twórca portalu II wojna światowa, autor kilkuset recenzji książek historycznych oraz licznych artykułów poświęconych przede wszystkim Polsce i Polakom w latach 1939-45. Prywatnie siatkarz plażowy i miłośnik skandynawskich kryminałów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.