japońskie eksperymenty na ludziach shiro ishii

Makabryczne eksperymenty na ludziach! Cięcie żywcem i zmuszanie do przerażających rzeczy. Nigdy nie zostali osądzeni

Po zakończeniu wojny, z ramienia Waszyngtonu, sprawą wykorzystania japońskich badań nad bronią biologiczną zajmował się podpułkownik Murray Sanders. Gdy tylko przybył do Japonii, wizytę złożył mu Nito Ryoichi, jeden z najbliższych współpracowników Ishiiego. Zaproponował aliantom prostą umowę: wyniki badań w zamian za nietykalność. 

Na początku maja 1947 r. w Białym Domu odebrano telegram nadany przez gen. Douglasa MacArthura. Głównodowodzący wojsk okupacyjnych napisał w nim krótko: “Możemy uzyskać dodatkowe dane i zeznania od Ishiiego, jeśli się go zapewni, że nie zostaną one użyte jako dowody w procesie przeciwko Japończykom”. Doktor najwyraźniej wyczuł, że alianci zaczynają interesować się aktami z wynikami jego badań – do tej pory musiał ukrywać się w Japonii. Rok później została zawarta tajna umowa. Od tej chwili dawny wróg japońskich badaczy stawał się gwarantem ich nietykalności. 

Ale amerykańskie gwarancje miały swoją cenę. Ludzie z kierownictwa Jednostki 731 mieli regularnie przesyłać na biurko prezydenta Trumana dokumenty z tajnymi danymi. Teczki były opatrzone eufemistycznym napisem: “akta medyczne”. Ishii i jego zespół badawczy uniknęli w ten sposób procesów tokijskich, podczas których sądzono po wojnie japońskich zbrodniarzy. Żaden z prominentów jednostki nie został nigdy ukarany. 


Jednostka 731


Amerykanie traktowali tajna umowę jako zło konieczne. W CIA wierzono, że Amerykanie zapewniają sobie w ten sposób przewagę w wyścigu zbrojeń. Ale sowieccy szpiedzy byli czujni. Kreml od samego początku wiedział o tajnej współpracy USA ze zbrodniarzami wojennymi. Tak jak wcześniej w Norymberdze, tak i teraz Rosjanie – pod płaszczykiem sprawiedliwości – żądali wydania winowajców. Oczywiście nie chodziło wcale o zadośćuczynienie należne ofiarom Japończyków. Radziecka agentura chciała jedynie cennych zeznań. 

PRAWDA WYCHODZI NA JAW

Wszystko wskazywało na to, że informacje o zbrodniczej działalności Jednostki 731 nigdy nie wyjdą poza mury sztabów i agencji wywiadowczych. Odnalezione wiele lat po wojnie mogiły ofiar, które zamordowano tuż przed ewakuacją pracowników kompleksu, nie pozwoliły jednak utrzymać przed światem mrocznej tajemnicy. Okazało się ponadto, że niektórym więźniom udało się jednak przeżyć eksperymenty. W 1986 r. zeznania dotyczące działalności Jednostki 731 złożył Frank James – były amerykański jeniec trzymany w kompleksie w Pingfang. Prawdopodobnie podejrzewając współpracę własnego rządu z Japończykami, milczał wiele lat w obawie, że ktoś będzie próbował “uciszyć” go na zawsze. 

Pojawiające się coraz nowsze informacje o Jednostce 731 skłoniły wreszcie Stany Zjednoczone do wyjaśnienia tej sprawy. Przed Izbą Reprezentantów oprócz Jamesa stanął również naczelny archiwista armii amerykańskiej, który zeznał, że wszystkie akta dostarczone przez Ishiiego zostały zwrócone w latach 50. Japonii. Okazało się, że nikt nie zrobił kopii. James skwitował to krótko: “Można było się spodziewać, że będą chcieli jakoś zatrzeć ślady tej współpracy”. 

DEMONY PRZESZŁOŚCI

Niepojęta skala okrucieństwa zadziałała na wyobraźnię reżyserów brutalnych krwawych horrorów (gore), którzy postanowili opowiedzieć ten koszmar na nowo. W Chinach powstała seria filmów składająca się z czterech części, z których najbardziej znane są “Men Behind The Sun” oraz “Laboratorium diabła”. Ze względu na mnogość drastycznych scen, każda z tych produkcji opatrzona była ostrzeżeniem. Na pudełkach dystrybutora umieszczano m.in. informacje sugerujące, że film nie jest wskazany dla osób mających problemy z sercem ani kobiet w ciąży. Jednostka 731 miała też swój epizod w jednym z odcinków popularnego serialu “Z Archiwum X”.

Kadr z filmu “Men Behind The Sun”

O ile przeniknięcie historii Jednostki 731 do filmu nie rodziło większych problemów, o tyle ujawnienie prawdy o jej działalności stało się kłopotliwe dla rzędu demokratycznej Japonii. Szybko pojawiły się wnioski rodzin ofiar z żądaniem wypłacenia odszkodowań oraz wzięcia przez ten kraj odpowiedzialności za zbrodnie. Japonia stara się jednak od tego wszystkiego odcinać. Chociaż rząd nie ukrywa, że w czasie wojny prowadzono eksperymenty biologiczne, to do dziś Jednostka 731 jest wypierana z japońskiej świadomości zbiorowej.  Tematu unika się na uniwersytetach, na próżno też szukać tego wątku w tamtejszych podręcznikach historii. 

Równie trudnym tematem są powojenne losy zbrodniarzy związanych z jednostką. Tym bardziej, że część z nich znalazła zatrudnienie nie tylko w USA, ale również w rodzimym kraju – pracowali w japońskich firmach i laboratoriach (jak poprzednik Isgiiego na stanowisku szefa Jednostki 731 Masaji Kitano), wykładali na uniwersytetach. 

Najmniej wiadomo  o dalszych losach samego Ishiiego. Zdaniem historyka Richarda Draytona z Uniwersytetu w Cambridge wyjechał do stanu Maryland, gdzie do końca swych dni pracował nad bronią biologiczną dla rządu USA. Podobno wykorzystano jego wiedzę podczas wojny koreańskiej, pojawiły się tam wówczas szczepy groźnych bakterii.

W latach 50. Ishii pojechał ponownie do Pingfang – tym razem z amerykańską obstawą. Nie wiadomo, w jakim dokładnie celu, ale być może ta wizyta przyczyniła się do jego śmierci. Gdy zmarł (1959), za przyczynę podano wprawdzie raka krtani, jednak pojawiły się pogłoski, że Ishiiego zabiły bakterie z jego laboratorium, które starał się uczynić sprzymierzeńcami. Zaiste, byłby to paradoksalny koniec Anioła Śmierci z Pingfang. 

Zdjęcie główne: Ofiary epidemii dżumy w Mandżurii w latach 1910-1911 (fotografia ilustracyjna). / Fot. Wikimedia Commons

Autor: Adam Gaafar

Artykuł opublikowany pierwotnie w Focus Historia 2/2016 (luty) 

Aktualnie w sprzedaży znajduje się Focus Historia 5/2017

oddział 731

 

[Głosów:246    Średnia:2.9/5]
Komentarze

FOCUS HISTORIA

Focus Historia to magazyn popularnonaukowy. Publikowane w nim teksty nie przypominają akademickich opracowań, są bowiem skierowane do każdego czytelnika. Podstawowym kryterium doboru tematów poruszanych w magazynie jest atrakcyjność opisywanej historii.

2 Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.