japońskie eksperymenty na ludziach shiro ishii

Makabryczne eksperymenty na ludziach! Cięcie żywcem i zmuszanie do przerażających rzeczy. Nigdy nie zostali osądzeni

TESTOWANIE NA… LUDZIACH

W Jednostce 731 prowadzono badania na żywych, bo Ishii uważał, że tylko w ten sposób można uzyskać rzetelne wyniki. Nigdy nie stosowano znieczulenia, bo zależało mu na obserwowaniu rozwoju choroby w naturalnych warunkach. Więźniowie byli zmuszani do wypijania płynów z bakteriami cholery. Badano na nich też skuteczność miotaczy ognia i fosgenu, wtłaczano do żył powietrze oraz zwierzęcy mocz do nerek, testowano promieniowanie radioaktywne. W celach więźniów znajdowały się często szczury i pchły, które zarażały nieszczęśników dżumą. 

Zdarzało się, że zainfekowane ofiary były leczone w pobliskim szpitalu, a gdy udało im się wyzdrowieć, przeprowadzano na nich kolejne doświadczenia. Ishii interesował się zwłaszcza wąglikiem, którego efektywności również nie wahał się sprawdzać na więźniach. Gdy potrzebował jakiegoś organu do badań – brano maruta i rozłupywano mu głowę, odcinano kończyny lub rozcinano ciało.

japońskie eksperymenty na ludziach

Jednostka 731 / Fot. Wikimedia Commons

W wyniku nieludzkich eksperymentów więźniowie umierali zwykle po 5-10 dniach od przybycia do japońskiego “tartaku” w Pingfang. Niektórzy wytrzymywali jedynie dwie doby. Ale każdy dzień ich życia w Jednostce 731 był bolesną i powolną agonią. Personelu nie obowiązywała przysięga Hipokratesa. Shiro Ishii, który grał tam pierwsze skrzypce, jeszcze zanim został szefem ośrodka, mówił bezceremonialnie: “Misją od Boga każdego medyka jest blokowanie choroby i jej eliminacja, lecz zadanie, nad którym będziemy tu pracować, jest całkowitą odwrotnością tej reguły”. Nie wiadomo, ilu dokładnie ludzi musiało zginąć, by spełnić ambicje okrutnego mikrobiologa – najbardziej prawdopodobna liczba ofiar waha się pomiędzy 10 tys. a 12 tys. 

ZMOWA MILCZENIA

Tego dnia doktor Ishii krzątał się nerwowo po laboratorium. Zorientował się już, że to koniec. Japonia przegrała wojnę, a lada dzień do Mandżurii mogli wkroczyć Sowieci. Wspomniana wcześniej Akama Masako ciężko znosiła ten dzień. “Kiedy dowiedziałam się, że cesarz Japonii ogłosił kapitulację, było mi zwyczajnie przykro. Nie mogłam uwierzyć w to, co się stało. Cesarz od zawsze powtarzał nam: >>Pracujcie ciężko, a Japonia na pewno zwycięży<<” – wspominała po wojnie. Jej słowa dobrze tłumaczą, dlaczego nikt nie sprzeciwił się potwornym zbrodniom. To właśnie kult pracy i wychowanie do bezwzględnego posłuszeństwa wobec cesarza i przełożonych sprawiły, że nawet przez moment nie zastanawiano się, czy przypadkiem nie dzieje się coś złego.


CZYTAJ TAKŻE:

Ishii starał się zachować zimną krew. Wiedział, że trzeba zniszczyć wszystkie dowody zbrodni. W tym także pozostałych przy życiu marutów. Mikrobiolog zarządził ewakuację obiektu, który miał zostać wysadzony w powietrze. Podwładni dostali od niego rozkaz, by milczeć o wszystkim, co tam widzieli. Akama do dziś pamięta każde słowo tego polecenia, które w istocie było groźbą:

Ishii przyszedł do nas niosąc dużą świecę i powiedział: >>Wysyłam was wszystkich do domu. Jak już tam dotrzecie, jeśli któreś z was wyda tajemnicę Jednostki 731, znajdę was, choćbym miał w tym celu przeczesać po korzenie każdą kępę trawy<<. Jego twarz przybrała przerażający, diaboliczny wyraz. Trzęsły mi się nogi. Zresztą nie tylko mnie – wszystkim. 

Natomiast sam Ishii dość szybko zaczął wyjawiać ową tajemnicę swoim nowym mocodawcom. 

SOWIECKI PROCES

Po ewakuacji podłożono materiały wybuchowe pod jednostkę i jej filie. Budowle okazały się jednak solidniejsze, niż zakładano, dlatego ruiny laboratoriów zachowały się do dziś. Japończykom zabrakło czasu, by zrównać wszystko z ziemią. Większości pracowników udało się zbiec, ale w ręce Sowietów dostało się 12 członków jednostki. W grudniu 1949 r. stanęli przed sądem w Chabarowsku. Najwyższym wyrokiem była kara 25 lat obozu pracy, ale wszyscy skazani zostali zwolnieni już po 7 latach i odesłani do Japonii. Amerykanie uznali ten proces za pokazowy i propagandowy – tak czy inaczej zeznania oskarżonych pozwoliły poznać część mrocznych sekretów Jednostki 731. 

W czasie wielkiego mrozu poniżej 20 stopni wyprowadzono ludzi z więzienia jednostki i obnażywszy im ręce, odmrażano je […], następnie opukiwano odmrożone ręce niewielką pałeczką, dopóki nie wydawały dźwięku podobnego do odgłosu deseczki.

– opowiadał jeden z oskarżonych, dr Nishi Toshihide. W drugim dniu procesu zeznawał ostatni z dowódców Armii Kwantuńskiej stacjonującej w Mandżurii gen. Yamada Otozo. Wyjawił, że prowadzone badania miały być wykorzystane do stworzenia skutecznej broni bakteriologicznej przeciw ZSRR, Chinom i Mongolskiej Republice Ludowej. Pod uwagę brano także atak na państwa zachodnie. Toshihide wspomniał przy sposobności o specjalnej czekoladzie nadziewanej bakteriami wąglika, którą planowano wykorzystać do celów dywersyjnych. 

AMERYKAŃSKI PARASOL

Wyniki badań pseudonaukowców z Jednostki 731 okazały się jednak niezwykle cenne dla Amerykanów, którzy z oczywistych względów nie mogli prowadzić u siebie podobnych eksperymentów. W zamian za te informacje byli gotowi darować winy zbrodniarzom i otoczyć ich ochroną. Nie przeszkadzało im, że opracowywana przez Japończyków broń biologiczna kilka lat wcześniej, podczas wojny, miała być użyta właśnie przeciwko USA. Ówczesny projekt pod kryptonimem “Operacja PX” zakładał, że specjalny okręt podwodny zbliży się do zachodniego wybrzeża Stanów, a następnie katapultuje samoloty rozsiewające patogeny groźnych bakterii. Atak miał dodatkowo wspierać desant załogi… zarażonej dżumą i cholerą. Byłaby to więc kolejna, po atakach pilotów kamikaze, misja samobójcza. Operację zaplanowano na 26 marca 1945 r. 

Przed epidemiczną katastrofą uchronił Amerykanów szef japońskiego Sztabu Generalnego gen. Umezu Yoshijiro. W ostatniej chwili rozkazał przerwanie przygotowań. Miał wtedy powiedzieć:

Jeśli doszłoby do wybuchu wojny biologicznej, jej skala przerosłaby rozmiary konfliktu między Japonią a Ameryką; wywiązałaby się walka ludzkości z bakteriami, która nie miałaby końca. Naraziłoby to Japonię na pogardę całego świata. 

A nieco wcześniej przekonywał żołnierzy, by walczyli do samego końca – bez względu na konsekwencje! Teraz znacznie różnił się postawą od pozostałych japońskich wojskowych. Być może zrozumiał, że w razie niepowodzenia będzie pierwszy, któremu alianci zacisną pętlę na szyi.

[Głosów:246    Średnia:2.9/5]
Komentarze

FOCUS HISTORIA

Focus Historia to magazyn popularnonaukowy. Publikowane w nim teksty nie przypominają akademickich opracowań, są bowiem skierowane do każdego czytelnika. Podstawowym kryterium doboru tematów poruszanych w magazynie jest atrakcyjność opisywanej historii.

2 Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.