Jak powstała włoska mafia? Nieznane fakty o największych gangsterach w historii

Aresztowano kilkanaście osób oraz samego Morello, jak również Casica Ferro w roli świadka. Okazało się, że zamordowany należał do grupy rozprowadzającej fałszywe dolarówki. Na podstawie zastawionego w lombardzie, przez jednego z mafiosów zegarka ofiary wsadzono za kraty domniemanego mordercę. Jednak cała sprawa upadła z powodu braku dowodów. Jak to często bywało w mafijnych procesach, połowa przysięgłych nie stawiła się na rozprawę a świadkowie cierpieli na zaniki pamięci. Policja była zmuszona w efekcie, wypuścić wszystkich oskarżonych na wolność. Don Vito jeszcze przed zakończeniem procesu wyjechał z Nowego Jorku do Nowego Orleanu.
 
Jako, że nie był oskarżony pozwala przypuszczać, iż nie uciekał przed wymiarem sprawiedliwości. Można się więc zastanawiać czy nie popadł w konflikt z rodziną Morello. W każdym razie sprawa “człowieka z beczki” nie została nigdy wyjaśniona. Narodziła się jednak pewna zależność między sycylijskim mafioso a nowojorskim policjantem. Oboje zaczęli żywić do siebie głęboką niechęć. Według spekulacji, Ferro traktował policjanta o włoskim pochodzeniu jako zdrajcę, ścigającego swoich rodaków. Giuseppe Petrosino uważał natomiast Sycylijczyka za wcielenie wszystkiego czym pogardzał a bezkarność jego poczynań, dodatkowo wzmagała jego niechęć.
 
Według legendy oboje nosili w portfelach wzajemne fotografie, by nigdy nie zapomnieć swojego wroga. W 1907 roku Don Vito powrócił na Sycylię w charakterze importera cytrusów, jednak jego interesy nadal powiązane były z włoską diasporą w Ameryce. Dwa lata później do Włoch przybył Petrosino, w Ameryce znany już i szanowany “łowca przestępców”. Popełnił jednak jeden błąd, zapomniał, że nie jest teraz w USA. Gdy wyruszył się na południe w poszukiwaniu przestępców mających powiązania z siatkami przemytników w USA, gazety w Italii ogłosiły przybycie “włoskiego Sherlocka Holmesa”.
 
Tak więc pomimo starań zachowania anonimowości, każdy opryszek wiedział o dochodzeniu “Joe” Petrosina. Jego płatni informatorzy, w rzeczywistości byli na usługach Don Vita, tak więc wiedział on o każdym kroku Amerykanina. Do tego, nie bez racji zresztą, Petrosino zdecydował się na samotne łowy w obawie przed powiązaniami policji i lokalnych władz z mafią. Błędem jednak okazała się rezygnacja z ochrony, którą oferowano po przybyciu Giuseppe do Rzymu. Koniec był dla niego tragiczny. Wychodząc 12 marca 1909 roku z restauracji Gran Caffe Oreto w centrum Palermo, został zamordowany 4 strzałami z rewolweru. Według legend, Petrosino spotkał się w lokalu z Casio Ferro, który zaprosił go na kolację. Bielecki w swojej książce pisze:
“Nie ma pewności, czy ci dwaj spotkali się twarzą w twarz w Palermo, choć właśnie taka wersja przetrwała w wielu palermiańskich podaniach oraz nakręconych na ich podstawie filmach. Wedle nich Don Vito miał zaprosić Petrosina na ostatnią w życiu policjanta kolację do Gran Caffe Oreto przy Piazza Marina w centrum Palermo. I dopiero pod koniec, wznosząc ostatni toast, miał wyjawić Amerykaninowi prawdę, mówiąc: 
– To ja jestem szefem sycylijskiej mafii. Na Sycylii to ja jestem głównym organizatorem i najważniejszym przedstawicielem Mano Nera”.
W każdym razie policjant zginął na zlecenie Don Vita, który w tym okresie faktycznie był jedną z czołowych postaci mafijnych na Sycylii z rozległymi kontaktami w Ameryce. Ferro nie musiał się obawiać, że zostanie pociągnięty do odpowiedzialności. Jego przyjaciel Domenico De Michele Ferrantelli zeznał, że w chwili zabójstwa, Vito był w jego domu w Burgio oddalonym o 100 km od Palermo. Oficjalnie przypisano to zabójstwo anarchistom i sprawa z czasem ucichła. Sława Don Vito Casico Ferro sięgnęła zenitu. Stał się pierwszym w historii sycylijskim capo di tutti capi. Zawsze elegancki i dystyngowany był przyjmowany w najświetniejszych salonach zarówno biznesmenów jak i polityków.
 
Tym ostatnim przysparzał głosów dzięki swoim “pałkarzom”, którzy skutecznie potrafili wpłynąć na wyborców. Co kuriozalne, Don Vito osobiście nie posiadał wielkiego majątku. Jego jedynym kapitałem była jego własna osoba. Potrafił załatwić wszystko czego potrzebował. Dzięki swojej charyzmie i kontaktom był wszędzie serdecznie podejmowanym gościem. Burmistrzowie witali i żegnali go nisko się kłaniając i całując po rękach. Można tu przytoczyć kolejny cytat z książki Tomasza Bieleckiego:
“Czy był wtedy bogaty? Skądże! Był biedny, ale hojnie utrzymywali go baronowie Inglese, Antonino i jego brat Guglielmo. Antonino był nawet chrzestnym Vituzzu, syna Don Vito. Baronowie żyli spokojnie, bo znajdowali się pod jego ochroną. A gdy on czegoś potrzebował, po prostu prosił ich o to jak przyjaciół”.
Kariera “pierwszego ojca chrzestnego” trwała nieprzerwanie aż do okresu międzywojennego. Wtedy to władzę przejęli faszyści i choć wydawać by się mogło, że cele i środki mają zbliżone do mafii, to jednak osobisty antagonizm Mussoliniego przyczynił się do aktywnej walki z sycylijskimi bossami i ich ludźmi. Duce zlecił to zadanie Cesare Mori, człowiekowi który w swojej przeszłości zwalczał faszystów i nie należał do partii. Jednak jego skuteczność i zaciętość czyniła go w oczach Mussoliniego odpowiednim człowiekiem do tego celu. “Żelazny Prefekt” jak nazywano Moriego, stanął  na wysokości zadania, co Don Vito odczuł na własnej skórze. W 1930 roku został skazany na dożywocie za jedno morderstwo. Miał wtedy powiedzieć: “Szanowni panowie, popełniłem w życiu wiele przestępstw. Ale skazaliście mnie za to jedyne, którego nie popełniłem”.
Jak się miało okazać, najprawdopodobniej było to faktycznie sfingowane śledztwo mające na celu uzyskanie wyroku. Tym razem przyjaciele nie byli w stanie mu pomóc. Magnat Adriano Mirabella, proszony przez Ferro o pomoc miał się tłumaczyć, że czasy się już zmieniły i nie ma takich możliwości. Vito Casio Ferro zginął najprawdopodobniej w 1943 roku pod gruzami zbombardowanego przez aliantów więzienia Pozzuoli.
Do dziś przetrwało powiedzenie, że mafia w całej swojej historii drżała jedynie przed Mussolinim.Mafia w okresie rządów faszystów przeżyła swoje najcięższe chwile, ale jednak przeżyła. Wydaje się, że Cosa Nostra już na zawsze pozostanie nierozłączną częścią Włoch. Jak pokazuje jej długa historia w chwilach kiedy wydawać by się mogło, że została zlikwidowana, niczym Hydra odżywa na nowo. Mafia stała się integralną częścią mentalności mieszkańców południa Półwyspu Apenińskiego. Trwa w legendach i opowieściach a “ojcowie chrzestni” niejednokrotnie jawią się w nich niczym bohaterowie. Bohaterowie gotowi w każdej chwili bronić honoru, rodziny i uciśnionych. Oczywiście wszystko za odpowiednią cenę.


Wpis ukazał się pierwotnie na blogu: Okruchy Historii             

[Głosów:18    Średnia:3.8/5]
Komentarze

OKRUCHY HISTORII

Okruchy historii to blog historyczny oparty o ciekawostki i mniej znane fakty ubogacone o zdjęcia w dobrej jakości.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.