Czy Amerykanie wiedzieli o ataku na Pearl Harbor?

Dlaczego tak zwlekano ze sprawą, której powinno się nadać najwyższy priorytet? Czy Marshall źle zinterpretował słowa Brattona? Czy już wówczas popełniono karygodne błędy? A może Amerykanie nie chcieli w porę ostrzec swoich baz marynarki? To ostatnie rozwiązanie, któremu bliżej do teorii spiskowej, wydaje się szczególnie szokujące. Na podstawie raportu Brattona Marshall napisał ostrzeżenie do wszystkich jednostek – końcówka brzmiała mniej więcej tak: “Nie wiemy dokładnie, jakie znaczenie ma ta godzina, ale bądźcie w pogotowiu”.

Depeszę rozsyłał Bratton. I w tym wypadku trudno mówić o logice postępowania doświadczonych oficerów. Najpierw ostrzeżenie przebyło bardzo dziwną drogę; zamiast normalnego połączenia wybrano okrężne, przez Waszyngton (Centrum Sygnałowe)-> Waszyngton (Western Union)-> San Francisco-> Hawaje-> Pearl Harbor. O 7:30 kurier Tadao Fuchikami stawił się w pracy na Hawajach i zaczął rozwozić telegramy. Żaden nie był oznaczony jako ważny. Jak to możliwe? Podobno ze względu na kiepskie warunki atmosferyczne wiadomość przesłano jako zwykły telegram. Kiedy ten dotarł w końcu do porucznika Waltera C. Shorta z obrony wybrzeża Hawajów, Pearl Harbor już płonęło… 

“Tora, tora, tora!”

Japończycy musieli się doskonale przygotować do ataku. Do Pearl Harbor wysyłano kolejnych szpiegów, którzy robili szerokie rozpoznanie. Także w tym wypadków Amerykanie mieli rozeznanie w poczynaniach wroga, dysponując informacjami od podwójnego agenta. Szczególne zainteresowanie bazą w Pearl Harbor nie wzbudziło jednak czujności amerykańskiego wywiadu. Skuteczną początkowo przeszkodą dla japońskiej floty był system obronny w Pearl Harbor. Głębokość akwenów na Hawajach wynosiła 15 metrów, co uniemożliwiało użycie standardowych torped zanurzających się na głębokość 20 metrów.

Japończycy podpatrzyli sposób Brytyjczyków, którzy użyli specjalnie modyfikowanych torped w czasie ataku na Tarent z 1940 roku. Po wielu próbach uzyskano zadowalające efekty z mocowaniem ładunków. Kolejnym mankamentem był sposób cumowania statków (jeden zasłaniał drugi, co wykluczało możliwość ataku torpedowego), co Yamamoto kompensował użyciem ładunków bombowych. Sam atak został przeprowadzony z dużym rozmachem. Nie niepokojone myśliwce mogły spokojnie nadlecieć nad bazę (hasłem do rozpoczęcia ataku były słowa: “Tora, tora, tora” – “Tygrys, tygrys, tygrys”, co oznaczało uzyskanie zaskoczenia).

Flota japońska składała się z 6 lotniskowców (z 360 samolotami), 2 pancerników, 2 ciężkich krążowników, 1 lekkiego krążownika, 9 niszczycieli, 10 okrętów podwodnych i 8 zbiornikowców. W Pearl Harbor znajdowało się w tym czasie 9 krążowników, 20 niszczycieli, 5 okrętów podwodnych, 8 pancerników oraz 49 innych jednostek. Na lotniskach zaś 387 samolotów. Zauważmy, że w porcie nie było lotniskowców, które miały być głównym celem ataku Japonii. Tym samym nalot na Pearl Harbor był jedynie bardzo widowiskowy, ale ze strategicznego punktu widzenia nie dał Japonii absolutnego zwycięstwa (zniszczone i nie dające się naprawić były jedynie “Arizona” i “Oklahoma”). Po wyczerpujących walkach baza płonęła, a kilka tysięcy żołnierzy straciło życie.

Ernst J. King / Fot. Wikimedia Commons

Wydawać się może, iż niemal cały sztab amerykański z wyprzedzeniem wiedział, że atak nastąpi, a ostrzeżenie mimo tego nie dotarło tam, gdzie było najbardziej potrzebne. Jakim cudem Amerykanie zachowali się aż tak nieodpowiedzialnie? Wspominana już kilkukrotnie teoria o celowym doprowadzeniu do zniszczenia Pearl Harbor nie ma oparcia w twardych faktów, ale szereg przesłanek wskazuje, iż sprawa może mieć drugie dno.

Najbardziej ekstremalne teorie mówią o bezpośrednim zaangażowaniu prezydenta Roosevelta. Dlaczego miałby to robić? Być może chciał wstrząsnąć społeczeństwem, zdetronizować opozycję o izolacjonistycznych poglądach i wreszcie wprowadzić Stany Zjednoczone do wojny, co przecież musiał brać pod uwagę, decydując się na wsparcie koalicji aliantów. Najpierw Lend Lease Act, Karta Atlantycka i na koniec Pearl Harbor i śmierć 3500 żołnierzy – chłopców z Ameryki…

Ledwie 24 godziny po druzgocącym ataku Kongres uchwalił wypowiedzenie wojny Japończykom, przeciwny był tylko jeden senator. Hipoteza ta wydaje się być niewiarygodna, jednak w świetle dokumentów potwierdzających, iż Amerykanie zdawali sobie sprawę z planów japońskich, trudno wszystko tłumaczyć wyłącznie rażącym błędem administracji.

Reakcje na nalot i spustoszenie bazy wojskowej Stanów Zjednoczonych paradoksalnie były podobne w obu krajach. W Ameryce zawrzało jak w ulu, gdyż społeczeństwo domagało się ukarania butnych Japończyków, którzy ośmielili się podnieść rękę na USA. Po okresie żałoby oczekiwano od armii skutecznej odpłaty. Determinacja Amerykanów znalazła ujście w kolejnych operacjach.

Tymczasem w Japonii publika przyjęła wieść o wybuchu nowej wojny bez nadmiernej ekscytacji, ale z nadzieją na pokonanie najważniejszego wroga. Karmione propagandą społeczeństwo upatrywało w USA zła, które nie pozwala na rozwój Japonii. Cesarz Hirohito ogłosił:

“My, z łaski Niebios Cesarz Japonii, zasiadający na tronie w nieprzerwanej linii po wieczne czasy i panujący wam, o Nasi dzielni i lojalni poddani, My wypowiadamy niniejszym wojnę Stanom Zjednoczonym i Imperium Brytyjskiemu.”

Nie była to może najbardziej efektowna formuła. Nieco bardziej wymowny był Roosevelt, który 8 grudnia przemawiał do Kongresu: “Yesterday, December 7, 1941 – a date which will live on in infamy – the United States of America was suddenly and deliberately attacked by naval and air forces of the Empire of Japan.”

Admirał Yamamoto w latach 40. / Fot. Wikimedia Commons

Jeszcze w grudniu Japończycy poczynili ogromne postępy na Pacyfiku, zajmując z wielkim rozmachem kolejne posiadłości państw europejskich i samych Stanów Zjednoczonych. Amerykanie tymczasem przemyśliwali o efektownym fajerwerku na miarę Pearl Harbor, który położyłby kres paśmie zwycięstw armii japońskiej. Nie było jednak jak “ugryźć” wroga, aby zranione miejsce szczególnie go zabolało.

Admirał Ernest J. King wpadł zatem na ryzykowny pomysł, który miał okryć sławą amerykańskich lotników i natchnąć do walki i wiary społeczeństwo Stanów Zjednoczonych. W marcu 1942 roku na pokład lotniskowca “Hornet” załadowano 16 ciężkich bombowców, z których każdy, mimo wyrzucenia zbędnego balastu, ważył aż 15 ton. Załoga okrętu za zdumieniem patrzyła na żelazne monstra, które niezgrabnie poruszały się po pasie startowym.

Plan operacji był prosty – maksymalne zbliżenie “Horneta” do brzegów Honsiu, wypuszczenie samolotów i wycofanie okrętu. Bombowce miały zaatakować Tokio, po czym skierować się do Chin i oczekiwać przejęcia przez sprzymierzonych żołnierzy chińskich. 18 kwietnia 1942 roku bombowce wystartowały do niemal samobójczego rajdu. “Hornet” znajdował się w odległości 900 kilometrów od Tokio. 13 bombowców ruszyło w kierunku Tokio, po jednym do Nagoi, Kobe i Osaki. Kierowane przez płk Jamesa H. Dolittla maszyny przeprowadziły udany atak okupiony niewielkimi stratami. Choć jego skutek strategiczny był niewielki, efekt moralny ogromny.

I znowu Japonia zadrżała – od gniewu dostojników cesarskich, dygnitarzy wojskowych i zwykłego ludu, który nieprzyzwyczajony był do nalotów i widoku niezgrabnych sylwetek bombowców nad metropoliami swego kraju. Amerykanów oskarżono o barbarzyństwo, rozlew krwi – lotnicy mieli być bezlitośnie mordowani. Tak też się stało – trzech z ośmiu złapanych uczestników misji zamordowano.

Na szczęście, większość bezpiecznie wróciła do kraju, w tym i dowódca wyprawy, płk Dolittle. Ameryka znowu zaczęła wierzyć w końcowy tryumf, świętując zwycięstwo. Choć małe, dawało nadzieję i wiarę. Już kilka tygodni później Amerykanie mogli celebrować tryumf pod Midway, choć do zwycięskiego zakończenia wojny było jeszcze bardzo daleko. 

 

Źródło: II wojna światowa

[Głosów:3    Średnia:5/5]
Komentarze

MATEUSZ ŁABUZ

Twórca portalu II wojna światowa, autor kilkuset recenzji książek historycznych oraz licznych artykułów poświęconych przede wszystkim Polsce i Polakom w latach 1939-45. Prywatnie siatkarz plażowy i miłośnik skandynawskich kryminałów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.