Brytyjczycy nie okradli Polaków po wojnie [FELIETON]

Czas obalić pewien historyczny mit. Często zdarza mi się  spotykać różne internetowe obrazki, twierdzące jakoby Wielka Brytania wręcz okradła Polskę po II wojnie światowej, każąc nam płacić m.in. za udział polskich pilotów w bitwie o Anglię. Owszem, zobowiązano nas do spłaty zaciągniętych kredytów, jednak – wbrew “prawdzie” z memów – nie było w tym działaniu nic haniebnego. 


Po kampanii wrześniowej rząd II RP udał się na emigrację. Ówczesny polski majątek narodowy by szacowany na ok. 65 ton złota. Kiedy rząd RP i nasze siły zbrojne zadomowiły się w UK została nam przedstawiona propozycja wcielenia polskiej armii w struktury brytyjskie, tj. walka pod brytyjskim sztandarem i pod brytyjskim dowodzeniem. Polski rząd propozycje odrzucił. Nasi politycy chcieli sojuszniczej armii polskiej pod własnym dowodzeniem. Honorowe, prawda? I bardzo, bardzo drogie.

Przypomnijmy, że trwa wojna. Wszyscy na potęgę musza się zbroić. Broni nikt nam za darmo nie da, bo z jakiej racji? To nie Sowiety, że wszystko jest znacjonalizowane. Każde państwo kupuje broń od prywatnych przedsiębiorstw. Nasz rząd musiał zacząć robić to samo. Ponieważ znajdowaliśmy się w Wielkiej Brytanii, zdecydowaliśmy się na sprzęt brytyjski. Wydzierżawiliśmy od Brytyjczyków parę okrętów, zakupiliśmy sprzęt, samoloty, amunicję. Ropa tez z nieba nie spada. Co by nie mówić – mieliśmy takie same ceny, jak armia brytyjska.

Pożyczki wojenne

Był tylko jeden problem – rząd polski nie zarabiał i  nie ma z kogo ściągać podatków. Trzeba więc było pożyczać. Pod zastaw, jak można się łatwo domyślić. Do tego dochodzą  kwestie, takie jak utrzymywanie państwa podziemnego, aparat cywilny, służby wywiadowcze itp. A przypomnijmy, wojna to baaardzo droga sprawa. Uważam, że prawie sześć lat, to dużo czasu, aby w powietrzu rozpłynęło się sporo pieniędzy. A jak dodamy do tego gen. Władysława Sikorskiego, który – powiedzmy to wprost – administratorem był kiepskim,  to można sobie wyobrazić stan polskiego budżetu po wojnie.

Wielka Brytania, w ramach rekompensaty za kredyty – co było zresztą zawarte w odpowiednich umowach – zajęła 11 ton złota. Nie wiadomo dokładnie ile poszło na cele wojskowe, a ile utopiły nasze władze w nieudanych inwestycjach (a trochę utopiły). Nie  jest też pewne, co  stało  się z resztą złota. Część pozostała w Rumunii (ok. 4 ton) –  był to skarbiec naszego rządu po ucieczce (ewakuacji), bo część właściwa pojechała dalej. Najprawdopodobniej sporą część przytulił także rząd PRL. Wiadomo tylko, że do dziś nie odnaleziono kilku ton i nikt nie wie, gdzie one są.

Historia nie lubi spisków

Istnieje jeszcze jeden mit, który mocno wiąże się z powyższym. Mowa o powszechnym przekonaniu, jakoby rząd brytyjski źle potraktował po wojnie polskich weteranów.  Jak to musieli pracować na Wyspach za barem, w magazynach i fabrykach. 

Jak wspominałem, rząd polski nie chciał przekazywać armii stronie brytyjskiej. A to – oprócz wyposażenia – wiązało się także z wypłacaniem żołdu i przyszłymi emeryturami dla żołnierzy. I tu zaczyna się wielka tragedia tych ludzi, ponieważ rząd II RP jest w ruinie, rząd PRL się na nich wypina, a Brytyjczycy mają na głowie własne problemy, tj. parę milionów młodych mężczyzn wracających z wojny, obywateli kolonii, które właśnie padły, opiekę nad inwalidami. Do tego dochodziły renty i odszkodowania dla wdów. Ogólnie rzecz ujmując – nastał kryzys. 


CZYTAJ TAKŻE:


Bez pomocy USA wszystko by padło – Wujek Sam dwoił się i troił, aby zachować Europę Zachodnią na powierzchni. Londyn – moim skromny zdaniem – zachował się całkiem w porządku, bo pozwolił chętnym pozostać w UK, które w wyniku wojny straciło status mocarstwa i zostało zepchnięte na swoją wyspę. Podsumowując –  historia nie lubi spisków. Prawie wszystko, co jest w niej zawarte stanowi ciag przyczynowo – skutkowy, w którym niebagatelną role często odgrywa pieniądz. Zamiast oszukiwać się usilnie spisków, zacznijmy więc wpierw od logiki oraz zapoznania się z ówczesną sytuacją polityczną i gospodarczą. 


POLECAMY 

polskie złoto

Komentarze

1 Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.