Bomby atomowe czy Sowieci? Kto naprawdę zmusił Japończyków do kapitulacji

Mało znana i często pomijana ofensywa sowiecka w Mandżurii z sierpnia 1945 r. jest jednym z najważniejszych powodów (o ile nie najważniejszym), dla których Cesarstwo Japonii podjęło decyzję o kapitulacji. Pomimo ogromnej liczby ofiar spowodowanej eksplozją nuklearną, militaryści chcieli walczyć dalej. Starcie z Armią Czerwoną nastąpiło niedługo po zrzuceniu bomby atomowej na Hiroszimę i okazało się największą porażką Japonii w czasie całej wojny. 


Jak powszechnie wiadomo Józef Stalin – oprócz podziału Europy – zobowiązał się w Jałcie podjąć działania przeciwko Cesarstwu Japonii. Jakiekolwiek operacje morskie nie wchodziły w grę , gdyż sowiecka flota Pacyfiku bazująca we Władywostoku przypominała bardziej złomowisko niż wartościowy związek bojowy (posiadała dwa nieudane i niewykończone ciężkie krążowniki, 10 względnie nowoczesnych niszczycieli oraz 6 niszczycieli starszego typu). Operacje powietrzne, o ile teoretycznie były możliwe (zwłaszcza przeciwko północnej Japonii tj. wyspie Hokkaido), o tyle w praktyce brak maszyn o dalekim zasięgu (zupełny brak myśliwca eskortowego, słabe lotnictwo bombowe dalekiego zasięgu), brak doświadczenia w samodzielnych ofensywach powietrznych i niski poziom wyszkolenia w lotnictwie powodowały, że przeprowadzenie nalotów nie mogło być zrealizowane.

Pozostawała zatem operacja lądowa. Jako cel wybrano Mandżurię, teren dzisiejszych Chin okupowany od 1932 r. przez Cesarstwo Japonii, poddawany intensywnej kolonizacji oraz industrializacji. Przed sowietami stała jedna przeszkoda – Armia Kwantuńska Cesarstwa Japonii. W celu jej szybkiego rozbicia sowieci ściągnęli ogromne siły – niemal 1 600 000 żołnierzy, 28 000 dział i wyrzutni rakietowych, 5500 czołgów i dział samobieżnych oraz 3700 samolotów. Armia Czerwona nie postawiła jednak wyłącznie na przewagę liczebną – w omawianej operacji przewyższała Japończyków także pod względem technologicznym.

Problemy japońskiej armii

Armia Kwantuńska gen. Otozo Yamady była zgrupowaniem wojskowym operującym na terenie Mandżurii. Dodatkowo podlegała jej 4 Armia stacjonująca w Korei oraz siły marionetkowych państw Mandżukuo i Mengjiang. Armia Kwantuńska była największym związkiem japońskich sił lądowych – liczyła 40 dywizji oraz 27 brygad (wliczając jednostki państw marionetkowych). Ogółem liczyły więc niemal 900 000 ludzi ( w tym około 230 000 żołnierzy z wojsk lokalnych), do tego dochodziło 5400 dział, 1100 czołgów oraz 1800 samolotów. Choć liczby te wyglądają imponująco, należy mieć na uwadze, że teren Mandżurii jest ponad dwa razy większy niż obecna Polska. Trzeba również podkreślić, że siły japońskie przez całą wojnę były stopniowo drenowane z dobrze wyszkolonych kadr. Działało to przez długi czas na korzyść Cesarstwa, pozwalało bowiem uzupełniać straty przygotowanymi do walki żołnierzami. Oczywiście niemal cztery lata powiększającego się drenażu pozostawiły Armię Kwantuńską pełną rekrutów i kadr bez większego doświadczenia wojskowego.

Sprzętowo sytuacja wyglądała jeszcze gorzej niż mogą sugerować liczby. Ogromną większość artylerii stanowiły działa lekkie kalibru 70 oraz 75 milimetrów. Obrona przeciwpancerna była nikła (22 działa ppanc na dywizję piechoty, zupełny brak dział w jednostkach lokalnych) i przestarzała. Działa 37 milimetrów Typ1 były bezużyteczne, działa 47 milimetrów Typ1 mogły skutecznie zwalczać czołgi tylko na bliskim dystansie. Wszystkie czołgi – Typ 92 Typ 95 oraz Typ 97 były równie przestarzałe, spełniały standardy być może w 1940 r.

Lotnictwo liczące na papierze niemal 1800 maszyn także nie miało szans w konfrontacji z potężną i nowoczesną armią. Do samolotów bojowych przydzielano słabo wyszkolonych pilotów, brakowało także paliwa. Nie będzie zatem przesady w stwierdzeniu, że Armia Kwantuńska była w istocie tzw. „papierowym tygrysem”, niezdolnym do walki z sowieckim kolosem.

Sowieckie uderzenie

Ofensywa sowiecka rozpoczęła się 8 sierpnia 1945 roku. Armia Czerwona postanowiła wykonać klasyczny manewr okrążający z obu skrzydeł. Zachodnie uderzenie przekroczyło pustynie Mongolii, zupełnie zaskakując japońskie dowództwo, które spodziewało się ataku z północy na Hailar. Od wschodu krasnoarmiejcy przekroczyli rzekę Ussuri i uderzyli na linii jeziora Chanka i miejscowości Suifenhe. O ile uderzenie zachodnie nie napotkało właściwie zorganizowanego oporu, o tyle wschodnie natarcie musiało przełamywać twardą obronę Japończyków.

Przygniatająca przewaga materiałowa pozwalała jednak w większości znieść opór przeciwnika niemalże z marszu. Katastrofę potęgował fakt, że japońscy dowódcy w dniu ofensywy prowadzili ćwiczenia sztabowe odnośnie…odparcia sowieckiej inwazji. Większość japońskich jednostek nie zatem miała dowódców, których powrót zajmował czasem nawet dobę. Ich brak powiększał chaos w japońskich szeregach. Dodatkowo japońskie oddziały w momencie rozpoczęcia sowieckiego ataku znajdowały się w trakcie przegrupowania sił, a właściwie – wycofywania znad granic. Sowieci wyciągnęli natomiast wiele lekcji z wojny w Europie i stosowali strategię blitzkriegu. Czerwone zagony pancerne często wyprzedały wycofujące się oddziały japońskie.

[Głosów:51    Średnia:3/5]
Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.