Fu-Go – tajna broń Japonii. Chcieli zaatakować USA za pomocą… balonów

Dwa dni po starcie pierwszego balonu u brzegów Kalifornii, straż wybrzeża natknęła się na unoszące się na wodzie szczątki balonu. Biała płachta wyglądała niczym gigantyczna meduza. Po bliższych oględzinach, Amerykanie spostrzegli japońskie oznaczenia. Sprawę przekazano FBI. Ciekawostką jest fakt, iż na początku Amerykanie nie brali pod uwagę, że balony mogą pochodzić z Japonii. Nie mieli pojęcia o istnieniu prądów strumieniowych i według ich wiedzy nie było możliwe, aby balon mógł przebyć taką odległość.  bomba balonowa

Kiedy 6 grudnia 1944 roku koło godziny 18:15, w okolicach miasta Thermopolis w Wyoming, spadła pierwsza zauważona przez pracowników kopalni bomba. Śledztwo toczyło się w stronę jenieckich obozów na północno-zachodnim Pacyfiku. Podejrzewano, że w jakiś sposób japońscy jeńcy konstruują i wysyłają te konstrukcje w stronę kontynentu. Był też rozważany wariant wypuszczania Fu-Go przez załogi japońskich okrętów podwodnych. Dopiero kiedy naukowcy dokonali szczegółowej analizy znajdowanych szczątków, przerażenie padło na służby wywiadowcze.

Badania piasku z worków balastowych wykazały, że pochodzi on z japońskiej wyspy Honsiu. Minerały i resztki mikroorganizmów nie mogły pochodzić z wybrzeży USA, ani z żadnej wyspy pacyficznej. Cesarstwo Japońskie stworzyło pierwszą w historii broń interkontynentalną, co do tej pory było nie do pomyślenia.

Balony nad Pacyfikiem

Fu-Go zaczęły pojawiać się masowo nad oceanem, gdzie były zauważane przez okręty i pilotów. Kilka dni po pierwszym wybuchu bomby na terytorium stanów, dwóch mężczyzn w lasach Montany zauważyło resztki balonu. 31 grudnia w stanie Oregon, kolejny zawisł na drzewie. Szczątki znaleziono nawet na Alasce. W obliczu tak nieoczekiwanego zwrotu w działaniach wojennych, Fu-Go objęto całkowitą cenzurą. Każdy kolejny incydent z bombowymi balonami, nie był komentowany w prasie. A świadków pouczano o konieczności zachowania całkowitej poufności. Kroki te miały na celu zmylenie Japońskiego wywiadu.

Cesarstwo miało uwierzyć, że ich próby zakończyły się fiaskiem i balony nie docierają nad terytorium USA. Tym bardziej, iż Amerykanie obawiali się użycia przez wroga broni bakteriologicznej. W miejscach gdzie znajdowano szczątki Fu-Go, instruowano farmerów by zwracali szczególną uwagę na zmiany chorobowe zwierząt i roślin, i o takowych bezzwłocznie informowali odpowiednie służby. Problem z nową, japońską bronią polegał na tym, że Amerykańskie radary nie były w stanie wykryć papierowych balonów. A zestrzelenie takiego nad kontynentem było rozwiązaniem połowicznym, ponieważ spadając na ziemię bomby eksplodowały.

Fu-Go były wysyłane do kwietnia 1945 roku. W tedy to zaniechano dalszych ataków tą bronią. Powodów było kilka. Amerykańskie naloty na Tokio wyeliminowały wiele firm podwykonawczych, wytwarzających półprodukty. Bombowce Air Force zniszczyły również instalacje produkujące wodór, ale przede wszystkim sukces odniosła amerykańska strategia milczenia. Wywiad japoński nie mógł potwierdzić żadnego incydentu związanego z bombami balonowymi. W skutek czego zaklasyfikowano tę broń jako nieskuteczną. Kilkakrotnie japońskie balony były jednak bliższe sukcesu niż mogło by się wydawać. Bomby rozsiały się po całej zachodniej części stanów. Meldunki otrzymywano z Alaski, Kanady, Nebraski, Nowego Meksyku, aż po Teksas, Iowę i Nebraskę.

bomba balonowa

Jeden z balonów zrzucił swój ładunek w bezpośrednim sąsiedztwie fabryki Boeinga w Seattle. Gdyby bomby spadły kilkadziesiąt metrów dalej mogło by dojść do poważnego uszkodzenia linii produkcyjnej samolotów B-29. Na to Amerykanie zaś nie mogli sobie pozwolić. 

10 marca 1945 roku w deszczowy dzień, mokry Fu-Go opadł na linie wysokiego napięcia tamy Bonneville. Doprowadziło to do spięcia i cała okolica pogrążyła się w ciemnościach. Nie było by w tym nic krytycznego gdyby nie fakt, że w tym rejonie i pod tą sieć energetyczną podłączony był tajny ośrodek Hanford, pracujący nad projektem Manhattan, czyli nad bombą atomową. Znajdował się w nim reaktor B, gdzie wytwarzano pluton dla ośrodka w Los Alamos. Na szczęście reaktor posiadał własny awaryjny system zasilania, jednak mimo to chłodzenie zostało przerwane i ten awaryjnie się wyłączył. Całe szczęście nie doszło do stopienia jądra, jednak incydent ten opóźnił produkcję o 3 dni. Pułkownik Franklin Matthias oficer z ośrodka Hanford wspomina:

“Stworzyliśmy specjalne środki bezpieczeństwa, tak że cały północny zachód mógł by być pozbawiony energii […] wszyscy byliśmy śmiertelnie nerwowi ponieważ była to faktyczna próba systemu bezpieczeństwa.”

Amerykanie zaczęli pracować nad nowymi technikami wczesnego wykrywania. Budując sieć radarów, powołując obserwatorów naziemnych i oddelegowując myśliwce przechwytujące, które czekały w gotowości na kilku lotniskach. Program nazwano Sunset-Projekt, pełną gotowość uzyskał w maju 1945 roku. Ale w tedy Japończycy nie wysyłali już swoich balonowych bomb. Jednak pojawiła się nerwowość i swego rodzaju fobia. Myśliwce kilka razy dziennie startowały by przechwycić cele, które okazywały się balonami meteorologicznymi, sterowcami marynarki wojennej lub czasami widocznymi w dzień gwiazdami. J Robert Oppenheimer, dyrektor projektu Manhattan, wspomina dosyć komiczne wydarzenie w Los Alamos:

“Na krótko przed testem bomby atomowej, pewnego ranka prawie wszyscy byli na zewnątrz i obserwowali przez lornetki, okulary i co tam było pod ręką, jasny obiekt na niebie. Najbliższa baza lotnicza w Kirtland Fields, powiadomiła nas, że nie mają w pobliżu żadnych myśliwców mogących przechwycić ów obiekt. Nasz dyrektor personalny, był człowiekiem inteligentnym życiowo. Przyszedł do mojego biura i spytał, kiedy w końcu przestaniemy starać się zestrzelić Venus.” 

Amerykański rząd ukrywa zagrożenie

W sumie w stronę Ameryki wysłano ponad 9.000 balonów, z czego nad jej terytorium zaobserwowano około 312. Jeden z ostatnich spadł 5 maja 1945 w lasach Oregonu. Bomby eksplodowały dopiero gdy jedno z dzieci szkółki niedzielnej zaczęło przy nich manipulować. Śmierć poniosło 5 dzieci i ciężarna żona pastora. Były to jedyne ofiary II wojny światowej na kontynencie amerykańskim, które zginęły w skutek bezpośrednich działań wroga.

Częściowo należy tę tragedię przypisać cenzurze dotyczącej japońskiej broni. Dopiero 22 maja rząd USA wydał oficjalne oświadczenie i przestrzegł przed szczątkami obcego pochodzenia. Wcześniej ludność cywilna w większości nie zdawała sobie sprawy z istniejącego zagrożenia. Zagrożenia, które de facto istnieje do dziś. Balony Fu-Go rozsiały się niekontrolowanie po bezkresnym kontynencie amerykańskim. Do dziś zaleca się osobom zapuszczającym się w nieuczęszczane zakątki kraju najwyższą ostrożność. 

Potencjalnie Fu-Go były bardzo groźną bronią. Po raz pierwszy zastosowano technologię dalekiego rażenia. Japończycy byli pierwszym narodem któremu udało się przeprowadzić uderzenie międzykontynentalne. O wynikach dowiedzieli się jednak dopiero po wojnie. Częściowo dzięki amerykańskiej udanej polityce cenzury, a częściowo dlatego że nie do końca bomby mogły wykorzystać swój potencjał. Po pierwsze błąd w obliczeniach spowodował iż mniejszy odsetek balonów docierał nad Amerykę.

Drugim czynnikiem był fakt, iż ataki miały miejsce w okresie zimowym, kiedy klimat jest wilgotny. Przez co bomby zapalające nie mogły być efektywne, listowie w lasach było zbyt mokre by wzniecić pożary. Po wojnie amerykanie zainteresowali się technologią fūsen bakudan, przejmując wszelkie dokumenty na jej temat, jakie mogli znaleźć. Technologie regulowania wysokości wykorzystali natomiast we własnym projekcie balonów meteorologicznych “Skyhook”. Mogły one wznosić się na granice stratosfery i miały być często mylone z UFO. Natomiast pierwsze rzekome spotkanie z latającym dyskiem z 1947 roku miało być eksperymentami US Army z technologią Fu-Go, ale to już inna historia…


Źródło: Okruchy Historii

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Komentarze

OKRUCHY HISTORII

Okruchy historii to blog historyczny oparty o ciekawostki i mniej znane fakty ubogacone o zdjęcia w dobrej jakości.

3 Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.