Bitwa pod Anzio. Starcie, w którym poległ ojciec lidera Pink Floyd

Atak nocny Brytyjczyków na północy posuwał się w ślimaczym tempie. Mimo dzielnego wznawiania natarcia i wzięcia 500 jeńców, Brytyjczycy natrafili na bardzo silny opór – Niemcy po prostu byli przygotowani. Co gorsza, po południu Niemcy wyprowadzili kontratak i praktycznie unicestwili nacierający batalion „Leśników Sherwood” – z 820 ludzi pozostało zaledwie 250. Campoleone pozostało niezdobyte, a wykrwawieni Brytyjczycy zdobyli skrawek terenu o długości 4 km, zatrzymując się tuż przed celem. Atakująca na lewym skrzydle 1. DPanc. zwyczajnie ugrzęzła w błocie i nie mogła posunąć się dalej, a gdy próbowała ratować masakrowanych Brytyjczyków – powstrzymał ją niemiecki ostrzał.

Katastrofą zakończył się atak amerykański na Cisternę. Pierwszą próbę podjęli rangersi siłami dwóch batalionów – 1. i 3. Amerykańscy komandosi przeniknęli nocą przez niemieckie linie – często tak blisko, że słyszeli niemieckie rozmowy – idąc jarem Pantano, biegnącym wzdłuż szosy do Cisterny. Rangersi zdołali zbliżyć się do celu. Mieli do przebycia 700 m otwartej, nieosłoniętej przestrzeni. Amerykanie wyszli z jaru i… wpadli na obozującą grupę niemieckich łącznościowców. Część z nich padła pod ciosam kolb i noży, ale kilku udało się uciec i wszcząć alarm. Okazało się, że rangersi weszli w sam środek zgrupowania dywizji „Hermann Goering”.

Klęska Amerykanów

Momentalnie okolica zaroiła się od Niemców, z każdego budynku, każdego stogu siana, każdej sterty desek – bluznęła mordercza palba. Rangersi próbowali wyrąbać sobie drogę odwrotu, ale jako lekko uzbrojona piechota nie mieli szans. W pewnym momencie dało się usłyszeć chrzęst gąsienic. Amerykanie, myśląc, że to własne czołgi, zaczęli wychodzić ku nim. Jednak czołgi – cała kompania – były niemieckie i ruszyły do natarcia, miażdżąc rangersów. Jeden czołg osobiście zniszczył dowódca 1. batalionu, major Jack Dobson. Amerykanom udało się nawet opanować dwa czołgi, zostały jednak zniszczone przez nieświadomych sytuacji innych żołnierzy.

bitwa pod anzio

Układ sił w rejonie Anzio i Cassino na początku 1944 roku.

Walka zamieniała się w rzeź. Rangersi skontaktowali się z dowództwem i błagali o wsparcie, jednak go nie otrzymali, a okrążeni mieli się przebijać do własnych linii. Niemcy zaś metodycznie rozcinali okrążone bataliony, a następnie chwycili się starego sposobu. Ustawili wziętych do niewoli rangersów jako żywe tarcze i nawoływali pozostałych do kapitulacji. Siedmiogodzinna bitwa zaczęła przygasać. Z 767 ludzi zaledwie 6 wróciło do własnych linii. 450 dostało się do niewoli, reszta zginęła. W jeden dzień US Army utraciła połowę swoich komandosów. Zdjęcia setek maszerujących jeńców po ulicach Rzymu obiegły prasę całej Europy, dobitnie sygnalizując klęskę operacji „Shingle”. Ostatni batalion, 4., został ciężko poharatany w boju, próbując ratować okrążonych kolegów i wycofano go z frontu.


CZYTAJ TAKŻE:


Pozostałym jednostkom nie poszło lepiej. Spadochroniarze próbowali okrążyć miasto i przechwycić most, ale ten wyleciał w powietrze, zanim do niego dobiegli. Z kolei 3. DP zaległa w walkach pozycyjnych między murkami i polami, dostając się pod silny ostrzał. Dopiero sprowadzenie czołgów i wsparcia artylerii pozwoliło na siłowe wyłamywanie niemieckiej obrony, ale przyniosło to mizerne efekty, a do Cisterny zabrakło ponad kilometra. Wykrwawiona dywizja musiała zatrzymać natarcie. W bitwie pod Cisterną Amerykanie stracili 3 tysiące ludzi – niektóre bataliony miały zaledwie 20 % stanu.

Kolejne niemieckie natarcia

Następny ruch należał już do Niemców. Dowodzący siłami niemieckiej 14. Armii pod Anzio gen. von Mackensen pracowicie rozbudowywał swoją obronę i ściągał siły artylerii. Ta częściowo niwelowała przewagę Aliantów sile ognia okrętów, które zresztą odsunięto od brzegu ze strachu przed samolotami. Ściągnięto też dwa potężne działa kolejowe 280 mm, które regularnie ostrzeliwały przyczółki – dostały one nazwy „Anzio Annie” i „Anzio Express”. Poważnie wzmocniono też lotnictwo, zwłaszcza siłami bombowymi. „Macano” też aliancką obronę, próbowano wybadać pola minowe i rozmieszczenie pozycji.
Niemieckie kontrnatarcie rozpoczęło się 3 lutego w nocy.

W strugach deszczu małe grupki niemieckich żołnierzy przenikały linie obronne, a następnie atakowały ze wszystkich stron obrońców. Niemcy momentalnie rozcięli brytyjskie pozycje i okrążyli wysuniętą 3. brygadę piechoty. Walki były bardzo zaciekłe, walczący mieszali się ze sobą, nie istniała jednolita linia frontu. W zamieszaniu żołnierze wpadali na siebie nawzajem. Mimo brytyjskich kontrataków, jasne było, że pozycji nie da się utrzymać i gen. Penney nakazał wycofanie się. Dzięki lokalnym kontratakom udało się odblokować okrążonych żołnierzy. 1. Dywizja poniosła bardzo duże straty – 1400 ludzi, z czego 900 trafiło do niewoli. Zachęceni sukcesem Niemcy ruszyli dalej 8 lutego, kierując się na Aprilię.

bitwa pod anzio

Brytyjscy jeńcy wojenni w pobliżu Nettuno, luty 1944 roku. Fot. Bundesarchiv, Bild 183-J16897 / CC-BY-SA 3.0

Zdziesiątkowana brytyjska dywizja nie była w stanie się bronić i Amerykanie na pomoc przysłali batalion z rezerwowej 45. Dywizji. Siły te jednak były zbyt małe, by powstrzymać nacierających grenadierów pancernych i Niemcy je po prostu roznieśli. Niemieckie natarcie straciło impet 10 lutego, ale udało się zlikwidować brytyjski wyłom, utrzymać pozycje mimo ciężkich walk i wziąć do niewoli 2500 jeńców – co było sporym sukcesem.

Niemiecki kontratak był tylko wstępem do zakrojonej na większą skalę ofensywy – operacji „Fischfang” („Połów”), obliczonej na zniszczenie przyczółka. Zgromadzono duże siły – 5 dywizji – wspartych przez dwa bataliony włoskich komandosów, 450 dział i nowe uzbrojenie: zdalnie sterowane niszczyciele umocnień Borgward IV, miny Goliath oraz czołgi Panther.

Duże straty po obu stronach

Natarcie rozpoczęło się 16 lutego o 7 rano potężną nawałą artylerii. Jednak okazało się, że przygotowania do ataku nie uszły uwadze Aliantów. Co więcej, na przyczółku znajdowały się świeże siły, a obrońcy zgromadzili duże zapasy amunicji. Dopiero teraz przydało się fortyfikowanie przyczółka przez Lucasa miesiąc wcześniej. Kiedy Niemcy ruszyli, przywitał ich morderczy ogień artylerii i czołgów, dobrze kierowany. Przyczółek, pokryty siecią okopów i pozycji strzeleckich oraz umocnionych budynków był trudnym terenem. Sytuację pogarszała pogoda i rozmiękła ziemia – te same problemy, które niedawno trapiły Aliantów, przeszły teraz na Niemców.

Co gorsza, Niemcy mieli dużo mniejsze zapasy amunicji, niż Alianci i szybko pozbawili się wsparcia artylerii. Całodzienne walki nie dały żadnych rezultatów – Niemcy stracili 1600 ludzi i nie przełamali obrony. Postępy przyszły następnego dnia, gdy przysłany na specjalny rozkaz Hitlera pułk szkolny wyłamał linie obronne Amerykanów. Sytuacja robiła się groźna, a pogarszał ją sam Lucas ze swoim kunktatorstwem. Dopiero 18 lutego pod presją oficerów wprowadzono do walk jednostki pancerne, a lotnictwo ruszyło do ofensywy bombowej, zrzucając 1100 ton bomb.


POLECAMY: 

bitwa pod anzio


Po czterech dniach ciężkich walk Niemcy musieli wstrzymać natarcie 20 lutego. Ofensywa zakończyła się fiaskiem – utracono 5389 ludzi, w większości od ognia artylerii. Alianckie straty też nie były niskie i wyniosły ok. 5 tys. ludzi. Niemcy pod koniec lutego znowu próbowali kontratakować, tym razem na południowym odcinku, ale i tu ponieśli klęskę, tracąc 1300 ludzi bez żadnych efektów. Jedyną zmianą na plus było to, że nieudolnego Lucasa usunięto wreszcie ze stanowiska i dowódcą VI. Korpusu mianowano gen. Truscotta, dotychczasowego dowódcę 3. DP.

Zaprzepaszczona szansa

Od marca nastąpił impas. Obie strony wiedziały, że są za słabe do prowadzenia akcji zaczepnych. Walki zamieniły się w wojnę pozycyjną. Żołnierze marzli i chorowali w przepełnionych wodą okopach i lejach – w wyniku chorób utracono aż 37 tysięcy ludzi, więcej niż od ognia niemieckiego. Niemcy nieustannie nękali ostrzałem stłoczonych na przyczółku Aliantów.

Nawet rejon szpitala polowego ostrzeliwano tak często, że nazwano go „pół mili do piekła”. Z rzadka tylko toczono walki, najczęściej były to wypady patroli. Niemcy wprost zasypywali przyczółek ulotkami – w tym najsłynniejszą z trupią czaszką i napisem „Beach–Head – Death’s Head”. Odgrywali też audycje propagandowe, dość chętnie słuchane przez alianckich żołnierzy, choćby z nudy – prym wiodła wśród nich „Axis Sally”, namawiająca do dezercji z „przeklętego przyczółka”. Sporadycznie do ataku ruszała Luftwaffe i niemieckie okręty, atakując cumujące okręty i statki i stawiając miny. Tak było przez blisko trzy miesiące.

Dopiero po zdobyciu Monte Cassino i załamaniu się niemieckiej obrony przyczółek został odblokowany pod koniec maja 1944 roku. Przez chorobliwe ambicje i kunktatorstwo kilku generałów nie spełnił on swojego zadania, zabierając życie tysiącom żołnierzy. Rozpoczęty pod niewiarygodnie szczęśliwą gwiazdą, zakończył się fiaskiem. Przez pół roku był, jak go złośliwie nazywano, „samowystarczalnym obozem jenieckim”. Obozem, stworzonym przez samych Aliantów, który przeszedł do historii jako jedna z najbardziej wstydliwych kart historii Aliantów i zaprzepaszczona szansa na zwycięstwo, za którą przepraszał po wojnie sam Churchill. Jako przyczółek straconej szansy.


ODWIEDŹ STRONĘ AUTORA:

[Głosów:1    Średnia:5/5]
Komentarze

1 Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.