Bitwa o Narwik. Pierwszy triumf Polaków po przegranej kampanii wrześniowej

Polacy, nacierając na osadę Beisfjord, leżącą u nasady półwyspu, mieli za zadanie odciąć Niemcom drogi ewentualnego odwrotu. Jako wsparcie polscy żołnierze otrzymali dwa francuskie czołgi Hotchkiss H 39; na ich korzyść miała działać również artyleria polowa i okrętowa.

Dwie białe flary wystrzelone z pokładu krążownika HMS „Cairo” 27 maja 1940 roku o godzinie dwudziestej trzeciej czterdzieści były sygnałem do ataku dla wojsk alianckich. Z oddziałów polskiej brygady jako pierwsza do uderzenia poszła 3 kompania 2 batalionu rotmistrza Stefana Zamoyskiego, wspierana przez jeden z czołgów, pluton ckm i pluton moździerzy. Ich celem było mia‑ steczko Ankenes na krańcu półwyspu. Polacy nacierali z werwą. Dowódca 2 ba‑ talionu podpułkownik Władysław Dec wspominał:

„Trzecia kompania – grupami na Szwabów! Na Ankenes – skok… biegiem marsz” – krzyknął rotmistrz Zamoyski. Pluton, drużyna, moja grupa – naprzód, skok – biegiem marsz – powtórzyli rozkaz dowódcy plutonów i drużyn, starając się przekrzyczeć trajkot własnych maszynek. Karnie, jak na ćwiczeniach bojowych, poderwało się kilka grup strzelców. Podskoczywszy parę kroków w przód, solidnie „bachnęły” brzuchami o ziemię. Tak samo robiły następne grupki. „Ślicznie się poderwali” – pochwalił generał Szyszko ‑Bohusz. Do trajkotu polskich cekaemów włączył się jazgot niemieckiej broni maszynowej… Gdy kompania Zamoyskiego wychyliła się z lasku i zaczęła podchodzić do ruin pierwszych domków Ankenes, została gwałtownie ostrzelana od czoła (z niemieckich punktów oporu w piwnicach), z lewego skrzydła…”.

Niemieckie natarcie

Niestety, pod wpływem niemieckiego ostrzału atak kompanii się załamał i polscy strzelcy rozpoczęli odwrót w kierunku miejscowości Emmenes. Zaistniałą okoliczność natychmiast umiejętnie wykorzystali Niemcy. Porucznik Hermann Rieger ze 137 pułku strzelców górskich na czele ledwie 15 żołnierzy nagłym kontratakiem uderzył między wycofującą się polską 3 kompanię a idącą właśnie do ataku 1 kompanię 2 batalionu i o wpół do piątej 28 maja zdobył wzgórze 295, z którego podpułkownik Dec obserwował natarcie podległych mu sił.

Dowódca 2 batalionu próbował jeszcze utrzymać tę pozycję, obsadzając ją członkami swojego sztabu, gońcami i telefonistami, jednak większość obrońców wzgórza zginęła. Ocalał jedynie Dec i ośmiu żołnierzy. Utrata wzgórza 295 wy‑ wołała fatalne następstwa dla natarcia 1 kompanii, która zaległa pod ogniem prowadzonym przez niemieckich strzelców ze wzgórza.


POLECAMY: 

bitwa o narwik


Pełnym sukcesem zakończyło się natomiast natarcie 2 kompanii kapitana Andrzeja Stańczyka. Jego żołnierze po zaciętej walce zdobyli wzniesienie zwane „fasolką”, a następnie, około dziewiątej, miejscowość Nyborg, skąd Niemcy rozpoczęli ewakuację na druga stronę Beisfjordu, w kierunku Narwiku. Łodzie z żołnierzami Wehrmachtu były w połowie drogi, gdy zostały ostrzelane celnym ogniem polskiej broni maszynowej. Dwie z nich, podziurawione kulami, zatonęły wraz z pasażerami. Trzecia zawróciła i Niemcy na jej pokładzie poddali się Polakom.

Kryzys, jaki zarysował się w rejonie wzgórza 295, został zażegnany dzięki interwencji dowódcy polskiej brygady. Generał Szyszko ‑Bohusz (awansowany 19 kwietnia 1940 roku) wprowadził odwody, które trzykrotnie szturmowały feralne wzgórze. W końcu, pod naciskiem Polaków, Rieger i kilku ocalałych alpejczyków wymknęło się w kierunku miasteczka Ankenes. Tam łodzią próbowali przedostać się na drugą stronę fiordu, jednak czujni podhalańczycy i tę jednostkę pływającą posłali na dno.

Finał walk

Około północy z 27 na 28 maja do boju ruszył 1 batalion ze zgrupowania pułkownika Benedykta Chłusewicza, który nacierał w kierunku rozbieżnym w stosunku do jednostek pułkownika Deca. Jego kompaniom po ciężkich bojach, pod koniec dnia, udało się zdobyć wzgórza 650 i 773, a następnie ruszyły ku Beisfjordowi. W tym czasie zostało opanowane miasto Narwik, do którego późnym popołudniem 28 maja wkroczyli legioniści i norweska piechota. Około godziny piątej 29 maja 1940 roku polski patrol z 1 kompanii 1 batalionu nieopodal osady napotkał motocyklistów Legii Cudzoziemskiej. Tym samym pętla wokół półwyspu Narwik się zacisnęła. Wojska było jednak zbyt mało, aby uszczelnić kordon, i grupki niemieckich żołnierzy wymykały się z okrążonego rejonu.


CZYTAJ TAKŻE:


Przez cały ten dzień trwało oczyszczanie przez Polaków półwyspu Ankenes z resztek wojsk niemieckich. Jeden z patroli, którego dowódca, porucznik Jan Maniewski, paradował w płaskim angielskim hełmie, wziął do niewoli pewnego niemieckiego żołnierza. Ten, widząc Anglika, nie posiadał się z radości:

„Kamerad, good English”. Maniewski po rozbrojeniu Niemca wyjaśnił: „Ich bin kein English, ich bin Pole”. Niemiec zbladł i drżącym ze strachu głosem wyjąkał: „Mein Gott! Wieder diese Polen”.

Po zakończeniu walk o Narwik Polacy nacierali jeszcze wspólnie z 13 Półbrygadą Legii Cudzoziemskiej w kierunku na miejscowość Sildvik. Rezultat był jednak połowiczny. Wprawdzie mimo szalejącej burzy śnieżnej udało się zdobyć jedno ze wzgórz, na którym bronili się Niemcy, ale już z kolejnego Polacy zostali odrzuceni. Kiedy 31 maja przygotowywano się do ponownego natarcia, generał Béthouart wydał rozkaz o ewakuacji wojsk z Narwiku.

Pierwszy sukces po przegranej kampanii

Udział Samodzielnej Brygady Strzelców Podhalańskich w walkach pod Narwikiem był pierwszym po przegranej kampanii 1939 roku sukcesem polskich żołnierzy. Był on tym większy, że odnieśli go żołnierze, dla których w większości był to chrzest bojowy, do tego w trudnym górskim terenie i z doświadczonym, twardym przeciwnikiem. Jak to podkreślił generał Zygmunt Szyszko ‑Bohusz: „nasi przekonali się, że nawet najlepszych z Niemców można nie tylko bić, ale i pobić”.

Nie jest do dziś jasne, jaką cenę zapłacili polscy żołnierze za to zwycięstwo. Według różnych danych poległo od 58 do 97 naszych strzelców. Nawet 189 mogło zostać rannych. Straty Niemców na polskim odcinku frontu miały wynieść 130 zabitych i 60 jeńców. 4 czerwca 1940 roku rozpoczęła się ewakuacja oddziałów brygady z Norwegii. Ostatni polscy żołnierze załadowali się na statki cztery dni później. Miejscem docelowym transportu była broniąca się rozpaczliwie Francja.

Komentarze

REDAKCJA

Co Za Historia - nowoczesny portal historyczny. Udowadniamy, że przeszłość jest ciekawa!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.